Tematyka magiczna jest mi bardzo bliska. Uwielbiam horrory, krwawe slashery, a filmy, w których krew leje się litrami, oglądałam chętniej niż dobranockę już jako dziecko. Czytałam też całkiem sporo o procesach czarownic. Wydawałoby się więc, że niewiele jest mnie w stanie zszokować. A jednak Paulinie Drożdż się to udało. „Demoniczne dwudziestolecie” wprawiło mnie w osłupienie, szczególnie za sprawą pierwszego rozdziału. Chyba po prostu nie byłam psychicznie przygotowana na taką mieszankę ludzkiego okrucieństwa, prymitywnych zabobonów i niewyobrażalnej głupoty.
I nie chodzi nawet wyłącznie o brutalność opisywanych wydarzeń. Ta jest straszna, ale mnie nie sprawiła problemów, odpowiada mi taka tematyka. Bardziej poruszyło mnie to, jak łatwo wiara w czary, fanatyzm religijny i brak elementarnej wiedzy potrafiły doprowadzić do ludzkich tragedii. Pogarda, zażenowanie, irytacja – to tylko część emocji, które towarzyszyły mi podczas lektury. Później, gdy wiedziałam już, czego się spodziewać, czytałam nieco spokojniej, ale nadal niejednokrotnie szeroko otwierałam oczy ze zdumienia albo kręciłam głową z niedowierzaniem.
W opisie wydawca zaczyna od stwierdzenia, że dwudziestolecie międzywojenne to szczególny czas w historii Polski. W popkulturze II Rzeczpospolitą często się romantyzuje, ukazując wyłącznie pozytywne aspekty tego okresu i zapominając między innymi o ogromnym ubóstwie, w jakim żyła znaczna część polskiego społeczeństwa. Autorka pokazała, jak wyglądało dwudziestolecie międzywojenne, przywołując prawdziwe sprawy kryminalne, zeznania, wyroki sądowe i relacje prasowe. Pomysłowość oraz okrucieństwo łowców czarownic zdają się nie mieć granic. Historie są bardzo różne, a co za tym idzie, zaskakujące.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekty i religijny fanatyzm to przede wszystkim problem Stanów Zjednoczonych. Nic bardziej mylnego! Mroczne historie tego typu występowały również w Polsce, czego przykładem jest choćby sekta Ewertowskiej opisana w publikacji.
Najbardziej poruszające były dla mnie losy osób oskarżanych o czary, które stały się ofiarami głupoty, chciwości czy fanatyzmu. Nie brakuje jednak również osób, które same próbowały wykorzystywać magię do niecnych celów. Jak wspomniałam, nie brakowało niespodzianek: znachor okazujący się człowiekiem w pewnym sensie szlachetnym, podczas gdy samotna, porzucona kobieta w pewnym momencie pokazywała zupełnie inne oblicze, niż można było się spodziewać. Historia „Królowej zbrodni” jest tu szczególnie wymowna.
Ogromnym atutem książki jest jej dokumentacyjny charakter. Autorka korzystała z licznych materiałów źródłowych, cytowała prasę, wyroki, orzeczenia i linie obrony. Dzięki temu można przyjrzeć się nie tylko samym sprawom, ale również temu, czym żyła ówczesna prasa, jakie tematy przyciągały czytelników i w jaki sposób opisywano sensacyjne wydarzenia. Miodem na me serce była bardzo, aż niespotykanie długa bibliografia i spis źródeł. Coś wspaniałego!
Co ciekawe, niektóre mechanizmy medialne brzmią zaskakująco znajomo – tu ucieszą się zainteresowani rozwojem języka mediów. Z kolei archaiczny język cytowanych materiałów może być dodatkową atrakcją dla osób zainteresowanych ewolucją polszczyzny.
Mimo mocnego oparcia na dokumentach „Demoniczne dwudziestolecie” nie jest suchym, bezosobowym reportażem. Paulina Drożdż ma wyrazisty, momentami ironiczny i sarkastyczny styl. Nie szczędziła złośliwych komentarzy bohaterom historii, którzy zdecydowanie sobie na nie zasłużyli. Przyznam, że wielokrotnie uśmiechałam się krzywo, czytając jej uwagi. I bardzo to doceniam, bo dzięki temu łatwiej było mi przebrnąć przez ogrom ludzkiej niegodziwości. Wolę taki reportaż niż chłodny, pozbawiony osobowości zapis wydarzeń.
Szczególnie zapadła mi w pamięć historia człowieka, który zainwestował w radio, choć mieszkał w wyjątkowo bogobojnej wsi Wierzbowo. Mimo wyraźnych sygnałów niechęci i zagrożenia nadal korzystał ze swojego sprzętu. Finał tej historii jest tak absurdalny, że byłby wręcz zabawny, gdyby nie był tragiczny. Zostałam po niej ze smutną refleksją, że głupota potrafi być wyjątkowo odporna na argumenty, a edukowanie społeczeństwa pozbawionego podstawowych warunków do życia nie jest prostym zadaniem.
Rozczarowująco wypada również obraz ówczesnego wymiaru sprawiedliwości. Niektóre wyroki i sposób traktowania sprawców budzą zwyczajną irytację. Dobrze jednak, że zostały skrupulatnie udokumentowane, wraz z nazwiskami osób za nie odpowiedzialnych. Może właśnie takie historie powinny być przestrogą dla kolejnych pokoleń.
Zdecydowanie warto przeczytać, ale nie jest to książka dla każdego. Warto mieć świadomość, że pokazuje ludzką głupotę bez cenzury, a drastyczne szczegóły zbrodni przedstawia często w chłodny, rzeczowy sposób. Osoby wrażliwe na brutalne historie mogą mieć trudności z lekturą. Ja, mimo zamiłowania do mrocznych tematów, potrzebowałam chwili, żeby oswoić się z pierwszym rozdziałem. Szczególnie że ludzką głupotę uważam za jedną z najbardziej irytujących cech, a tutaj jej pokłady okazały się wręcz niewyczerpane.
„Demoniczne dwudziestolecie” to świetnie udokumentowany, mocny reportaż historyczny, który nie tylko opowiada o czarach i zbrodniach, ale przede wszystkim pokazuje, do czego mogą prowadzić fanatyzm, niewiedza i bezkarność. Jestem pod dużym wrażeniem pracy Pauliny Drożdż, choć nie ukrywam, że po tej lekturze zostałam z mieszanką niedowierzania, złości i smutku. Bo magia magią, ale największe demony, jak zwykle, okazały się całkiem ludzkie.
Kinga Żukowska
Paulina Drożdż, „Demoniczne dwudziestolecie. Czarownice, znachorzy i zaświaty na usługach zbrodni”, Wydawnictwo Sploty, 2026.
Komentarze