Okres agitacji kościelnej, gdzie wolność słowa była ograniczona przez cenzora w postaci księdza już dawno minęły. Wyzwoleni ludzie propagują przede wszystkim swoje poglądy ateistyczne lub w najlepszym wypadku agnostyczne. Słowa wsparcia dla wiary nie wypisują się w obecne trendy popkultury, nie mówiąc o tym, że kiepsko się sprzedają. Wątłym głosem oporu okazuje się kino klasy B z jeszcze żywymi super bohaterami.
Josh Wheaton jak standardowy kot z college’u staje przed arcytrudnym wyborem przedmiotów semestralnych. Wśród fakultetów znajduje się filozofia prowadzona przez profesora Radissona. Nikt na uczelni nie ukrywa, że profesor prowadzi osobistą krucjatę przeciwko wszelkiej religii reprezentowanej przez osobowego Boga. Josh, jako naiwniak, postanawia sprzeciwić się i udowodnić, że istnienie absolutu nie jest niemożliwe. Cała fabuła opiera się na intelektualnej potyczce ucznia i nauczyciela, oraz poprzeplatana jest drobnymi historyjkami przedstawiającymi konflikt w społeczeństwie.
Nietypową sytuacją jest oglądać Kevina Sorbo i Deana Caina w roli schwarzcharakterów, bo to oni przecież wcielają się w rolę diabła, chcącego za wszelką cenę zdławić wiarę w ludziach. I chyba tutaj kończy się ponadprzeciętność. Josh jest tak miałką postacią jak tylko może być, a jego niezachwiana wiara wydaje się nie być motywowana nie chartem ducha, a przekonaniem, że nie można inaczej. Poza tym przez cały film jawi się jako gamoń wioskowy i nie do końca wiadomo jak udało mu się zyskać argumenty, by wygrać spór. Za to ci źli zagrali na poziomie, choć wszystko jest zdecydowanie zbyt czarno-białe, by mogło zachwycać.
Film jest ważną przeciwwagą dla kasowych produkcji, gdzie temat wiary i Boga został wyparty przez efekty specjalne. W sytuacji, gdy większość ludzkości wierzy w siły nadprzyrodzone, niezrozumiałym jest fakt nieobecności jakiejkolwiek wiary w kinematografii. Niestety wykonanie i pewna infantylność produkcji „Bóg nie umarł” ogranicza przekaz do widzów już w większości przekonanych do prawidłowości postawionych twierdzeń. O fakcie, że nie rozpatrujemy produkcji kasowej mówi chociażby data polskiej premiery - rok po premierze amerykańskiej. Dodatkowo dystrybucja tylko w małych kinach. Szkoda, że widz ma ogólnodostępne treści tylko jednej ze stron i sam nie może podjąć wyboru czy Bóg umarł, czy też Bóg nie umarł.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
Bóg nie umarł, reż. Harold Cronk, USA 2014
Komentarze