Bronią są często goździki i rajstopy, których rodowód sięga poprzedniego ustroju. Kwiaty te i element kobiecego ubioru stały się synonimem święta, szczególnie w polskim krajobrazie. Związek roślinno - odzieżowy wydaje się nieco egzotyczny, szczególnie dla obcokrajowców i młodszego pokolenia, ale jaką ma siłę przetrwania! Wielu mogłoby pozazdrościć mocy tym symbolom, równać się im może niewiele. W każdym razie argumenty przeciwko świętowaniu kobiecych dwudziestu czterech godzin są ważkie, chociaż wydają się takie niewinne z pozoru. W ogóle przesłanek na "nie" można usłyszeć dużo więcej: "bo z okresu słusznie minionego", "jeden dzień celebry, a trzysta sześćdziesiąt cztery niedostrzegania", "po co wyróżniać jedną płeć, a co z drugą?", „a Dnia Mężczyzn nie ma”. Przykładów mnie lub bardziej związanych z tematem można by przytoczyć setki, a nawet tysiące. Niechętni są widoczni i głośno prezentują swoje zdanie, oczywiście mają też swoich adwersarzy. Ci ostatni nie pozostają w cieniu opozycji, chociaż w światłach jupiterów akcentują swoją obecność jakby słabiej. Mówienie o istotności i doniosłości międzynarodowego kobiecego święta, jego historycznych korzeniach i znaczeniu, czasem może przypominać przekonywanie niejadka do zjedzenia obiadu. Oczywiście są i lepsze powody: "tradycja warta kultywowania", "na ósmy marca nie można patrzeć tylko przez pryzmat socjalistycznej przeszłości", "każdy powód jest dobry by świętować". Kto ma rację? Ci z lewej, prawej, centrum, a może niezrzeszeni? Rozsądzić spór niełatwo, bezstronnym pozostać także trudno, jestem za, a nawet przeciw?
Dzień Kobiet kiedyś
W ferworze walki i podczas wymiany ciosów ginie gdzieś geneza tego kobiecego święta. Oczywiście, mogą paść hasła, i to z obu stron, że nieważne są źródła, liczy się obecne znaczenie. Jednak czasem warto poznać chociażby zarys początków lub tego, co złożyło się na Dzień Kobiet. Płeć piękna miała uroczystości ku swej czci już w czasach starożytnych w formie matronalii. Późniejsze epoki jakoś nie uważały za stosowne zbytnio podkreślać postaci kobiet, więc i obyczaj zaginął. Dopiero wiek XIX i XX przyniósł zmiany, a raczej postulaty związane z uzyskaniem prawa głosu i zrównaniem zarobków kobiet i mężczyzn oraz emancypacją. Właśnie dla upamiętniania tragicznych kobiecych strajków i manifestacji, powstał Dzień Kobiet. Korzenie zatem szlachetne i to sięgające kilkunastu stuleci wstecz, rzadko które święto może pochwalić się taką genezą. Wydawałoby się zatem, że kontrowersji nie powinno wzbudzać ... a jednak emocje wywołuje i to rokrocznie. Co jest w nim takiego emocjonująco-problematycznego, że nawet wśród kobiet ma antagonistki?
Świętować? Nie świętować? Kryć się, że jesteśmy za Dniem Kobiet – ponieważ wszyscy wokół starają się przekonać nas, że to kompromitująca data? Czy też próbować wyperswadować upartym osobnikom płci obojga, iż pewne wydarzenia należy zapomnieć, w imię poprawności? Dylemat niełatwy i problem z jego rozwiązaniem nawet miałby pewnie i Aleksander Macedoński, bo węzeł gordyjski to przy tym pestka. A może w tym wszystkim diabeł swe paluchy maczał, w końcu gdzie on nie może, tam babę pośle …
Katarzyna Pessel
(katarzyna.pessel@dlalejdis.pl)
Komentarze