Słowo "terroryzm" pochodzi z greki "έω/treo" – „uciec, bać się” oraz łaciny "terror, -oris" – „strach, trwoga, przerażenie”. Zatem terroryści to osoby, które ze swoich chorych pobudek sieją strach. Ich najlepszą bronią jest zaskoczenie. Kraj może posiadać dużą, dobrze wyszkoloną armię, agentów specjalnych, antyterrorystów, ale to na nic. Kiedy miasto żyje swoim rytmem, każdy z kubkiem kawy zmierza do pracy, żeby móc później spędzić czas z najbliższymi, nikt nie myśli o potencjalnym zagrożeniu. To właśnie najsilniejsza strona terrorystów.
Wolałabym nazywać ich zwierzętami, chociaż nawet to do nich nie pasuje. Są oni maszynami, które zrobią wszystko w imię swojej ideologii. Ostatnie wydarzenia w Paryżu pokazują, że "oni" nie mają słabych stron. "Oni" mają zaskoczenie, organizację, a najgorsze z możliwych to brak strachu. Dokonują czynów samobójczych, by odejść w chwale. Działają w myśl strategii pośredniej. Strategia ta ma na celu poprzez krzywdzenie osób trzecich, przedarcie się ze swoimi roszczeniami politycznymi do głowy danego państwa. To my, przeciętni obywatele, sumiennie pracujący na rzecz naszego kraju, jesteśmy w największym niebezpieczeństwie. Jesteśmy marionetkami w rękach oprawcy. Najgorsze jest to, że nie możemy przed tym uciec. Bo gdzie i kiedy uciekać skoro nie znamy daty? Przeszłość nauczyła nas, że terroryści najczęściej wybierają daty "specjalne" tak jak np. 13-ego w piątek. Nie możemy jednak tego przewidzieć. Nieznośna jest ta niemożność zrobienia czegokolwiek w tej sprawie. Nie wiem jak wygląda nasz wróg i przez to utożsamiamy go ze wszystkimi muzułmanami. Nie ganię ani nie pochwalam tego. Wiem po prostu jak działa strach.
Każdy świadomy człowiek zdaje sobie sprawę z zagrożenia jakie sieje terroryzm w dzisiejszych czasach. Jednak większość ludzi widzi te wydarzenia wybiórczo, nie łącząc ich. Prawda jest taka, że w roku 2001, 11 września rozpoczęło się coś, co trwa do tej pory i prędko się nie zakończy. Rozpoczęła się III wojna światowa, która obecnie nabiera tempa. Europa ma związane ręce. Bo jak można w tej sytuacji dążyć do pokoju? Atakiem? Walczyć o pokój? Cóż za irracjonalność. Wobec tego powinniśmy stać się takimi samymi bestiami jak nasi wrogowie? Nie wiemy gdzie oni teraz przebywają i kiedy znowu się ujawnią. Mamy nie wychodzić z domów? Jak możemy czuć się bezpiecznie, kiedy nasza rodzina przebywa w Europie Zachodniej? Obawiam się, że te pytania będę narastały w szybkim tempie. I tylko Bóg Jedyny wie jak to się potoczy. Bo na pewno nie skończy się szybko.
Klaudia Rogaczewska
(klaudia.rogaczewska@dlalejdis.pl)
Fot. pixabay.com
Komentarze