Domoteka Design Days





Karolina Siudyła: - Pani prace zdobią ściany domów największych gwiazd. W swoich prywatnych kolekcjach mają je m.in. Madonna i Elton John. Czy jest to dla Pani wyznacznikiem sukcesu?
Joanna Sarapata
: - To absolutnie nie jest dla mnie wyznacznikiem. Każdy klient jest dla mnie równie ważny, a fakt, że moje prace mają w swoich domach gwiazdy to dla mnie przyjemność.

K.S.: - Mieszkała Pani i tworzyła w wielu miejscach na świecie. Nowy Jork, Saint-Tropez, Warszawa, Paryż. Jaki wpływ na Pani twórczość ma kultura i atmosfera tych miejsc?
J.S.:
- Niewątpliwie duży wpływ miały na mnie miasta europejskie, w którym miałam okazję tworzyć. Jeśli ktoś mieszka w brzydkim miejscu, będzie inaczej postrzegał świat. Otoczenie w dużej mierze determinuje nasz sposób patrzenia. W Paryżu na przykład inaczej widzi się światło, niż w innych miastach. Każde z miast, w jakich tworzyłam miało na mnie inny wpływ. W Saint Tropez ? jest piękne, jasne światło, na Karaibach natomiast ? są silne, intensywne kolory.

K.S.: - Podkreśla Pani, że diametralnie zmienia swoje życie średnio co sześć lat. Który okres w Pani twórczości jest dla Pani osobiście najważniejszy? Który uważa Pani za najbardziej znaczący?
J.S.:
- Najintensywniej wpłynął na mnie Paryż. Zrozumiałam wtedy, że można żyć ze sztuki. Każdy coś w życiu potrafi ? ja maluję i gotuję. Fajnie jest robić w życiu to, co się lubi i jeszcze móc w tego żyć. Warto poświęcić się temu zupełnie. Jednak na chwilę obecną w Polsce nie ma dużego zainteresowania sztuką współczesną. Europa Zachodnia daje artystom większe szanse.

K.S.: - Zajmuje się Pani scenografią i plakatem, niemniej od lat domeną Pani twórczości jest akt kobiecy. W jakim kierunku ewoluuje Pani praca? Jakie cele stawia sobie Pani jako artysta?
J.S.:
- Nie zajmuję się tym zawodowo. Parę razy zdarzyło mi się robić plakaty, np. dla Opery Paryskiej czy scenografię, np. dla Janusza Józefowicza. Nie stawiam sobie celów, po prostu staję przed sztalugą i maluję. Malowanie sprawia mi przyjemność, nie mogę malować po to, aby się podobać, bo wtedy nie byłabym artystką.

K.S.: - Ile Joanny Sarapaty jest w postaciach z Pani prac? Czy w jakiś sposób utożsamia się Pani z kobietami, które przedstawia Pani w swoich obrazach?
J.S.:
- Nie jestem feministką. Kocham kobiety, dlatego chcę pokazać w pracach ich charakter, duszę. Kobieta musi być przede wszystkim kobieca, nie musi być piękna.

K.S.: - Zanim zajęła się Pani malarstwem, chciała Pani projektować modę. Co zostało z tych marzeń? Czym teraz jest dla Pani moda?
J.S.:
- W czasach głębokiego komunizmu marzyłam o paryskiej szkole projektowania. Życie zweryfikowało moje plany. Dziś zostało mi z tych marzeń jedynie to, że lubię modę.

K.S.: - Studia w prestiżowej École Nationale Supérieure des Beaux-Arts w Paryżu ukończyła Pani w wielkim stylu. W archiwum uczelni zachowano aż 11 Pani prac. Od ponad 20 lat Pani dzieła wystawiane są przez galerie m.in. w Stanach Zjednoczonych, Japonii, Szwajcarii. Wygrała Pani konkurs na plakat Opery Paryskiej. Czy czuje się Pani spełniona? Czy artysta może osiągnąć więcej?
J.S.:
- Jeżeli czułabym się spełniona, oznaczałoby to koniec mojej twórczości, mnie jako artystki. Nie czuję się spełniona. W Polsce artyści mają niestety tendencję do uważania się za najlepszych. Życie za granicą nauczyło mnie pokory. Polacy lubią krytykować. A tymczasem o polskich artystach nie mówi się w naszym kraju, nie pisze się o nich, nie wystawia się ich.

