„Teoria wszystkiego” poniekąd odpowie nam na te pytania, choć oczywiście będzie to jedynie subiektywna wizja reżysera. Wizja, która muszę przyznać, nie do końca mnie przekonuje.
Akcja filmu została skonstruowana wokół poszukiwania pewnego tajemniczego wzoru, który ma rozwiązać tajemnicę sensu życia. Brzmi niezwykle skomplikowanie, jednak w rzeczywistości sprowadza się to do poszukiwania matematycznego wzoru, który ma być odpowiedzią na wszystko. Zadanie rozszyfrowania tajemnicy sensu życia zostaje powierzone głównemu bohaterowi – przewrażliwionemu, zamkniętemu w sobie, stroniącemu od kontaktów towarzyskich Qohenowi Lethowi. Ta postać została wyraźnie nakreślona przez reżysera, choć jest to postać bardzo specyficzna i zniewolona – przez system i przez własne ograniczenia, lęki, co od razu rzuca się w oczy.
Qohen przechodzi jednak pewnego rodzaju metamorfozę. Pomaga mu w tym dwójka bohaterów – zbuntowany, inteligentny nastolatek i dziewczyna do towarzystwa z wirtualnej agencji (w której nasz bohater dość szybko się zakochuje). Choć te postacie Terry Gillmam stworzył świat, który ocieka wszystkim tym, co kojarzy się z przyszłością – dużo metalu, srebra, odblaskowe kostiumy, jaskrawe kolory i dużo neonów. Z tego świata na uwagę zasługuje jedynie mieszkanie głównego bohatera. Wnętrze byłej katedry, mroczne i ledwie w minimalnym stopniu dostosowane do zamieszkania, ma swój niewątpliwy klimat.
Poza wiodącym wątkiem poszukiwania wzoru teorii wszystkiego, mam spory problem w określeniu o czym opowiada fabuła filmu Terry’ego Gilliama. Można byłoby doszukać się kilku ciekawych wątków, choć wydają się one jedynie uzupełniać cały obraz, a nie go kształtować. Na przykład do mnie przemawiała postawa głównego bohatera wobec otaczającego go świata – izolujący się od ludzi, wznoszący coraz grubszy mur i niedopuszczający do siebie ludzi, staje się samotnym, ogarniętym obsesją (dzwoniącego telefonu) dziwakiem, którego każdy ruch jest kontrolowany i obserwowany przez szefostwo korporacji, dla której wykonuje to specjalne zadanie.
Bohater będzie próbował się, rzecz jasna, zbuntować. Czy mu się jednak uda, czy też może machina kontroli i potęga „Wielkiego Brata” okażą się znacznie silniejsze, pozostawiam bez odpowiedzi. Jeśli macie ochotę na podróż do niekoniecznie kolorowego, pełnego zniewolenia świata z przyszłości, przekonacie się sami.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Terry Gilliam, Teoria wszystkiego, Gutek Film
Komentarze