Czas z przyjaciółką – jednodniowy wyjazd na obiad

Jednodniowy wyjazd na obiad z przyjaciółką do innego miasta czy za granicę.
Kiedyś wspomniałam mojej przyjaciółce, że podobają mi się wątki w filmach i książkach, kiedy ludzie lecą do zagranicznego miasta na kolację czy do teatru. I co z tym zrobiłyśmy?

Oczywiście nie stać nas na spontaniczne zagraniczne wyjazdy, jednak przemyślałyśmy sprawę i stwierdziłyśmy, że na ten tytułowy obiad będziemy jeździły do różnych miast w Polsce. Po sprawdzeniu cen naszego ulubionego Polskiego Busa i rezerwowaniu wyjazdu z wyprzedzeniem, koniecznie w sobotę, okazało się, że przejazd kosztuje nas maksymalnie 30 zł (za nas dwie). A czasem nawet zdarzało nam się jechać za 2 zł w jedną stronę. Ustaliłyśmy, że opłaca nam się jeździć do miejsca, do którego dotarcie zajmuje maksymalnie około 3 godzin w jedną stronę. Daje to 6 godzin w autobusie (tak do tej pory podróżowałyśmy, choć ceny pociągów również się do nas ostatnio uśmiechają), które spędzamy na pogaduchach, wspólnym słuchaniu muzyki i zwiedzaniu Polski przez wielkie okna pojazdu. Na pobyt w docelowym mieście mamy około 8 godzin, co jest dla nas wystarczające, żeby dobrze zjeść, pozwiedzać, a nawet zrobić zakupy.

Podstawa takiej udanej wyprawy to jasny cel – wiemy, że nie poznamy doskonale tego miasta, ale głównym powodem wycieczki jest wspólne spędzanie czasu. Co ważne: przyjemne spędzanie. Do celu przyjeżdżamy między godziną 10 a 11 i jest to świetna pora na drugie śniadanie, które niejednokrotnie przeradza się we wczesny obiad. Przed wyruszeniem czytamy oczywiście w internecie, gdzie warto zjeść, jednak nierzadko zmieniamy zdanie w trakcie, kiedy zobaczymy ciekawą restauracyjkę czy knajpkę. Poranna kawa i syty posiłek zachęcają nas do: najpierw leniwego, a następnie żwawego spaceru, który jest mieszaniną turystycznego pobytu, zakupów w lumpeksach i spacerów po galerii handlowej. Zaglądamy do wszelkiej maści małych sklepików z różnym asortymentem, poszukujemy bazarów i straganów, które wprost uwielbiamy.

Po dwóch-trzech godzinach chodzenia udajemy się do napotkanej po drodze lub polecanej w internecie kawiarni czy knajpki, żeby się posilić i wypić kawę lub herbatę. Nie pogardzimy wtedy dobrym ciachem, ale przecież zasłużyłyśmy na niego – przeszłyśmy tego dnia tyle kilometrów. Naszą wycieczkę po odpoczynku w kawiarni kończy na ogół krótki spacer po najbliższej okolicy, no chyba że zasiedzimy się tak przy kawie, że musimy biec na autobus. Każda z naszych miniwypraw jest udana i wyczekujemy następnej.

Taki nieco leniwy dzień jest dla nas wynagrodzeniem po ciężkim tygodniu czy miesiącu pracy i pozwala nam zregenerować się przed kolejnym rzutem obowiązków. Daje nam to też możliwość spotkania się na dłużej, a nie tylko na godzinkę czy dwie wieczorem, jak obie skończymy pracę. Zaspokaja też trochę to naszą wspólną potrzebę podróżowania, którą ogranicza codzienność. Po powrocie z tej jednodniowej wycieczki czuję, jakbym wróciła z wakacji.

Muszę przyznać, że miałyśmy poważne plany zwiedzenia większej liczby miast, jednak do tej pory byłyśmy jedynie w trzech. Dlaczego? Pierwszym odwiedzonym w ten sposób miastem był Lublin, który tak pokochałyśmy, że obecnie jest to nasz stały cel obiadowych wypraw. Trudno mi zliczyć, ile razy już tam byłyśmy. Zresztą, w czerwcu wybieramy się ponownie.

Katarzyna Kolibabska
(katarzyna.kolibabska@dlalejdis.pl)

Zobacz również:
Czas z przyjaciółką – zakupowe kompromisy
Czas z przyjaciółką – idealny bazar

Fot. pixabay.com



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat