Nie jestem fanką filmów Woody’ego Allena, a film „Casanova po przejściach” tylko umocnił mnie w niechęci do tego reżysera. Zupełnie nie odpowiada mi jego humor, nie porywają mnie perypetie jego bohaterów, nie zachwycam się „głębią psychologiczną” postaci. Dlatego film Johna Turturro, który postanowił zaczerpnąć zarówno formę, jak i fabułę ze schematów opracowanych przez starego mistrza, zupełnie do mnie nie przemawia. Zaryzykuję jednak tezę, że kolejny „najzabawniejszy” film nie zyskał powszechnego poklasku, o czym świadczy chociażby nie najwyższa ocena w najpopularniejszym serwisie filmowy na świecie IMDB – zaledwie 6,3/10. Co tak rozczarowuje w filmie Turturro, który tak bardzo chciał się stać Allenem, że powierzył reżyserowi drugoplanową rolę, która równie dobrze mogłaby zostać określona mianem głównej?
„Casanova po przejściach” to historia niepozornego kwiaciarza (John Turturro) i jego niepozornego przyjaciela Murraya (Woody Allen). Staruszek pewnego dnia wpada na pomysł „pomocy” nieśmiałemu koledze – aranżuje jego spotkanie z piękną, ale znudzoną życiem i pragnącą nowych seksualnych podniet swoją panią dermatolog (Sharon Stone). Początkowo niechętny pomysłowi Fioravante ulega namowom przyjaciela i za pieniądze godzi się zaspokoić żądze kobiety. Zachwycona doktor Parker poleca jego usługi innym kobietom, które zapomniały, czym jest orgazm. Co więcej, składa mężczyźnie wyjątkową propozycję – wraz z emanującą seksapilem przyjaciółką (Sofia Vergara) pragnie przeżyć doświadczenie miłosnego trójkąta i uważa, że właśnie małomówny, ale utalentowany kochanek będzie idealnym dopełnieniem tej fantazji. Niestety, wcześniej w życiu Fioravante pojawia się kobieta, która rozpala serce skromnego do niedawna kwiaciarza.
Avigal (Vanessa Paradis) to skromna Żydówka, która dwa lata wcześniej straciła męża. Młoda wdowa z gromadką dzieci staje się obiektem zainteresowania gminy, która bacznie obserwuje każdy krok młodej wdowy. Dlatego jej spotkania z dwoma podejrzanymi mężczyznami wywołują nie tylko cichy bunt zamkniętej społeczności, ale w ostateczności zmuszają straż sąsiedzką do interwencji. W środowisku, w którym życiem rodzinnym i społecznym rządzi system nakazów i zakazów, niedostosowanie się do poszczególnych wymogów sprowadza na naruszyciela ostracyzm. Avigal, mimo rodzącej się sympatii dla Fioravante, boi się przyznać nawet sama przed sobą, że powoli zmarły mąż odchodzi w zapomnienie...
Film Johna Turturro miał być zabawnym obrazem w stylu Allenowskiej fascynacji seksualnością, frustracją i żydowską tradycją. Niestety, sam Woody w tym filmie zupełnie rozczarowuje – można odnieść wrażenie, że postać Murraya widzieliśmy już w każdym jego obrazie. Neurotyczny, lekko zbereźny staruszek, któremu trudno odnaleźć się poza „oswojoną przestrzenią” własnej dzielnicy – te cechy wspólne łączą niemal wszystkie kreacje Allena. Z kolei John Turtorro jest tak miałki i bez wyrazu, że pytanie o to, w jaki sposób udało się jego bohaterowi wylądować w łóżku z dwie niewyobrażalnie pięknymi kobietami, pozostaje bez satysfakcjonującej odpowiedzi. Niestety, w mojej ocenie niektórzy reżyserzy powinni pozostać do drugiej stronie kamery, bo do Quentina Tarantino, tworzącego soczyste, wyraziste epizody aktorskie w swoich filmach, wiele im brakuje...
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
"Casanova po przejściach", Reżyseria: John Turturro, Dystrybucja: Kino Świat
Komentarze