W większych miastach obecność Europejczyków nikogo nie dziwi, ale zdarza się, że przy okazji zwiedzania Wielkiego Muru czy Terakotowej Armii ktoś, kto przyjechał z prowincji po raz pierwszy widzi „białego”. Chińczycy w takich sytuacjach nie krępują się, żeby podejść i spytać czy mogą sobie zrobić sobie z nami zdjęcie, nie zdziwmy się też, jeśli zechcą nas objąć, czy poprosić, abyśmy wzięli na ręce dziecko i pozwolili zrobić mu pamiątkową fotografię. Co robić w takich przypadkach? Oczywiście zgodzić się i uśmiechnąć do zdjęcia, a doczekamy się licznych uśmiechów i podziękowań.
Chińczycy są bardzo uprzejmi i chętnie pomagają obcokrajowcom. Nawet, jeśli nie znają języka angielskiego, a zdarza się to bardzo często. Mnie kilka razy zdarzyło się, że kiedy nie mogłam się porozumieć, przypadkowe osoby, które znały angielski włączały się do rozmowy i pomagały mi załatwić daną sprawę.
Bardzo ciekawym zjawiskiem, którego mi osobiście brakuje w Polsce, jest sposób, w jaki Chińczycy spędzają razem czas. Na przykład spacerując rano po parku, możemy zobaczyć całe grupy osób ćwiczących np. tai-chi, do których każdy może przyłączyć się „z biegu”. Sama tego próbowałam i chociaż początkowo wzbudziłam w parku dużo śmiechu, to spotkałam się z bardzo sympatyczną reakcją. Podejrzewam, że mogłoby być podobnie, gdybym wieczorem przyłączyła się do chórków karaoke, które Chińczycy uwielbiają, ale niestety nie umiem mówić po chińsku, a co dopiero śpiewać. W każdym razie w Chinach często można natknąć się na takie wspólne spędzanie czasu w parkach i na skwerach. I to wcale nie od święta.
Co do jedzenia nie powinniśmy się obawiać ani tego, że będziemy żywić się wyłącznie ryżem, ani, że będziemy zmuszeni jeść legendarne psy, bo chińska kuchnia jest bardzo bogata i różnorodna. Podstawą posiłków rzeczywiście jest ryż, ale równie popularny jest makaron (jajeczny, sojowy lub z fasoli mung), a do tego mnóstwo warzyw na zimno i na ciepło oraz dania mięsne – najczęściej z wołowiny i kurczaka. Smak potraw jest bardzo podobny do tego, który oferują chińskie restauracje w Polsce, a nawet powiedziałbym, że chińszczyzna serwowana u nas jest bardziej wyrazista. Może przez kontrast do polskiego jedzenia? Trudno jednoznacznie stwierdzić, w każdym razie jeśli nasze gusta kulinarne nie idą w stronę intensywnych smaków, na pewno znajdziemy w Chinach coś dla siebie. Z drugiej strony jeśli jednak lubimy poeksperymentować i dobrze poszukamy, znajdziemy targowiska, na których sprzedaje się grillowane węże, jaszczurki, żaby na patyku, karaluchy czy skorpiony. Te ostatnie podobno świetnie wpływają na potencję.
Powszechnie towary produkowane w Chinach kojarzą nam się z tandetą i niską ceną, ale bynajmniej fakt, że coś jest „Made in China” nie oznacza, że Chiny to zakupowy raj. Po pierwsze dlatego, że jako turyści nie znamy realnej wartości danego przedmiotu, a po drugie dlatego, że wszędzie oprócz supermarketów, cena jest umowna, a to znaczy, że będziemy musieli się targować. A Chińczycy, którzy specjalizują się w handlu od stuleci, nie tylko są świetni w targowaniu się, ale też widząc Europejczyków z góry zakładają, że mamy pełne portfele. Negocjacje zawsze warto zacząć od o wiele niższej ceny niż podaje sprzedawca, nie możemy jednak wycenić danej rzeczy zbyt nisko, bo wtedy może się na nas pogniewać i koniec z targami. Z reguły, jeśli wystarczy nam uporu, udaje się zjeść do ¼ ceny, ale podobno prawdziwi mistrzowie targowania potrafią dojść nawet do 1/10.
Co warto kupować? Z pewnością odzież, galanterię, jedwab, perły, zieloną herbatę (której jest w Chinach wiele odmian) i przyprawy. Elektronika wbrew pozorom bywa droższa niż u nas, mimo, że to właśnie w Chinach produkuje się większość komponentów. Chiny są też znane z produkcji podróbek wszelkiego rodzaju i jeśli nam to nie przeszkadza na pewno nie będziemy mieli większego problemu ze znalezieniem „markowych” ubrań czy torebek zwłaszcza, że te naprawdę dobre niewiele różnią się od oryginałów.
Jeśli chcemy wybrać się do Chin na wyjazd z biurem podróży, ciekawe oferty obejmujące około 10 dni zwiedzania znajdziemy już od 5-6 tys. zł. Cena nie będzie o wiele niższa, jeśli chcielibyśmy wybrać się w podróż na własną rękę, bo lot do Pekinu z Warszawy to około 2 tys. zł, oczywiście jeśli zarezerwujemy podróż z wcześniejszym wyprzedzeniem. Poza tym mimo powszechnego przeświadczenia o tym, że Chiny są tanim krajem, Europejczykom najczęściej podawane są kilkukrotnie wyższe ceny.
Także na pytanie o to, czy jechać samemu czy z biurem podróży, każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Do zalet podróży z biurem na pewno należy to, że nie musimy się martwić o noclegi, przewozy, posiłki, a co ważniejsze o język. Z kolei jadąc na własną rękę, sami możemy zdecydować, które atrakcje zobaczyć, a które pominąć, gdzie zatrzymać się na dłużej, a gdzie na krócej, a także możemy być bardziej spontaniczni, co niestety podróż z biurem podróży wyklucza.
Zanim zaczniemy planować podróż, pamiętajmy też, że do Chin nie można wjechać bez wizy, o którą warto zatroszczyć się około dwóch miesięcy przed wyjazdem lub zlecić pośrednictwo w biurze podróży, z którym wybieramy się na wycieczkę. Na całe szczęście jej uzyskanie nie jest trudne w porównaniu choćby do otrzymania wizy do USA.
Więc jeśli nie mamy pomysłu na urlop, zdecydowanie polecam Chiny. Warto dowiedzieć się czegoś o kraju, który we współczesnym świecie odgrywa coraz większą rolę.
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Fot. Aleksandra Buba
Komentarze