Z jednej strony jest to dzieło znakomicie wysmakowane wizualnie i stylistycznie. Konsekwentnie prowadzona kompozycja. Zarówno scenariuszowo jak i właśnie obrazowo. Muzyka, która dopełnia całość, ilustrując utworami muzycznymi i tekstami filmowe tło. Aktorzy również świetnie. Marcin Kowalczyk (znany z dużego ekranu z innej doskonałej roli w „Jesteś Bogiem”) jako Marcin, debiutująca w kinie Jaśmina Polak, Agnieszka Wosińska czy Janusz Chabior. W dodatku jeśli prawdą jest, że film zrealizowano za sto czy dwieście tysięcy, bez udziału państwowych instytucji, tym bardziej chapeau bas! Wielkie brawa za realizację na poziomie co najmniej europejskim. W dodatku pod tyloma względami dobrą. Mimo to, po skończonym seansie, nie umiałam sobie odpowiedzieć na pytanie: o czym jest ten film? Oczywiście na pewno opowiada historię młodego mężczyzny (Kowalczyk), który przyjeżdża do Warszawy. W eleganckiej plombie szuka państwa Wróblewskich (Chabior, Wosińska). Nie zastaje ich w domu, za to integruje się z córką, Olą (Jaśmina Polak). Przez pusty świat imprez, koki wciąganej na przemian z wódą i przygodnego seksu zmierzamy do życia rodziców. Dobrze sytuowani, mają teoretycznie świetny kontakt z córką, choć jak później się okaże i to można kwestionować. Ciąg wydarzeń, który zapoczątkuje Marcin jest tylko coraz bardziej dramatyczny. Śmierć, zemsta, cierpienie. Moment, w którym zagubiona Ola wyznaje mu miłość jest wręcz absurdalny, ponieważ o czym dziewczyna jeszcze nie wie, on dzień wcześniej zabił jej rodziców. Do końca filmu nie poznajemy motywów Marcina. Każdy może sobie dopisać własną wersję. Reżyser sugeruje tylko, że sprawa dotyczy więzi rodzinnych, pokrewieństwa lub czegoś całkowicie przypadkowego. Z oglądanego obrazu można także wysnuć refleksje na temat obecnej młodzieży. Bezrefleksyjne ćpanie, pieprzenie, jeden wielki odlot o mydłkowatym wyglądzie. Pozorny luz, który tak naprawdę tak samo marzy o wielkiej miłości i sensie życia. Na tym jednak dla mnie opowieść się kończy. Można wprawdzie jeszcze szukać odniesień do innych filmów, ale miałam wrażenie jakby reżyser nie do końca wiedział na co się zdecydować. Czy iść całkowicie w estetykę zimnego świata i thrillera lub nawet współczesnego horroru. Czy skupić się na płytkości relacji i miałkości rodzinnych lub ludzkich więzi w wielkim mieście. Na głos pokolenia moim zdaniem nie ma tu miejsca. Nie wiem bowiem w jakiej kategorii wiekowej miałby być główny odbiorca i z kim, oraz co, miałby ewentualnie utożsamiać. „Hardkor Disko” jest bez wątpienia bardzo dobrze zrobionym filmem. Warto chyba jednak poczekać na kolejny obraz Skoniecznego, by przekonać się jak konkretnie ma wyglądać jego wizja świata. Film jest dostępny już na DVD; wydanie obejmuje także płytę z soundtrackiem.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
„Hardkor Disko” reżyseria Krzysztof Skonieczny, zdjęcia Kacper Fertacz. Produkcja głębokiOFF
Komentarze