Bo we mnie jest… zbieraczka

Zbieranie niepotrzebych rzeczy.
My kobiety, posiadamy dwie interesujące cechy: jesteśmy sroczkami i zbieraczkami. Cechy te są ciekawe, ale i uciążliwe. Uciążliwe nie tylko dla otoczenia, ale przede wszystkim dla nas samych.

Sroczka, przejawia się w nas nadmiernym zainteresowaniem wszystkim, co błyszczy, brzęczy i się mieni. To tak, jakbyśmy miały wmontowany pewien rodzaj „systemu wewnętrznego reagowania”. Zobaczymy śliczne złote kolczyki i już nasz „system wewnętrznego reagowania”, przekazuje impuls do mózgu z hasłem: „muszę to mieć!”. Na uwagę zasługuje fakt, że nasz „system wewnętrznego reagowania”, nie reaguje na inne impulsy, chociażby przesyłane przez zdrowy rozsądek hasło:” że już takie lub podobne kolczyki mamy, więc po co nam kolejne?”.

Następstwem bycia sroczką, jest posiadanie niezliczonej ilości błyskotek, często niepotrzebnych, które założyłyśmy tylko raz lub w ogóle! Poczucie winy, że wydałyśmy znowu niepotrzebnie grosz i markotna mina partnera, że zagracamy mieszkanie lub co gorsza zagracamy siebie, obwieszając się niczym zeszłoroczna choinka.

Zbieraczka to wyższa szkoła wtajemniczenia. Bycie nią, objawia się zbieraniem wszystkiego, co potrzebne, może się przydać lub szkoda wyrzucić. Zbieraczka jest głucha na głosy otoczenia, że sto pudełek po zapałkach może się kiedykolwiek do czegoś przydać. No chyba, że niczym przedszkolak, zamierzamy z nich skleić szafkę. Obkleić ją następnie kolorowym papierem i wypełnić swoimi skarbami.

Ja właśnie jestem zbieraczką. Uwielbiam zbierać różne, moim zdaniem potrzebne przedmioty, które mogą mi się kiedyś przydać. Przykładowo, dostaję na imieniny śliczny kwiatek w doniczce, warto nadmienić, że w doniczce plastikowej. Po pewnym czasie, gdy kwiatek klapnie, lub jako będący byliną zostanie po przekwitnięciu posadzony w ogrodzie, pozostaje mi po nim…doniczka. Inna osoba na moim miejscu, nie będąca zbieraczem, nie namyślając się długo, wyrzuci taką doniczkę do śmieci. Ale nie ja! Ja wpadam na kilkanaście pomysłów z doniczką w tle. Może mi się przydać, gdy będę na przykład chciała rozmnożyć jakiś kwiatek. To, że prawdopodobieństwo, takiej „chęci” jest prawie zerowe, jest mało istotne. Doniczka wędruje więc na strych. Strych to dobre miejsce dla zbieraczy. Można je do woli zagracać, bez obawy, że współpartner wreszcie się zirytuje i bez ostrzeżenia weźmie się za porządek. Takie ryzyko istnieje, gdy zagracamy mieszkanie.

Czy zbieractwo to choroba? W pewnym sensie tak. To pewien rodzaj natręctwa, jak mawia mój narzeczony, skądinąd psychiatra. Cóż, nikt nie jest perfekcyjny, prawda? Osobiście uważam, że zbieractwo to rodzaj hobby. Tylko, że to hobby nie ogranicza się do zbierania dajmy na to popielniczek, ale wielu rzeczy. Oczywiście istnieją w zbieractwie granice, których nie należy przekroczyć. Trzeba nad sobą panować. Nie można dopuścić do sytuacji, w której dojdzie do tego, że zbierać będziemy, co popadnie. Ja w każdym razie staram się kontrolować swoje zbieracze ”hobby”. Ostatnio w ramach „kontroli”, wybrałam się na strych, celem przejrzenia swojej kolekcji i zrobienia porządku. Nie powiem, trudno było. Jak zaczęłam przeglądać kolejne „eksponaty” kolekcji, wpadłam w pewien rodzaj zadumy. Dlaczego? Otóż, z każdym przedmiotem wiązała się jakaś historia. Jak się zapewne domyślacie Drogie Czytelniczki, takie dumanie nad każdym przedmiotem zajęło mi sporo czasu. Następnie, gdy już przyszła kolej do zrobienia porządku i wyrzucenia rzeczy najmniej przydatnych, zaczęły się rodzić wyrzuty sumienia i pytania: dlaczego chcę akurat to wyrzucić? Dlaczego ten przedmiot jest gorszy od tamtego? A może się jednak przyda? Spowodowało to we mnie pewną frustrację. Po kilku godzinach spędzonych na strychu, w torbie na śmieci, w którą zaopatrzyłam się, udając się na strych, miałam tylko…papierek bo batoniku, który sobie w trakcie przeglądu spałaszowałam.

Może nie przejęłabym się tym stanem rzeczy, gdyby nie narzeczony, którego poinformowałam, że idę robić porządek. Dobrze wiedziałam, że nie uda mi się niepostrzeżenie przemknąć i niegroźnie skłamać, że coś wyrzuciłam. Coraz bardziej nerwowo przeglądałam rzeczy, no i wreszcie zdecydowałam się wyrzucić szklany dzbanuszek. Zadowolona wróciłam do mieszkania. - I co? Sporo wyrzuciłaś? - zapytał. - Tylko przeglądałam - czułam jak mnie uszy palą ze wstydu. - No i wyobraź sobie znalazłam taki ładny dzbanuszek, akurat na kwiatki na stół w kuchni.

Drodzy partnerzy sroczek i zbieraczek, musicie pokochać w nich tę cechę charakteru. Nie ma rady. Na usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że my naprawdę zdajemy sobie sprawę z naszej „słabości”, ale zwyczajnie nie potrafimy jej wykorzenić.

Katarzyna Redmerska
(katarzyna.redmerska@dlalejdis.pl)



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat