Czech i Polak – kuchenne starcie

Ugotowani - sezon 5, odcinek 5.
Oto piąty, imieninowy odcinek piątego sezonu Ugotowanych, gdzie piwo leje się litrami, a polskie słowa przeplatają z czeskimi.

Czarne oczy, widzę czarny oczy…
Sebastian vel Norman vel Power. Handlowiec, sprzedawca urządzeń do gotowania, psi trener, a także lider grupy rockowej. Człowiek o idealnie łysej głowie, ciekawie wygolonym zaroście oraz ciemnych, czarrrnych, węgielnych oczach. Z wyglądu sympatyczny, z charakteru okropna maruda i ponurak. Nie umiał się bawić i nie chciał uczestniczyć w atrakcjach przygotowanych przez konkurentów. Dużo narzekał. Dla gości przygotował Czeskiego zavijaka, Serce knedla i Kandyzowanego ananasa. Nie narobił się przy nich za wiele, a porcje były zaskakująco małe. Po kolacji zaprosił wszystkich na dół, gdzie po wstępnej zapowiedzi wykonania utworu Pink Floyd lepiej od oryginału, rozpoczął swój performans. Goście wersję tę ocenili jednak jako gorszą. Cóż, Norman porwał się z motyką na słońce, chcąc przebić legendę rocka. Ostatecznie zdobył 16 punktów oraz niechęć współzawodników.

Blondwłosa Cher Lloyd
Monika to właścicielka agencji promocji i reklamy, która przyjechała do Cieszyna aż z Ustki. Twierdzi, że we wcześniejszym wcieleniu była Hiszpanką. Ceni nietypowe, odważne połączenia smakowe, jak np. mięso z czekoladą, choć jednocześnie podkreśla, że mięsa nie lubi wcale. Na dzisiejszych kolacjach czuła niedosyt warzywno-owocowy, co często powtarzała. Cóż, w końcu czeska kuchnia opiera się raczej na innych składnikach. Na dzień dobry podała gościom efektowne drinki. Później, na bałtycko przyozdobiony stół, przyniosła kolejno: Żurawinowy powiew Bałtyku, Fit ślimaczki i Pomarańczowy sen w chmurach. Przy daniu głównym zażartowała, że indyk to w rzeczywistości mięso ślimaka „zwinniczka”, w co wszyscy uwierzyli. Później w owo kłamstwo brnęła dalej, nie potrafiąc już zawrócić. Kiedy ostatecznie wyznała gościom prawdę, Paweł był rozbawiony, Łucja lekko zawiedziona, a marudny Norman wręcz zły, bo jak to tak…?! Przez pół kolacji robił z siebie znawcę i konesera ślimaków, aż tu nagle… no, ale miało być o Monice. Gospodyni, w ramach atrakcji, zaprosiła wszystkich na dwór, gdzie wraz z zespołem tancerek, zaprezentowała gościom swoje umiejętności. Norman był zniesmaczony, najwyraźniej ślimaczy indyk stanął mu ością w gardle. Za swoją kolację Monika otrzymała 17 punktów, czym przebiła pana marudę. Muszę jeszcze wspomnieć, że określiłam ją jako „blondwłosą Cher Lloyd”, bowiem co na nią spojrzałam, widziałam jasnowłosą, nieco starszą wersję angielskiej piosenkarki. Ciekawa jestem, czy ktoś jeszcze miał podobne skojarzenia.

Bohater czeskiego filmu
Paweł – manager w drukarni, „Polak żyjący w Czechach”, mężczyzna kochający sport, dzieci (na szczęście swoje) i knajpki. Posiadacz świecących się, prostych zębów i szerokiego, szczerego, nieznikającego uśmiechu. Nie wie, co oznacza „kandyzowany” i „żurawina”, a część polskich słów zastępuje czeskimi. Jego menu miało zagraniczne nazwy, później przetłumaczone na nasz ojczysty język. Ja pozostanę jednak przy oryginałach, czyli Smażaku s topinkou, Hovezi svickovej s knedlikem oraz Bystrickiej stresze. Jeśli jesteście ciekawi, co to za potrawy, zajrzyjcie na stronę Ugotowanych, bądź obejrzyjcie odcinek. Paweł na dzień dobry podał gościom alkohol, a potem pozostawił samych, by obejrzeli jego wielki dom, pełen pustych, ale jednocześnie bardzo „domowych” przestrzeni. Jako dobry gazda sprawił, że Łucja poczuła się, jak u siebie. Przez cały czas był pogodny i dobrze zajmował się gośćmi. W ramach atrakcji porwał ich do tańca w rytm góralskiej muzyki. Otrzymał 19 punktów, wygrywając dzisiejszy odcinek. I słusznie!

Gaździna z Narni

Łucja, czyli kobieta o bajkowym imieniu, ale zupełnie nie-bajkowym wyglądzie. Lokalna patriotka, krawcowa i twórczyni strojów ludowych. Niezwykle pozytywna osoba, której prawdopodobnie nie da się nie lubić. „Herszt baba” – jak to sama o sobie powiedziała. Szybko znalazła wspólny język z Pawłem. Podobnie jak on, nie wiedziała, co oznacza słowo „kandyzowany”. Żyje wysoko w górach i jest z tego dumna. Gaździna idealna, a także koneser mięsa i sera. Widać, że lubi gotować. Dla gości przygotowała: Zalewano polywkę, Siwy dym u gaździny (placek z blachy) oraz Przysmak z tromby (czyli faszerowane jabłko z pieca). W ramach atrakcji, podobnie jak Paweł, zapewniła współuczestnikom tańce w rytmach muzyki góralskiej kapeli, oczywiście grającej na żywo. Tym razem nawet Norman dał się ponieść swym stopom, na chwilę zapominając, że jest przecież poważnym, dorosłym i wyważonym człowiekiem, a do tego gardzi tym gatunkiem muzyki. Och, przepraszam, on jej „nienawidzi”. Warto także wspomnieć, że Łucja przyjęła swych gości w ludowym stroju – bo jakże inaczej? – a tuż przed tańcami przebrała również gości. Pawła nie musiała, bo z szacunku do gospodyni, na kolację przyszedł od razu w stosownym odzieniu. Ach ta wyobraźnia! Strojem nie popisała się za to Monika, ubierając w góry bardzo nie-górskie buty. Co kto lubi. Ostatecznie Łucja zdobyła 17 punktów, remisując ze swoją rywalką. Pewnie dostałaby więcej, gdyby nie: za mało warzyw – wg Moniki, niedobre jabłko (oraz milion innych mankamentów) – wg Normana oraz nie-góralski drink z coli na powitanie – wg Pawła. Ostatecznie drugie miejsce nie jest złe, chociaż nie dostaje się za nie pieniędzy. Pozostaje za to satysfakcja z ugotowania marudnego współzawodnika oraz ze zdobycia nowego dobrego kolegi, z którym być może kontakty nie urwą się tuż po zakończeniu odcinka.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. Archiwum TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat