Nanni Moretti uczynił z tego zagadnienia motyw przewodni swojego filmu. „Habemus Papam. Mamy papieża” to historia prosta i skomplikowana zarazem, niby dzieje się w środowisku niedostępnym „zwykłym śmiertelnikom” – bowiem za murami Watykanu, wśród najwyższych przedstawicieli Kościoła, a jednak jest bardzo bliska odbiorcy. Głównie przez to, że opowiada o tym, czego nie sposób nie doświadczyć – o rozterkach, wątpliwościach, zmaganiu z samym sobą.
Pierwsza scena przywodzi na myśl wydarzenia sprzed 7 lat: tłumy wiernych na Placu Świętego Piotra żegnają papieża. Stąd też moje pierwsze wrażenie było takie, że film ten będzie bardzo silnie inspirowany tym, co się działo. Nanni Moretti miał jednak inny pomysł na rozwinięcie tej historii, a był to pomysł doprawdy intrygujący.
Po śmierci papieża naturalną koleją losu jest wybór nowej Głowy Kościoła. W tym też celu zbiera się konklawe. Jak się wkrótce okazuje – dokonuje wyboru brzemiennego w skutki. Nowy papież ma bowiem pewne opory przed przyjęciem na siebie całej odpowiedzialności nierozerwalnie związanej z rolą papieża. Ba, nie radzi sobie z tym do tego stopnia, że nie wychodzi nawet pobłogosławić wiernych.
W tej nowej i zgoła niecodziennej sytuacji musi odnaleźć się Jerzy Stuhr, grający watykańskiego rzecznika, który musi wykazać się umiejętnością mistrzowskiej żonglerki faktami i półprawdami, zwodzić nie tylko dziennikarzy, ale też miliony wiernych, którzy nie rozumieją tego, co się dzieje. Cóż, rola idealna dla Jerzego Stuhra i tak też zagrana – idealnie.
Poza naszym rodzimym aktorem, brawa należą się tytułowemu papieżowi – Michelowi Piccoli’emu. Zagrał przede wszystkim zagubionego człowieka, który miał proste, przyziemne marzenie – kiedyś chciał zostać aktorem (od razu nasuwa się pytanie, czy teraz, w jesieni życia, pokrętnymi ścieżkami tego marzenia nie zrealizował?). W filmie pojawia się tez sam reżyser – Nanni Moretti – jako wybitny lekarz psychiatra, który ma natychmiast wyleczyć papieża, ale koniec końców zamiast tego organizuje… rozgrywki siatkarskie wśród kardynałów. Średnia wieku aktorów „Habemus papam. Mamy papieża” przekracza 60 lat i cały film z pewnością na tym zyskał.
Czy „Habemus papam. Mamy papieża” to film kontrowersyjny? Nie wydaje mi się. Pomimo względnie wrażliwego tematu, jaki porusza Nanni Moretti (w końcu można byłoby zarzucić mu na przykład kwestionowanie autorytetu papieskiego), fabuła filmu została tak skonstruowana, że całość tworzy bardzo przyjemną i życzliwą czytelnikowi historię. Pomimo głębokiej tematyki, nie zabrakło w tym obrazie sporej dawki ciepłego humoru (jak chociażby w przedstawieniu samego konklawe). A to wszystko sprawia, że „Habemus papam. Mamy papieża” to film uniwersalny, nie traktujący o żadnym konkretnym papieżu czy przywódcy kościoła, ale po prostu o człowieku, przed którym życie stawia zbyt wielkie wymagania.
Ten film Nanni Morettiego z pewnością warto zobaczyć.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
DVD „Habemus Papam. Mamy papieża”, reż. Nanni Moretti, Gutek Film 2012
Komentarze