Co by było, gdyby zniknęły wszystkie prywatne żłobki? Zostałoby zaledwie 27% placówek. Czy ministerstwo nadal chwaliłoby się poziomem użłobkowienia?

Aż 73% żłobków w Polsce to placówki niepubliczne. Co stałoby się z dostępnością opieki nad dziećmi, gdyby wszystkie nagle zniknęły? Analizujemy dane GUS.
Rządowe komunikaty o rozwoju opieki nad dziećmi do lat 3 często podkreślają rosnącą liczbę żłobków i miejsc opieki. To niewątpliwie ważny kierunek zmian. Jest jednak coś, o czym w debacie publicznej mówi się zdecydowanie za mało. Zdecydowaną większość żłobków w Polsce prowadzą podmioty niepubliczne. Co stałoby się z systemem opieki, gdyby wszystkie te placówki nagle zniknęły? Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują skalę problemu.

Ponad 70% żłobków w Polsce to placówki niepubliczne

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec 2024 roku w Polsce funkcjonowało 4776 żłobków.

Ich struktura wyglądała następująco:

  • 1293 żłobki publiczne, w tym 1289 prowadzonych przez gminy i 4 przez instytucje publiczne.

  • 3483 żłobki niepubliczne, prowadzone przez osoby fizyczne, osoby prawne oraz jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej.

Oznacza to, że 72,9% wszystkich żłobków w Polsce stanowiły placówki niepubliczne, podczas gdy sektor publiczny odpowiadał za zaledwie 27,1% ich liczby.

Warto przy tym zaznaczyć, że sektor niepubliczny to nie tylko prywatni przedsiębiorcy, ale również fundacje, stowarzyszenia i inne podmioty prowadzące działalność opiekuńczą.

To istotna informacja, szczególnie w kontekście publicznych dyskusji o dostępności opieki nad najmłodszymi dziećmi.

Wyobraźmy sobie Polskę bez prywatnych żłobków

Przeprowadźmy prosty eksperyment myślowy.

Wyobraźmy sobie, że z dnia na dzień działalność kończą wszystkie żłobki niepubliczne. Nie powstają natychmiast nowe placówki samorządowe, a istniejące żłobki publiczne zachowują swoją dotychczasową liczbę miejsc.

Co zostaje?

Z 4776 żłobków działających w Polsce w 2024 roku pozostałyby zaledwie 1293 placówki.

Zniknęłoby niemal trzy czwarte żłobków w kraju.

Oczywiście nie oznacza to automatycznie utraty 73% wszystkich miejsc opieki. Placówki różnią się wielkością i liczbą przyjmowanych dzieci. Aby obliczyć dokładny spadek liczby miejsc oraz wskaźnika użłobkowienia, należałoby przeanalizować ich pojemność i liczbę dzieci objętych opieką w obu sektorach.

Już sama struktura placówek pokazuje jednak, jak duże znaczenie ma sektor niepubliczny dla funkcjonowania całego systemu.

W wielu miejscowościach rodzice stanęliby przed koniecznością poszukiwania opieki w innych gminach. Tam, gdzie miejsc publicznych jest niewiele, problem mógłby być szczególnie dotkliwy.

Trudno byłoby wówczas przedstawiać dostępność opieki żłobkowej jako sukces bez jednoczesnego wskazania ogromnej luki, jaką pozostawiłby po sobie sektor niepubliczny.

Użłobkowienie rośnie. Ale kto odpowiada za ten wzrost?

Najnowsze opublikowane dane GUS pokazują, że system nadal się rozwija.

Na koniec 2025 roku w Polsce funkcjonowały już 5122 żłobki, czyli o 346 więcej niż rok wcześniej.

Łącznie żłobki, kluby dziecięce i dzienni opiekunowie oferowali 256,2 tys. miejsc opieki.

To ważny wzrost dostępnej infrastruktury. Nie powinien jednak przesłaniać pytania, kto faktycznie tworzy i utrzymuje miejsca opieki.

Rozwój opieki nad dziećmi do lat 3 jest efektem działań różnych podmiotów: administracji rządowej, samorządów, przedsiębiorców, organizacji społecznych oraz pracowników placówek.

Dlatego przedstawianie wyłącznie łącznej liczby miejsc może dawać niepełny obraz systemu.

Warto, aby statystyki publikowane przez ministerstwo każdorazowo pokazywały również, jaka część miejsc powstała i funkcjonuje dzięki podmiotom publicznym, a jaka dzięki niepublicznym.

Publiczny żłobek jest tańszy? Porównajmy rzeczywiste koszty

W debacie o opiece żłobkowej często zestawia się opłaty ponoszone przez rodziców w placówkach publicznych i niepublicznych.

Takie porównanie, bez uwzględnienia źródeł finansowania, może jednak prowadzić do błędnych wniosków.

Żłobki samorządowe finansowane są nie tylko z opłat rodziców, ale także ze środków publicznych, w tym budżetów gmin. Oznacza to, że wysokość czesnego nie jest równoznaczna z całkowitym kosztem utrzymania miejsca dla dziecka.

