DVD „Jupiter: Intronizacja” – recenzja

Recenzja DVD „Jupiter: Intronizacja”.
Historia Kopciuszka z elementami science-fiction.

Standardowo - Jupiter Jones (Mila Kunis) wiedzie monotonne życie młodej sprzątaczki, a jej świat wywraca się do góry nogami, gdy zostaje zaatakowana przez tajemniczych przybyszów z innej planety. Na szczęście na ratunek przybywa Cain Wise (Channing Tatum) – genetycznie zmutowany były żołnierz z tajemniczą przeszłością. Wkrótce okazuje się, że Jupiter jest odrodzoną w ciele Ziemianki władczynią z królewskiego rodu. Musi wybrać, komu może zaufać, a komu nie i zmierzyć się z ciążącą na niej odpowiedzialnością.

Film jest dość przyjemną bajeczką. Oparta na wytartym schemacie, nie ma zaskakiwać, jedynie dostarczać wrażeń wizualnych – mamy wiele scen pościgów, wybuchów, walki. Dodatkowo scenariusz zawiera zbyt wiele wątków, które nie zostały należycie rozbudowane, a jedynie delikatnie wspomniane - zatem wszystko działo się zbyt szybko, a każdy wątek rozwijał się w ekspresowym tempie. Kompletnie nie wiem, kiedy i na jakiej podstawie Jupiter zdążyła się zakochać w Cainie, kwestia dot. eliksiru wiecznej młodości pozyskiwanego z ludzi (chyba najbardziej interesująca) stanowiła jedynie dodatek do tego zlepku różnych motywów i toposów.

Tak więc skupiając się na odbiorze wizualnym, oprócz Mii (dla mężczyzn) widzimy przystojnego Tatuma dla kobiet. Niestety, mimo mojej sympatii do niego, mam wrażenie że jego urok i gra kompletnie straciły się w tym filmie, a sam aktor nie umiał odnaleźć się w roli. Moim ulubionym bohaterem został Balem Abrasax, świetnie zobrazowany przez Eddiego Redmayne’a. Wydaje mi się, że jego postać jest nieco zbyt wzorowana na Lokim z Avengersów, ale Redmayne tak świetnie wpasował się w rolę, że nie kłuło to w oczy.

Największe zaskoczenie przyniosły napisy końcowe – kiedy dowiedziałam się, że i scenariuszem, i reżyserią zajęło się rodzeństwo Wachowskich. W porównaniu do chociażby ich ostatniego dzieła - serialu „Sense8”, „Jupiter: Intronizacja” to praca studenta na zaliczenie semestru.

Film obejrzałam ze średnim zainteresowaniem – nie wniósł nic nowego, ot, kolejna opowieść o Kopciuszku, księciu z mroczną przeszłością i miękkim sercem oraz dużą dozą akcji.

Agnieszka Warmuzińska
(agnieszka.warmuzinska@dlalejdis.pl)



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat