Domowe ćwiczenia zamiast siłowni

Recenzja książki “Domowy fitness. Zapomnij o siłowni”.
Przychodzi czasem w życiu taki moment gdy po wejściu na drugie piętro po schodach dostajemy małej zadyszki.

Wtedy pojawia się myśl „muszę się w końcu za siebie wziąć” i pada postanowienie „od jutra zapisuję się na siłownię”. Ja zaś pytam: czemu dopiero od jutra i po co od razu na siłownię?! Scott Tudge w książce „Domowy Fitness. Zapomnij o siłowni” pokazuje, jak w prosty sposób i używając kilku nieskomplikowanych przyrządów, można zastąpić ćwiczenia na siłowni, ćwiczeniami w domu.

Część typowo „ćwiczeniowa” poprzedzona jest rozdziałem, w którym w prosty sposób ukazana jest anatomia ludzkiego układu mięśniowego – do każdego mięśnia dopasowane jest ćwiczenie wzmacniające i numer strony, na której się ono znajduje. W „Domowym Fitnessie” znajdziemy zarówno dość znane i tradycyjne ćwiczenia wzmacniające, jak i całkiem innowacyjne i niebanalne ćwiczenia gimnastyczne. Najlepsze jest jednak to, że książka umożliwia każdemu dokonanie oceny własnej sprawności fizycznej oraz określenie celu (np. „ogólna sprawność fizyczna”, „wzmocnienie dolnych partii ciała”, itp.). Gdy dokonamy samooceny kondycji i wybierzemy swój cel, pozostaje już tylko wybór programu treningowego. Do wyboru mamy trzy kategorie : początkujący, średniozaawansowany i zaawansowany – najczęściej już po ocenie sprawności fizycznej wiemy, który program należy wybrać.

Każde z proponowanych ćwiczeń opatrzone jest zdjęciem obrazującym prawidłowe wykonanie. Przy niektórych ćwiczeniach znajdziemy dwie wersje – łatwiejszą i trudniejszą, co jest bardzo praktyczne, gdy wejdziemy już na wyższy stopień zaawansowania. Autor podpowiada również, w jakie przyrządy gimnastyczne należy się zaopatrzyć, by jak najlepiej zastąpić siłownię domowym fitnessem. Co ciekawe, nie jest to atlas, bieżnia czy rower stacjonarny, ale rzeczy, które praktycznie nie zajmują miejsca: małe hantle, taśma, skakanka, mata, piłeczka gimnastyczna. Wbrew pozorom zwykła taśma potrafi dać większy wycisk niż atlas na siłowni (wiem, wypróbowałam).

Od kilku lat jestem wielbicielką fitnessu – próbowałam już różnych jego form – basic aerobiku, stepu, body shape’ingu , nie stroniłam także od siłowni. Nie zawsze jednak znajduję czas, by pójść na siłownię czy fitness, a okazuje się że wystarczy kilka minut dziennie ćwiczeń w domu, by zachować dobrą kondycję.

Jedynym małym minusem tej książki jest moim zdaniem, troszkę ubogi program stretchingowy, ale jako fanka rozciągania mogę być w tym wypadku za mało obiektywna. Pominąwszy ten fakt zatem, z radością stwierdzam że książka „Domowy Fitness. Zapomnij o siłowni” Scotta Tudge’a to, bez cienia wątpliwości, najbardziej genialna i przede wszystkim najbardziej praktyczna publikacja tego typu, jaką do tej pory miałam w rękach. Wszystkim, którzy chcą zadbać o formę, a nie mają czasu na siłownię czy fitness, gorąco polecam!

Małgorzata Dudek
(malgorzata.dudek@dlalejdis.pl)

Scott Tudge, “Domowy fitness. Zapomnij o siłowni”, Muza SA, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat