Są filmy, do których wracamy nie tylko z przyjemnością, ale też z ogromnym sentymentem. Dla mnie takim tytułem jest „Diabeł ubiera się u Prady”. Pierwsza część do dziś pozostaje jedną z tych produkcji, które mogę oglądać po raz kolejny i kolejny. Uwielbiam ją za świetny pomysł, inteligentny humor, modowy przepych, doskonale napisane dialogi i przede wszystkim za role Meryl Streep i Anne Hathaway. Miranda Priestly i Andy Sachs stały się bohaterkami popkultury, a ich relacja była czymś znacznie więcej niż tylko historią szefowej i asystentki. Zresztą Emily Blunt też była rewelacyjna.
Dlatego powrót do „Runway” po niemal dwudziestu latach budził we mnie sporo emocji. Z jednej strony ciekawość, z drugiej – obawę, czy uda się ponownie wywołać tę samą magię.
I chyba właśnie dlatego „Diabeł ubiera się u Prady 2” jest dla mnie filmem trochę rozczarowującym. Nie jest zły. Jest efektowny, zabawny, nostalgiczny i bardzo przyjemny dla oka. Tyle że do rewelacji sporo mu brakuje.
Co więcej, mam wrażenie, że tym razem jest to film znacznie mniej o modzie, a znacznie bardziej o upadku dawnego świata magazynów i dziennikarstwa, wpływie korporacji oraz utracie tego, co kiedyś nazywaliśmy redakcyjną duszą. I właśnie ta warstwa jest ciekawsza od samej fabuły.
W pierwszej części Miranda Priestly była prawdziwym diabłem. Jedno spojrzenie Meryl Streep wystarczało, żeby pracownicy „Runway” zamierali. Nie musiała krzyczeć. Nie musiała grozić. Miranda potrafiła zniszczyć człowieka jednym zdaniem wypowiedzianym spokojnym, niemal obojętnym tonem. Po dwudziestu latach to już nie to samo. Miranda nadal jest wymagająca, nadal ma cięty język i nadal potrafi być bezlitosna, ale świat wokół niej zwyczajnie się zmienił, a poprawność polityczna nie pozwala na wszystko.
Jeszcze ciekawsza jest przemiana Andy. W pierwszej części bohaterka długo daje się uwodzić światu Mirandy. Pieniądze, prestiż, ubrania, możliwości i poczucie uczestniczenia w czymś wyjątkowym sprawiają, że stopniowo przekracza kolejne granice. W końcu jednak rozumie, że sukces nie jest wart każdej ceny. W drugiej części po utracie pracy, kiedy pojawia się możliwość powrotu do „Runway”, Andy przyjmuje ją właściwie bez mrugnięcia okiem.
„Runway” w tym filmie nie jest już tylko magazynem mody. Jest symbolem świata tradycyjnych mediów, który próbuje przetrwać w rzeczywistości podporządkowanej kliknięciom, zasięgom, reklamodawcom i korporacyjnym tabelkom. To bardzo współczesna refleksja. Magazyn ma generować wyniki. Redakcja ma przynosić pieniądze. Tekst ma mieć odpowiednią liczbę odsłon. Dziennikarstwo ma być „produktem”. A gdzieś po drodze może zniknąć to, co najważniejsze – pasja, niezależność, charakter i właśnie dusza. Pod tym względem film trafnie opisuje przemianę mediów. Szkoda tylko, że robi to momentami zbyt powierzchownie.
Jeśli miałabym wskazać postać, która zdecydowanie trzyma poziom pierwszej części, bez wahania wybrałabym Nigela. Stanley Tucci ponownie jest świetny. Nigel jest korporacyjnym szczurem. Zna zasady gry, potrafi lawirować między interesami, ambicjami i polityką firmy. Doskonale rozumie, jak działa system. Ale ma coś, czego temu systemowi coraz bardziej brakuje – tożsamość. Tucci gra go z ogromną swobodą. Nigel nie musi już niczego udowadniać, dlatego jest tak bezpretensjonalny, kolorowy i urzekający.
Emily Blunt powraca jako Emily Charlton i – całe szczęście – jej bohaterka nadal ma pazur. Po dwudziestu latach Emily zrobiła karierę, znalazła swoje miejsce w świecie mody i nie jest jużtylko asystentką Mirandy. Pracuje dla Diora, jest pewna siebie, bezkompromisowa i nadal potrafi jednym zdaniem zrównać kogoś z ziemią.
Jeżeli sam film pozostawia pewien niedosyt, wydanie Blu-ray zdecydowanie poprawia humor. Dodatki są całkiem przyjemnie wyselekcjonowane i dobrze pasują do charakteru produkcji. Sporo miejsca poświęcono oczywiście modzie. Kostiumografka Molly Rogers opowiada o ubieraniu głównych bohaterów i pokazuje, jak stroje pomagają podkreślić ich charakter oraz zachodzące w nich zmiany. Przy okazji dostaniemy również materiał o ewolucji głównych postaci, przyjrzymy się kulisom pracy podczas Milan Fashion Week. Fajnym dodatkiem jest także komentarz audio twórców, teledysk promujący film oraz nieodzowne gagi z planu, które zawsze oglądam z przyjemnością, bo widać tam chemię między aktorami. To bardzo przyzwoity zestaw materiałów bonusowych, szczególnie dla osób, które kupują Blu-ray nie tylko po to, żeby obejrzeć film, ale chcą również zajrzeć za kulisy powstawania filmu.
„Diabeł ubiera się u Prady 2” nie jest rewelacją. I jeśli ktoś oczekiwał powtórki magii pierwszej części, może poczuć lekki zawód. Nie jest to powrót idealny. Ale jeśli pierwsza część zajmuje szczególne miejsce w Waszej filmowej pamięci, warto dać tej kontynuacji szansę. Choćby po to, by przekonać się, jak bardzo zmienił się świat „Runway” – i jak bardzo zmieniliśmy się my sami.
Anna Wasyliszyn
David Frankel, Blu-ray „Diabeł ubiera się u Prady 2”, Galapagos, 2026.
Komentarze