Bycie sobą niemodne?

Bycie sobą. Czy jest takie niemodne?
Spojrzenie przemycone od Julii. Kolor pomadki ściągnięty od Kaśki. I jeszcze styl. Podkradziony Zośce. Dlaczego niektóre z nas tłamszą same siebie, na siłę próbując stać się kimś innym?

Spojrzenie przemycone od Julii. Na pozór nie ma w nim nic nadzwyczajnego, ale potrafi zdziałać wszystko. Stopi stanowczość policjanta z drogówki wlepiającego mandat. Skruszy kamienne serce pani z bankowego okienka. Zaczaruje kolegę czy koleżankę z pracy w posłusznie aportującego pieska. A nawet wybłaga podwyżkę lub awans u szefa.

Kolor pomadki ściągnięty od Kaśki. Wydaje się, że to właśnie on sprawia, że każde słowo wypływające z jej ust nabiera innego, wcześniej niedostrzegalnego znaczenia. Niepowtarzalnego wyrazu. Owija je w kuszącą woalkę, której delikatnego szelestu nie sposób zlekceważyć. Wypowiadane zdania układają się w hipnotyzującą melodię. Każdy, kto ją usłyszy wpada w głęboki trans. Upaja się, tańcząc w jej takt, aż do momentu, gdy usłyszy ostatnią nutę.

Poczucie humoru importowane od Patrycji. Wyzwala z pesymizmu i nudziarstwa wszystkich znajdujących się na odległość słyszalności jej głosu. Uwalnia z więzienia przygnębienia, smutku i rozpaczy wszystkich osadzonych w nim skazańców. Elektryzuje. Przyciąga jak magnes. Trudno uwolnić się z jej przyjemnej uwięzi.

Gesty pożyczone, rzecz jasna, od Zuzi. Ta to wie, jak wzbudzić zainteresowanie i ogólny zachwyt. Odpowiednia szybkość i kąt ruchu głową. Umiejętne balansowanie dłońmi, palcami. Kto by pomyślał, że tak niewiele trzeba, by stać się KIMŚ w społeczeństwie. By wyżebrać sympatię. Wyłudzić zazdrosne spojrzenia.

I jeszcze styl. Podkradziony Zośce. Zdecydowanie bezkonkurencyjny. Nokautuje wszystkich, którzy na nią spojrzą. Niby minimalistyczny, to wydawać by się mogło łatwy do podrobienia. Ale nie. Po wnikliwej ocenie spostrzega się trud włożony w jego wypracowanie. Oślepia kobiecością, zmysłowością, ale ma też w sobie szczyptę niechlujstwa, kropelkę nonszalancji. A z pewnej perspektywy może wydawać się nawet odrobinę męski.

Ta wyliczanka wydaje się wystarczająca jako podkład pod profesjonalny makijaż sceniczny, jakim wiele kobiet katuje swoją prawdziwą osobowość każdego dnia. Zaraz po przebudzeniu. Przed lustrem programując w sobie to spojrzenie, ten uśmiech, te gesty. I to po co? By zatuszować brak wiary w siebie. Bo chcą sprostać oczekiwaniom społeczeństwa. Chcą poczuć się podziwiane, adorowane albo chociażby zauważone. Oczywiście kolejnymi elementami tego rodzaju makijażu mogą być: nieporadność podebrana od Gośki, roztargnienie wypatrzone u Weroniki, rumieniec nieśmiałości skradziony Gabrysi... Tak wyliczać można byłoby w nieskończoność, przywłaszczając sobie kolejne charakterystyczne cechy, kolejnych interesujących kobiet. Cechy, którymi magnetyzują, uwodzą otoczenie. Cechy siarczyście soczyste, bez których byłyby nieme, bez smaku. Po prostu mdłe. Byłyby niezauważalne jak powietrze. To one zapewniają im to, wszędzie podkreślane, ale niedefiniowalne COŚ. Gwarantują niepowtarzalny aromat. Co ważne, pasujący do nich. Wręcz przenikający całą ich osobę. Oplatający ich prywatną przestrzeń i tlący się za nimi, niczym tren za panną młodą. Ale czy ten uwodzicielski zapach na pewno pasuje też i do innych kobiet (czytaj: wizerunkowych papug). Czy kserokopia może być równie niepowtarzalna jak oryginał? A może stanowi jego nędzną, karykaturalną reprodukcję? Tego pytania, mam wrażenie, zapominają zadać sobie chodzące plagiaty. Co gorsza, starają się one jak najbardziej uwypuklić każdą z przywłaszczonych sobie ?fajnych? cech, tak pieczołowicie wyłuskanych z zupełnie niepodobnych do siebie kobiet. Ale czy okalający je zapach jest równie fascynujący, jak ten, który czuć wokół oryginałów? Nie. Z aurą, jaka tworzy się wokół konkretnej kobiety, jest tak jak z perfumami, inaczej pachnie w zależności od skóry, nad którą się unosi. A już w ogóle źle kończy się eksperymentowanie z mieszaniem kilku aromatów. Łatwo to sobie wyobrazić. To tak jakbyśmy poszły do perfumerii, wybrały kilka najcudowniejszych na świecie zapachów i spryskały się nimi jednocześnie. Czy uzyskany efekt będzie tym pożądanym? Zapewnić mogę, że nie.

Dlaczego niektóre z nas tłamszą same siebie, na siłę próbując stać się kimś innym? Dlaczego nie pozwalają rozkwitnąć swojej osobowości, tylko skrywają ją pod grubym, szczelnym pancerzem zakłamania? Dlaczego nie pozwalają, by urosło w nich dorodne drzewo poczucia własnej wartości, z którego korony zwisałyby owoce prawdy? Owoce bardzo smaczne, winne, których niejedna osoba chciałaby skosztować. Może nawet skraść.

Mam pewną propozycję, nie do odrzucenia. Prezentujmy światu swój autorski zapach. Pracujmy nad nim. Samodzielnie. Z biegiem czasu dodając kolejne składniki. I szczyćmy się nim. Nie bądźmy papugami!

Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat