Wśród najbardziej charakterystycznych darów reżysera Richarda Linklatera jest jego niesamowita zdolność do podejmowania najprostszych opowieści i przekłuwania ich w niezwykle głębokie, emocjonalne dzieła.
Największym atutem filmu jest kwestia, którą zdecydowana większość produkcji albo ignoruje albo niezręcznie tuszuje - upływ czasu. Głównego bohatera, Masona, poznajemy, gdy ma on zaledwie 6 lat. Od tego momentu przez kolejnych 12 lat Richard Linklater co roku gromadzi obsadę Boyhood na kilkudniową sesję zdjęciową, dogrywając następne lata życia portretowanych przez nich postaci. Skutkiem tego zabiegu widzowi niezwykle łatwo wpaść w rytm życia Masona i jego rodziny oraz zaakceptować następujące technologiczne i kulturowe zmiany, jakim podlega jego świat.
Wielu widzom Boyhood nie przyniesie satysfakcji, bo to opowieść o życiu po prostu, którą można zaklasyfikować do gatunku kinowego realizmu. Postacie są autentyczne, surowe, to ludzie, których znamy, których łatwo polubić, bo zmagają się z takimi samymi problemami jak my na co dzień- nieudane małżeństwa, przemoc, życiowe decyzje i ich konsekwencje.
Richard Linklater to reżyser, który najwyraźniej nie lubi zbyt wiele widzowi wyjaśniać. W filmie nie usłyszymy choćby linijki narracji, dlatego patrząc na statyczne zbliżenia milczących twarzy, sami pytamy siebie, co czuje bohater i o czym myśli? Produkcję cechuje ogromna intuicja w wyborze scen, co ułatwia oglądającemu zrozumienie procesu stawania się mężczyzną oraz bezpowrotnego przemijania dzieciństwa. Pozornie bez fabuły, Boyhood pozostaje w opozycji do kina głównego nurtu, które pełne jest wartkiej akcji i jej niespodziewanych zwrotów.
Podobnie jak nasze życie, Boyhood to dzieło w toku bez wyrazistej dramatycznej barwy - ot seria momentów i tych dobrych i złych, które definiują, kim jesteśmy. Widz z każdą minutą filmu wzrasta w sympatię do Masona i jego rodziny, bo są zwyczajnie niedoskonali. Oglądając ich możemy w niezwykle intymny sposób skonfrontować zbliżone chwile z własnych doświadczeń i ze zdziwieniem zakrzyknąć w duchu „ Hej, miałem tak samo!”.
Boyhood to film z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Jednak dzięki swojej nieśpiesznej epizodyczności, gdy pojawiają się napisy końcowe, łatwo powtórzyć za jedną z głównych bohaterek rozczarowane: „Myślałam po prostu, że coś się jeszcze zdarzy".
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
Boyhood, reż. Richard Linklater, USA 2014
Komentarze