„Dieta hCG – tajemnica pięknych i bogatych” – recenzja

Recenzja książki „Dieta hCG – tajemnica pięknych i bogatych”.
Kolejna rewolucja w masowym odchudzaniu zawsze przyciąga wielu zainteresowanych. Czy można walczyć o dobrą sylwetkę bez wyrzeczeń i poświęceń?

Mój dietetyczny sceptycyzm nie pozwalał mi przejść obojętnie obok tej książki. Wciąż uczę się o zdrowym odżywianiu, nabieram doświadczenia i zdobywam wiedzę teoretyczną. To, co wyniosłam ze swych „nauk” jest banalnie proste. Zbilansowana i zróżnicowana dieta w połączeniu z aktywnością fizyczną. Nie chodzi o bestialskie katowanie się na siłowni, a utrzymywanie swojego ciała w odpowiedniej kondycji. Tak, by wszystko było w odpowiednich proporcjach. Wszystko jest dla ludzi. Słodycze, alkohol, szybkie jedzenie czy słone przekąski. Oczywiście, można się ich wyrzec tylko… nie dajmy się zwariować. Jesteśmy tylko ludźmi, a zadbanie o odpowiednią sylwetkę nie musi wiązać się z przełomowymi dietami. Hormon, o którym mowa to hCG jest produkowany przez łożysko kobiety ciężarnej. Jak dla mnie brzmi to zbyt inwazyjnie. Nie ufam czemuś, co ingeruje w organizm. Nie wierzę również, że nie ma to żadnego negatywnego wpływu na zdrowie, które podczas odchudzania może być w zachwianej kondycji. Radykalna dieta trwa 21 dni. Tu zapala mi się lampka. Przez prawie miesiąc organizm jest zbity z tropu i pracuje w zupełnie inny sposób, niż zawsze. Po 21 dniach powoli wracamy do normalnego trybu życia. Jako, że nie mam nic wspólnego z medycyną, moją radą jest to, aby zawsze zasięgnąć pomocy lekarza. Szczególnie przy stosowaniu tego typu diet. Jej popularność i skuteczność, podobno bije rekordy w Stanach Zjednoczonych. Nie jest to dla mnie jednak żadnym wyznacznikiem. Rekordy może bić z powodu skuteczności, a o efektach ubocznych nikt już nie mówi. Liczy się osiągnięcie celu – do czasu. Kolejnym paradoksem, a wręcz niewyobrażalnym dla mnie faktem jest to, że po dwóch tłustych dniach diety, należy jeść 500 kilokalorii. To niewyobrażalnie mało. Skąd w takiej sytuacji czerpie się energię i siłę do życia? Oczywiście autorka książki zaleca suplementację, ale czy to jest klucz do zdrowia? Według mnie absolutnie nie. 500 kilokalorii to w zasadzie niewielka porcja makaronu z kurczakiem lub bułka z wędliną, żółtym serem i dwoma jajkami. Rozumiem, że chodzi o większe spożywanie warzyw i produktów niskokalorycznych, ale o najedzeniu nie może być mowy. Ba, o uczuciu sytości też nie. Najlepszym czasem (jak sugeruje autorka) na rozpoczęcie diety jest okres, w którym nie mamy za dużego wysiłku fizycznego i umysłowego. Nic dziwnego. Nie da się prawidłowo funkcjonować, nie dostarczając organizmowi energii. Początkowo chciałam napisać tu coś pozytywnego. Chociaż mały drobiazg, jak to, że poruszanych jest tu wiele kwestii zdrowotnych. Jak dla mnie, bilans tej książki i tak pozostanie ujemny. Dietetyczny sceptycyzm dał o sobie znać. A to wszystko, dlatego, że schudnąć można w jednym wypadku. Wtedy, kiedy przestanie się przechodzić na diety, a zwiększy się swoją świadomość.

Książkę warto przeczytać z ciekawości i dla konfrontacji ze zdobytą już wiedzą. Ja się cieszę, że dotarła do mnie ta lektura, ponieważ wiem, jak mocno trzymam się swojego zdania. Nie ma diet cud. Jeżeli takowe istnieją, to prędzej czy później dadzą o sobie znać. Warto porozmawiać z kimś doświadczonym i wyedukowanym w kwestii dietetyki. Dla mnie stanowcze nie. Przełom, dieta cud, modelki, Stany Zjednoczone, brak cellulitu i idealna figura to hasła rodem z piekła.

Paula Purgał
(paula.purgal@dlalejdis.pl)

Anne Hild, Dieta hCG tajemnica pięknych i bogatych, Vital, Białystok 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat