„Dzikie historie” to bez wątpienia najlepszy hiszpańskojęzyczny film ostatnich lat. Czarna komedia w reżyserii Damiàna Szifrona („Na dnie morza”, „Pora dla odważnych”) szybko zyskała światową popularność i uznanie na tyle, by otrzymać nominację do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Choć produkcja przegrała z polską „Idą”, trzeba przyznać, że w nie mniejszym stopniu zasłużyła na nagrodę.
Na „Dzikie historie” składa się sześć odrębnych, jednak powiązanych ze sobą tematycznie, krótkich opowiadań. Każde posiada swojego bohatera – postać przeciętną, na pozór niewyróżniającą się z tłumu zwykłych ludzi. Damiàn Szifron przedstawia nam więc historie z życia pewnego niedocenionego muzyka, kelnerki tłumiącej przez lata ból związany z rodzinną tragedią, sfrustrowanego pirotechnika, kierowcy, ogrodnika pracującego dla rodziny znanego milionera oraz panny młodej. Wszystkie postaci poznajemy w zwyczajnych sytuacjach dnia codziennego, które w specyficznych okolicznościach urastają do rangi surrealistycznych, ekstremalnych wydarzeń. Okazuje się, że powszednie zdarzenia, jeśli tylko wymkną się nam spod kontroli, potrafią wprowadzić w nasze poukładane życie chaos i doprowadzić do destrukcji nas samych. Jeśli coś odbiega od schematu i przewidywalnego planu, według którego nauczyliśmy się funkcjonować, nawet drobny element potrafi wytrącić nas z równowagi i obudzić głęboko drzemiące w nas instynkty, o jakie sami nigdy byśmy się nie podejrzewali. Tak właśnie dzieje się w przypadku bohaterów Damiàna Szifrona, który na kilku przykładach udowadnia, jak cienka granica dzieli szaleństwo i zniszczenie od normalności i ładu. Razem ze zirytowanym i rozwścieczonym pirotechnikiem, któremu ciągle odholowują rzekomo źle zaparkowany samochód, poznajemy smak słodkiej zemsty. Stajemy się świadkami widowiskowej potyczki przeradzającej się w walkę na śmierć i życie dwóch ogarniętych pasją nienawiści kierowców. Uczestniczymy także w epickim weselu Rominy i Ariela, które z najszczęśliwszego wydarzenia w życiu zakochanych przeistoczy się w prawdziwy Armagedon.
Dzięki mistrzowskiemu wymieszaniu konwencji poszczególnych nowel (komedia romantyczna, thriller, kino akcji), a także umiejętnie stopniowanym emocjom, widzowie ani przez chwilę nie będą narzekać na nudę. Historie bohaterów wciągają, a przez to, że są tak bliskie naszym codziennym doświadczeniom, pozwalają razem z nimi przeżywać sytuacje ekstremalne, dać upust tłumionym emocjom i osiągnąć upragnione katharsis. Choć historie mają w sobie wiele tragizmu, skłaniają do refleksji, są przedstawione w taki sposób, że humor nie opuszcza widza podczas oglądania. Nie dziwi więc fakt, że w produkcję filmu zaangażowali się bracia Almodòwar. Porównania filmu do kinowych hitów Pedro Almodòwara i Quentina Tarantino są jak najbardziej słuszne. Na pochwałę zasługuje również ścieżka dźwiękowa i muzyka stworzona przez nagrodzonego Oscarem Gustavo Santaolalla. „Dzikie historie” to widowiskowy film wart polecenia szczególnie dla fanów kina gatunkowego oraz wszystkich tych, których interesuje złożoność ludzkiej natury i zachowań człowieka w sytuacjach skrajnych.
Patrycja Zielińska
(patrycja.zielinska@dlalejdis.pl)
Dzikie historie, DVD, reż. Damiàn Szifron, Gutek Film i Polityka, 2015
Komentarze