K.S.: - Czy wena twórcza może pewnego dnia zupełnie opuścić artystę? Gdzie szuka Pani inspiracji? Odnajduje ją Pani w sobie czy w świecie zewnętrznym?
J.S.: -
Najchętniej wyjeżdżam. Ludzie myślą, ze malarz codziennie siada i maluje, ale tak nie jest. Podobno głodny malarz jest najlepszym malarzem. Prawdziwy artysta potrafi znaleźć w sobie potrzebę. Kiedy szukam inspiracji, idę na dobry film, słucham dobrej muzyki, idę na spacer ulicami Paryża i oczywiście czytam książki. Zamykam się w swoim świecie, czytam, słucham muzyki i wtedy przychodzi natchnienie.

K.S.: - Pani twórczość koncentruje się na kobietach. W życiu prywatnym otacza Panią dwóch mężczyzn ? Pani synowie. Kim są dla Pani? Czy dominujący w rodzinie testosteron jest inspiracją? Czy ma wpływ na Pani sposób postrzegania i przedstawiania kobiet?
J.S.:
- Nie wpływa na mnie w żaden sposób, szczerze mówiąc. Pracuję w samotności, więc synowie czasami mi przeszkadzają (śmiech).

K.S. - Pamięta Pani moment, kiedy Pani sprzedała pierwszy obraz? Co Pani wtedy czuła?
J.S.
- Pamiętam. W Paryżu jako studenci mieliśmy wspólną wystawę. To było naprawdę super uczucie, niezapomniane. Później pojawiło się pytanie, czy następny obraz będzie można sprzedać to. Ta wątpliwość towarzyszy mi do dziś.

K.S.: - Co czuje Pani otwierając nową wystawę?
J.S.:
- Kiedy otwieram nową wystawę, czuję strach. Chyba każdy artysta budzi się rano i zastanawia się, czy jeszcze potrafi tworzyć. Ten lęk jest nieodzownym elementem mojego funkcjonowania. Nie mam na co dzień przeświadczenia o swojej doskonałości. To, co maluję, czuję wewnętrznie i albo się to lubi, albo nie.

K.S.: - Jakie odczucia towarzyszyły Pani na samym początku działalności artystycznej? O czym marzyła młoda dziewczyna otrzymując dyplom elitarnej uczelni, a jakie miała obawy? Które z nich były uzasadnione? Które sny udało się jej spełnić? A może życie przerosło jej marzenia?
J.S.:
- To bardzo trudne pytanie, dawno temu zaczynałam karierę. W 1983 roku żyłam w Paryżu. Miałam to szczęście, że dobrze mi poszło. Marzyłam wówczas, żeby zostać we Francji i nie wracać do Polski, gdzie był stan wojenny. Zostałam zatrzymana w Paryżu przez ministerstwo sztuki, bo dobrze zdałam egzaminy. Chciałam po prostu malować i z tego żyć.

K.S.: - Kiedy poczuła Pani zamiłowanie do sztuki?
J.S.:
- W szkole poczułam, że chcę malować. Wahałam się pomiędzy szkołą teatralną i malarstwem. Postanowiłam zasięgnąć rady u ojca. Usłyszałam, że nigdzie na świecie nie będę grać w swoim języku i nie będę miała szansy być najlepsza. Mogę natomiast wszędzie malować i wszędzie być najlepszą.

K.S.: - Jak ocenia Pani swoje doświadczenia z początków kariery? Które z nich uważa Pani za najcenniejsze? Czy na ich podstawie umiałaby Pani sformułować przesłanie, które byłoby drogowskazem dla młodych artystów debiutujących na Domoteka Design Days?
J.S.:
- Nie podejmę się odpowiedzi na to pytanie, gdyż wiąże się z tym za duża odpowiedzialność. Najważniejszą rzeczą jest być szczęśliwym w życiu, niezależnie od tego, co się robi. Mnie najbardziej cieszy, ze mogę dzielić się z odbiorcami moją twórczością. I tego życzę wszystkim. Radości tworzenia.

K.S.: - Dziękuję za rozmowę.


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat