David Fincher wyprodukował wiele filmów, które z czasem przerodziły się w kultowe. On sam, jak i jego dzieła, zazwyczaj jest oceniany bardzo wysoko, co sprawia, że każdy następny film przyciąga do kin rzesze kinomaniaków. Kluczem do sukcesów jego filmów jest zdecydowana nietuzinkowość. Obrazy nie są powtarzalne i za każdym razem pokazują widzowi zupełnie inne aspekty twórczości. Nie inaczej jest w przypadku „Dziewczyny z tatuażem.”
Film opowiada historię Mikaela Blomkvista, który jak wskazują dane personalne, jest szwedzkim dziennikarzem śledczym. Niestety, miał pecha, przeliczył siły na zamiary i nie udało mu się udowodnić winy kolejnemu typkowi spod ciemnej gwiazdy. Przegrany proces, kompromitacja i wykluczenie z opinii publicznej przybiły Mikaela, który nie miał wyboru, jak odsunąć się w cień. Ową sytuację wykorzystuję Martin Vanger, który pragnie rozwiązać okoliczności śmierci Harriet Vanger - morderstwa sprzed 40 lat. Chcąc odpocząć od zgiełku i kłopotów wywołanych niepowodzeniem, Mikael przystaje na propozycje Henrika. Drugim bohaterem filmu jest Lisbeth Salande, która delikatnie mówiąc ma problemy z własnym życiem, a dodatkowo jest niesamowitym hakerem, dla której wydobycie informacji o ludziach to pestka. Coś wam to mówi? Ten duet połączy siły w walce o prawdę i spokój duszy Harriet.
Od pierwszej sceny, film zapowiada się wyśmienicie. Pomimo, że mamy do czynienia z wielkim filmidłem, bo prawie trzygodzinnym, co nie jest popularne w dzisiejszych czasach, to widz nie czuje znużenia, a nadmierne skrócenie go spowodowałaby spłycenie i wypaczenie fabuły. Widz ma poczucie zespolenia z filmem. Nie jesteśmy jedynie niemymi świadkami biegu wydarzeń i postępów w śledztwie Mikaela i Lisbeth, ale jesteśmy wciągnięci w fabułę i rozwiązująmy zagadkę wspólnie. Niesamowite wrażenie udziału w rozwiązywaniu tajemnicy wprowadza niepowtarzalny klimat, którego nie da się podrobić, który powszechnie jest wypierany przez zbyt proste i nachalne opowieści. „Dziewczyny z tatuażem” nie da się obejrzeć inaczej jak na jednym wdechu, z szeroko otwartymi oczami.
Nie jest to film prosty, nie jest zbytnio sielankowy, bywa brutalny i bezpośredni, ale nie przesadzony. „Dziewczyna z tatuażem” jest mocnym, filmowym otwarciem tego roku. Jeżeli większość filmów będzie trzymała ten sam poziom, to z pewnością na nudę nie będziemy mogli narzekać. Zdecydowanie film wart polecenia!
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
"Dziewczyna z tatuażem", USA 2011, reż. David Fincher
Komentarze