W zeszłym roku w Szwecji na ekrany kin trafiła ekranizacja książki Jonas'a Jonasson'a, która w skandynawskim kręgu rozeszła się w milionowym nakładzie. W Polsce ani autor książki nie cieszył się do tej pory rzeszą czytelników (z czterech książek tylko ta została przetłumaczona na język polski), ani sam reżyser Felix Hergren nie zasłynął dla masowego odbiorcy. Jednak po „Stulatku” zarówno sam film jak i książka zdają się na dobre zająć wysokie miejsce wśród kultowych dzieł lubianych przez Polaków. Jednak zacznijmy od początku.
Głównego bohatera Allana Karlssona poznajemy w dniu jego setnych urodzin. Mottem życiowym mężczyzny są słowa jego matki: „Co ma być, to będzie. Zamiast myśleć- działaj.”. I to właśnie one zdają się przyświecać również w tym dniu, siedzącemu na łóżku w domu starców jubilatowi. Z reminiscencji dowiemy się, że ten staruszek prowadził bardzo bogate w wydarzenia życie towarzyskie. Miał okazje pić wódkę ze Stalinem, jeść kolacje z Trumanem, być w niewoli z bratem Einsteina i poznać Mao Zedonga. Nic więc dziwnego, że zamiast zdmuchnąć spokojnie świeczki jak na jego lata przystało, wyskakuje z okna i w podpisanych kapciach z ukradzioną walizką wplątuje się w coraz to nowsze afery, które doprowadzają go... aż na Bali. Można zapytać, co w tym wyjątkowego skoro w hollywoodzkich produkcjach pojawia się coraz to więcej staruszków będących całkiem do rzeczy? Odpowiedź brzmi: wszystko.
Film zupełnie różni się od amerykańskiego kina, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Szwedzka komedia skrzy się od absurdu i czarnego humoru. Makabryczne zgony, seria absurdalnych pomyłkowych zdarzeń, które targają losami bohatera i postacie, które w całym swym komizmie zdają się być jakby z życia wzięte. Gapowaty i anemiczny policjant, student, który zaczął wiele kierunków, ale żadnego nie mógł dokończyć czy gangsterzy, którzy nie dorastają wybuchowemu dziadkowi do pięt, to tylko część doskonale skonstruowanych postaci. Świetnie zagrany, pełen niespodziewanych zbiegów okoliczności i wystrzałowej, jak ukochany dynamit staruszka ,ogromnej dawce absurdu może stać się albo ulubionym albo odstraszyć na dobre- zwłaszcza tych, których nie śmieszy głowa przypadkowo wysadzonego w powietrze sąsiada lądująca na masce samochodu jego żony.
Absolutnie nie dziwi porównywanie go przez krytyków do „Foresta Gumpa”. Film jest wciągający i sprawia, że nawet najmakabryczniejsze scenariusze urastają do rangi genialnej groteski. Widz do samego końca nie wie jak skończy się przygoda staruszka. I z coraz szerzej otwartymi oczami wmawia sobie, że po tej scenie już nic nie jest w stanie go zaskoczyć- za każdym razem mile się rozczarowując. Historia życia stulatka, który wielokrotnie i zupełnie przypadkowo zmieniał dzieje świata powinna stać się obowiązkową pozycją dla fanów czarnego humoru.
Joanna Małysiak
(joanna.malysiak@dlalejdis.pl)
„Stulatek który wyskoczył przez okno i zniknął”, reż. Felix Herngren, premiera: 27 czerwca 2014 (Polska) 25 grudnia 2013 (świat), na DVD od 17 października.
Komentarze