W przypadku żłobków niepublicznych istotną część kosztów działalności pokrywają opłaty za pobyt dzieci, choć niektóre placówki korzystają również z dotacji samorządowych lub programów publicznych.

Dodatkowo funkcjonuje świadczenie „Aktywnie w żłobku”, które wynosi do 1500 zł miesięcznie na dziecko, a w określonych przypadkach dzieci z niepełnosprawnością do 1900 zł. Świadczenie pomniejsza opłatę za pobyt i przekazywane jest bezpośrednio podmiotowi zapewniającemu opiekę.

Istotną rolę odgrywa także program „Aktywny Maluch 2022-2029”, w ramach którego zarówno podmioty publiczne, jak i niepubliczne mogą otrzymywać środki na tworzenie nowych miejsc opieki. Program przewiduje również, na określonych zasadach, dofinansowanie funkcjonowania nowo utworzonych miejsc przez 36 miesięcy.

Nie można zatem ograniczać porównania kosztów opieki wyłącznie do wysokości czesnego widocznego w cenniku placówki.

Rzetelna analiza powinna uwzględniać całkowity koszt utrzymania miejsca, źródła finansowania oraz rzeczywistą wysokość opłaty ponoszonej przez rodziców.

Bez prywatnych żłobków państwo musiałoby przejąć ogromną część opieki

Powróćmy do naszego eksperymentu.

Gdyby niepubliczne żłobki przestały funkcjonować, problem nie ograniczałby się do samej liczby zamkniętych placówek.

Samorządy i państwo stanęłyby przed koniecznością zapewnienia opieki dzieciom, które dotychczas korzystały z sektora niepublicznego.

W praktyce oznaczałoby to potrzebę tworzenia nowych miejsc, pozyskiwania lokali, inwestowania w wyposażenie, zatrudniania wykwalifikowanej kadry oraz zapewniania środków na bieżące funkcjonowanie placówek.

Takich zmian nie można przeprowadzić z dnia na dzień.

Co więcej, samo utworzenie nowego żłobka nie gwarantuje, że miejsce opieki będzie dostępne tam, gdzie rzeczywiście go potrzebują rodzice.

Liczy się również lokalizacja, możliwość dojazdu, godziny pracy placówki, jej dostępność finansowa oraz dopasowanie do potrzeb dzieci i rodzin.

Dlatego sektor niepubliczny należy postrzegać jako istotną część infrastruktury społecznej, a nie jedynie jako alternatywę dla placówek samorządowych.

Sukces państwa czy wspólny wysiłek wielu podmiotów?

Nie można odbierać znaczenia programom publicznym wspierającym rozwój opieki nad najmłodszymi. Dofinansowania do tworzenia miejsc, świadczenia dla rodziców i inwestycje samorządowe są ważnymi elementami tego systemu.

Nie zmienia to jednak faktu, że za funkcjonowaniem tysięcy placówek stoją także niepubliczni organizatorzy opieki.

To oni podejmują decyzje o uruchomieniu żłobków, organizują ich działalność, zatrudniają pracowników i odpowiadają za codzienne zapewnianie opieki dzieciom.

Z punktu widzenia rodziców najważniejsze nie powinno być to, kto prowadzi daną placówkę, lecz czy zapewnia ona bezpieczną, dostępną i wysokiej jakości opiekę.

Tym bardziej warto zadać pytanie, czy polityka państwa w wystarczającym stopniu uwzględnia znaczenie obu sektorów.

Czy można mówić o sukcesie w zwiększaniu poziomu użłobkowienia, nie podkreślając jednocześnie, że zdecydowana większość żłobków funkcjonuje poza sektorem publicznym?

A może zamiast przeciwstawiać sobie placówki publiczne i niepubliczne, należałoby mówić o wspólnym systemie, w którym każdy podmiot przyczynia się do zwiększania dostępności opieki?

Bez sektora niepublicznego obraz polskiego użłobkowienia byłby zupełnie inny

Dane GUS za 2024 rok nie pozostawiają wątpliwości co do struktury polskich żłobków: niemal trzy czwarte placówek prowadził sektor niepubliczny.

Nie oznacza to, że analogiczny był jego udział we wszystkich miejscach opieki. Pokazuje jednak skalę zależności systemu od podmiotów innych niż publiczne.

Rozbudowa sieci placówek samorządowych jest potrzebna, szczególnie w miejscowościach, gdzie dostęp do opieki pozostaje ograniczony. Nie powinna jednak odbywać się poprzez pomniejszanie znaczenia istniejących placówek niepublicznych.

Jeżeli chcemy rzetelnie oceniać rozwój opieki nad dziećmi do lat 3, powinniśmy patrzeć nie tylko na wzrost ogólnopolskich wskaźników, ale również na strukturę systemu i rolę poszczególnych podmiotów.

Bo gdyby nagle zniknęły wszystkie żłobki niepubliczne, okazałoby się, jak ogromna część polskiego systemu opieki nad najmłodszymi opiera się właśnie na nich.

I być może wtedy pytanie o to, komu zawdzięczamy rozwój użłobkowienia w Polsce, nabrałoby zupełnie nowego znaczenia.

PMP

Fot. Wygenerowano AI



Komentarze




Newsletter

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat