Dramat w kosmosie

Recenzja filmu „Grawitacja”.
W życiu przychodzą takie chwile, kiedy trzeba zmierzyć się z wyzwaniem i podjąć jednoznaczną decyzję – chłam czy nie chłam.

Problem zaczyna się gdy z pozoru oczywisty wybór kłóci się z wyrokiem światowym. Czy „Grawitacja” do dobry film?

Właściwie trudno od czegoś zacząć, bo mamy dwa skrajne elementy występujące w filmie. Pierwszy - fenomenalne zdjęcia oraz sceny zapierające dech w piersiach, drugi to fabuła, która… Jest. Może skoncentrujmy się na aspekcie fabularny.

Na początku filmu „Grawitacja” widzowi prezentowane są postacie doktor Ray Stone, w którą wcieliła się Sandra Bullock oraz astronautę o swojsko brzmiącym nazwisku Matt Kowalsky granego przez Georga Clooneya. Otóż dwójka bohaterów prowadzi prace w przestrzeni kosmicznej, kiedy to partactwo Rosjan w postaci złowrogich szczątków satelity postanawia gwałtem przerwać zadanie głównych bohaterów oraz zniszczyć ich wahadłowiec, uśmiercając przy tym resztę załogi. Od tej pory, we dwójkę, sami pośrodku nicości muszą dostać się Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, by w kapsule ratunkowej dotrzeć na Ziemię. Oczywiście plan jest tylko pozornie łatwy do wykonania.

Gdyby można napisać jeszcze pięć zdań więcej w streszczeniu, to zamieniłoby się w scenariusz, albo przynajmniej ramowy plan filmu. Głównym adwersarzem stają się szczątki, bezlitośnie niszcząc wszystko na orbicie okołoziemskiej, starając się w spektakularny sposób uśmiercić główną bohaterkę. Doktor Stone za to stara się nawiać – z lepszym lub gorszym skutkiem. Najprawdopodobniej, w przypadku „Grawitacji” mamy do czynienia ze sztuką filmową, która ma odpowiedzieć widzowi na pytanie, jak wygląda dramat w kosmosie. Najrealniejszy jak to tylko może być, namacalny, z całą masą odłamków na ekranie.

Szczerze, sceny i obrazy przedstawione w filmie bywają fenomenalne i są jednym z niewielu momentów, kiedy coś się dzieje. Wszystko inne dewastuje nudą. Bezduszność w obliczu dramatu nie jest niczym dobrym, ale przy ponaciąganej twarzy bez emocji Sandry Bullock, ciężko odczuć dramat sytuacji. Beznadzieję o kolorze przestrzeni kosmicznej. Naprawdę spokojne umieranie.

Głównymi aktorami filmu „Grawitacja” są złowrogie odłamki, przestrzeń kosmiczna i wspaniałe widoki. Gwiazdorska obsada spada na druki plan. Wszystko koncentruje się na realizmie, przyrównywanym jedynie do relacji reporterskich. Ani dla Bullock ani dla Clooneya nie warto ruszać się z domu, jedynie dla Widoczków, które powinny zostać wciągnięte na obsadę  i listę płac na końcu filmu. Oczywiście Złowrogie odpadki także powinny się tam znaleźć.

Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)

„Grawitacja”; Alfonso Cuarón, 2013 USA/Wielka Brytania.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat