Duża ilość zbliżeń na zegarki - ich cykanie, przesuwanie się wskazówek czy wyświetlenia nowej godziny na ich elektronicznym ekranie. Oprócz tego goście z przeszłości, którzy rozmawiają z głównym bohaterem, by następnie zniknąć. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. W końcu droga - jej przemierzanie i mijający, w czasie jej pokonywania czas - bo właśnie czas, jest tu najważniejszy.
Droga i pojawiający się goście na samochodowej kanapie to również element powrotu, który sprowadza w pewien sposób fabułę filmu na tory nie psychologiczne, ale na pewno egzystencjalne.
Nick Cave - główny bohater, dosłownie oprowadza nas po swoim życiu, tym, które miało miejsce na scenie oraz prywatnym. Jednak bardzo szybko się okazuje, że jest to jedno i to samo życie. Z każdą kolejną sceną otwierane są drzwi do następnego zakamarka duszy i kolejnych kadrów z życia muzyka.
Dobry montaż, muzyka, ciekawy pomysł. Ten film płynie. Bardzo istotne jest to co mówi tutaj Nick Cave i w jaki sposób, słowo w tym filmie stoi na równi z obrazem i fonią, tutaj te trzy elementy (fonia, obraz, słowo) to jedno. Ciekawe jest to, jak artysta patrzy na wiele spraw i jak przez to kształtują się jego poglądy. Droga jaką przeszedł i jakie miejsce w jego życiu zajmuje kreacja. Oprócz tej scenicznej, ma ona również bardzo ważne miejsce w życiu prywatnym głównego bohatera.
Kiedy akcja nieco zwalnia, sylwetka Nicka Cave'a zdecydowanie to rekompensuje. Odniosłam wrażenie, że akcja jest poniekąd odzwierciedleniem głównego bohatera - jego mentalności, strony duchowej i charakteru. W czasie trwania filmu zachodzi w nim przemiana, o której mówił - która powinna mieć miejsce u artystów występujących na scenie. Chodzi tu o moment, gdy artysta stoi przed zgromadzoną publicznością, wtedy w nim - jego duszy, postrzeganiu, ciele, dokonuje się metamorfoza - przemiana sceniczna, która realizuje się po przez całego artystę.
Ten film niewątpliwie jest spójną całością. Jednak jego podstawą jest mozaika, każda scena to jej osobny element, bez której całość nie stała by się obrazem jaki można było zobaczyć. Bohater swoją charyzmą tworzy napięcie i dynamikę, jednak niewątpliwie balansuje tym samym pomiędzy samouwielbieniem - podszytym zdziwieniem i skromnością, a weryfikacją samego siebie.
W „20 000 DNI NA ZIEMI” elementami rozładowującymi akcje są fragmenty ze studia nagraniowego czy koncerty, są to jednocześnie punkty kulminacyjne, po których następuje kolejny mocny fragment. Jest to swoisty, zawirowany kolaż -moment kulminacyjny i moment oczyszczenia to jedno.
Również scena w archiwum przykuwa uwagę, nieco jeszcze bardziej wyciszona, w centrum której znajduje się głoś Nicka Cave'a i rzeczy z jego prywatnego zbioru (fotografie, dzienniki). Niczym przewodnik po teraźniejszej wciąż przeszłości. Oczywiście może się wydawać, że to już za dużo i ten element to o krok za daleko w na pozór narcystycznej historii głównego bohatera, jednak to tylko pozorne odczucie ludzi sceptycznie nastawionych temu obrazowi, bądź oczekujących bardzo realistycznego, mocnego - osadzonego w rzeczywistości, dokumentu o życiu muzyka.
Film nie zaskakuje oryginalnością, gdy uważnie przyjrzymy się przedstawionej historii nie wprowadzi nas ona w osłupienie. Jednak najważniejszy jest tu bohater - Nick Cave, który z tej historii - mogącej się stać zwykłą historią kariery muzyka, tworzy opowieść o życiu artysty którego muzyka jest całym życiem. Nick Cave pokazuje widzom siebie w szczery sposób, bez przekombinowania - tak po prostu. Warto o tym pamiętać, ponieważ im dłużej żyjemy z naszą kreacją, tym ciężej żyć już bez niej. Zdjąć ją z siebie, odłożyć gdzieś na bok, usiąść wygodnie w fotelu i zacząć swoją historię od początku. Dlatego "20 000 DNI NA ZIEMII" to wyjątkowa opowieść, którą warto docenić.
Katarzyna Prędotka
(katarzyna.predotka@dlalejdis.pl)
reżyser: Jane Pollard / Iain Forsyth; „20 000 DNI NA ZIEMI”; Wielka Brytania 2014; Gutek Film
Komentarze