Dla wielu pracodawców zasada dotycząca zwolnień lekarskich jest jednym z najmniej intuicyjnych elementów polskiego systemu ubezpieczeń społecznych.
Pracownik jest ubezpieczony chorobowo. Co miesiąc od jego wynagrodzenia odprowadzana jest składka na ubezpieczenie chorobowe. Kiedy jednak zachoruje, ZUS nie zaczyna automatycznie finansować świadczenia od pierwszego dnia niezdolności do pracy.
Przez pierwsze 33 dni niezdolności do pracy w roku kalendarzowym pracownik otrzymuje tzw. wynagrodzenie chorobowe finansowane ze środków pracodawcy. Dopiero od 34. dnia pojawia się zasiłek chorobowy finansowany z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.
To ważne, bo zasada bywa źle rozumiana.
Nie chodzi o pierwsze 33 dni każdego L4. Okresy niezdolności do pracy sumuje się w ciągu całego roku kalendarzowego, nawet jeżeli pomiędzy kolejnymi zwolnieniami były przerwy. Uwzględnia się je również wtedy, gdy pracownik w tym samym roku zmienił pracodawcę.
Przykładowo pracownik choruje:
Łącznie daje to 33 dni. Jeśli ponownie zachoruje w tym samym roku, co do zasady od kolejnego dnia będzie już przysługiwał zasiłek chorobowy.
Dla osób, które ukończyły 50 lat, okres finansowany przez pracodawcę jest krótszy i wynosi 14 dni w roku kalendarzowym. Skrócony okres stosuje się od roku następującego po roku, w którym pracownik ukończył 50 lat.
Odpowiedź jest dość prosta: bo tak skonstruowano polski system prawny.
Pierwsze świadczenie podczas choroby pracownika nie jest formalnie zasiłkiem z ubezpieczenia społecznego. Jest to wynagrodzenie za czas choroby, którego podstawą jest art. 92 Kodeksu pracy. Dopiero po wykorzystaniu tego okresu pracownik przechodzi na zasiłek chorobowy regulowany przez przepisy ubezpieczeniowe.
System dzieli więc odpowiedzialność za ekonomiczne skutki choroby:
krótsze absencje finansuje pracodawca, dłuższą niezdolność do pracy przejmuje system ubezpieczeń społecznych.
Nie jest to nowe rozwiązanie. Obowiązek finansowania wynagrodzenia chorobowego przez pracodawcę funkcjonuje od wielu lat. W latach 1995-2002 dotyczył nawet pierwszych 35 dni choroby w roku. Następnie okres zmniejszono do 33 dni, a od 2009 r. wprowadzono krótszy, 14-dniowy okres dla starszych pracowników.
I właśnie tutaj pojawia się najczęstsze pytanie.
Skoro istnieje ubezpieczenie chorobowe, dlaczego nie działa ono od pierwszego dnia?
Składka na ubezpieczenie chorobowe wynosi obecnie 2,45 proc. podstawy wymiaru. W przypadku pracownika zatrudnionego na umowę o pracę składkę tę finansuje w całości pracownik, a pracodawca jako płatnik ją oblicza i przekazuje do ZUS.
To ważne sprostowanie, bo często można spotkać twierdzenie, że przedsiębiorca jednocześnie płaci składkę chorobową i później finansuje 33 dni L4.
Formalnie tak nie jest.
Składkę chorobową pracownika finansuje pracownik. Wynagrodzenie chorobowe za pierwsze 33 dni finansuje pracodawca.
Nie zmienia to jednak faktu, że dla firmy choroba pracownika generuje realny koszt.
Wynagrodzenie chorobowe wynosi najczęściej 80 proc. podstawy, choć w określonych sytuacjach wynosi 100 proc., np. w przypadku choroby przypadającej w okresie ciąży albo wypadku w drodze do pracy lub z pracy.
Jednocześnie przedsiębiorca może potrzebować kogoś, kto zastąpi nieobecnego pracownika.
W praktyce pojawiają się więc dwa koszty:
wynagrodzenie chorobowe nieobecnej osoby oraz koszt organizacji zastępstwa lub zwiększenia wymiaru pracy pozostałych pracowników.
W dużej firmie pojedyncze zwolnienie może być stosunkowo łatwe do rozłożenia na większy zespół. W kilkuosobowym przedsiębiorstwie sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Jeżeli pracownik zarabiający kilka tysięcy złotych miesięcznie jest nieobecny przez kilka tygodni, właściciel firmy może jednocześnie finansować jego wynagrodzenie chorobowe i wynagrodzenie osoby, która wykonuje jego obowiązki.
Problem jest szczególnie widoczny w branżach, w których obecność konkretnej liczby pracowników jest konieczna do normalnego funkcjonowania.
Dotyczy to chociażby gastronomii, handlu, produkcji, transportu czy opieki nad dziećmi.
W żłobku nie można po prostu uznać, że skoro opiekunka jest na zwolnieniu, pozostała część zespołu „jakoś sobie poradzi”. Placówka musi zachować określone zasady organizacji opieki, dlatego często konieczne jest zapewnienie zastępstwa.
W takiej sytuacji absencja oznacza nie tylko brak pracownika, ale również dodatkowy wydatek.
ZUS sam wskazuje, że pracodawca, który finansuje wynagrodzenie chorobowe, ma prawo kontrolować sposób wykorzystywania zwolnienia lekarskiego.
Nie zawsze technicznie wygląda to tak samo.
Od 34. dnia, a w przypadku starszych pracowników od odpowiednio 15. dnia, świadczenie jest już zasiłkiem chorobowym finansowanym z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.
W przypadku części większych pracodawców to nadal pracodawca fizycznie wypłaca pracownikowi zasiłek jako płatnik świadczeń.
Nie oznacza to jednak, że finansuje go ze swoich pieniędzy w taki sam sposób jak wcześniejsze wynagrodzenie chorobowe. Źródłem finansowania jest już system ubezpieczeń społecznych.
Dyskusja na ten temat trwa od wielu lat.
Argument pracodawców jest stosunkowo prosty: skoro istnieje obowiązkowe ubezpieczenie chorobowe, świadczenie powinno być finansowane z systemu ubezpieczeń od początku niezdolności do pracy.
Taka zmiana oznaczałaby jednak przeniesienie znaczących kosztów z przedsiębiorców na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych.
W 2026 r. w Sejmie pojawił się projekt częściowej zmiany zasad. Zakłada on, że w przypadku niezdolności do pracy w okresie ciąży zasiłek z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych miałby przysługiwać już od pierwszego dnia, zamiast obecnego wynagrodzenia chorobowego finansowanego przez pracodawcę. Projekt został skierowany po pierwszym czytaniu do Komisji Nadzwyczajnej do spraw zmian w kodyfikacjach i według informacji sejmowych dostępnych we wrześniu 2026 r. nadal pozostawał w toku prac legislacyjnych.
W debacie sejmowej wprost przypominano również o szerszym pomyśle, według którego ZUS miałby przejąć finansowanie choroby od pierwszego dnia nieobecności pracownika. Do tej pory taka generalna zmiana nie weszła jednak w życie.
Obecny system opiera się zatem na dwóch różnych źródłach finansowania.
Przez pierwsze 33 dni w roku, lub 14 dni w przypadku starszych pracowników, koszt wynagrodzenia chorobowego ponosi pracodawca.
Później ciężar finansowy przejmuje Fundusz Ubezpieczeń Społecznych.
Jednocześnie składkę na ubezpieczenie chorobowe pracownika finansuje sam ubezpieczony.
Dlatego pytanie, czy obecny podział jest nadal właściwy, nie dotyczy wyłącznie tego, kto powinien zapłacić pracownikowi na L4.
Chodzi o coś szerszego: kto powinien ponosić ryzyko krótkotrwałej choroby osoby zatrudnionej - konkretny przedsiębiorca czy system ubezpieczeń społecznych finansowany przez miliony ubezpieczonych.
Na razie ustawodawca pozostaje przy rozwiązaniu, w którym pierwsza część tego ryzyka obciąża pracodawcę.
Dla dużej firmy może być to jeden z wielu kosztów zatrudnienia.
Dla mikroprzedsiębiorcy zatrudniającego kilka osób 33 dni choroby pracownika mogą jednak oznaczać wydatek liczony w tysiącach złotych, konieczność zatrudnienia zastępstwa i jednoczesne finansowanie osoby, która przez ten czas nie wykonuje pracy.
I właśnie dlatego temat powrotu do zasady „ZUS płaci od pierwszego dnia” regularnie wraca w debacie o kosztach zatrudnienia w Polsce.
PMP
Fot. Wtgenerowano AI
Komentarze