„Dzika fermentacja” – recenzja

Recenzja książki „Dzika fermentacja”.
Fermentacja dla wielu jest kryptonimem nie do rozszyfrowania i tematem omijanym szerokim łukiem. Niepotrzebnie – jest ona skarbem, z którego powinny czerpać całe pokolenia.

Nie mogę powiedzieć, że fermentacja jest mi zupełnie obca. „Klasyka gatunku”, czyli wszelkie kiszonki, domowej produkcji sery czy ocet jabłkowy zawsze były obecne w moim domu. Jednak jak się okazuje, znając kilka sprawdzonych przepisów na zaprzęgnięcie do pracy żywych kultur bakterii, mogę uznać siebie co najwyżej za skromnego laika, raczkującego w temacie fermentacji. Na szczęście jestem jedną z tych osób, które braki w edukacji (także tej kulinarnej) zauważa i pragnie dokształcać się w jak najszerszym zakresie. Najlepszym „starterem” dla takich jak ja jest właśnie książka Sandora Ellixa Katza pod tytułem „Dzika fermentacja”. I nie mówię tego dlatego, że jest ona w pierwszej kolejności prawdziwym źródłem przyjemności dla zmysłu wzroku (chociaż niewątpliwie jest ze względu na układ, grafikę i świetnie zdjęcia). Po przeczytaniu tej pozycji świat fermentacji przestaje być zupełnie obcym tworem, a staje się czymś cennym – czymś co należy i co warto wpleść do swojej nafaszerowanej chemią gotowej żywności codzienności.

W książce znajdziemy tysiące przydatnych informacji na temat fermentacji. Zaczynając od historii, przechodząc przez zalety całego procesu, aż do fantastycznego przewodnika typu „zrób to sam”. Dla każdego coś dobrego – publikacją będą zachwyceni zarówno miłośnicy warzyw i owoców, wierni sympatycy nabiału, jak także osoby niewyobrażające sobie życia bez lampki wina czy kufla aromatycznego piwa. Co najbardziej zaskakuje to fakt, iż większość receptur przytoczonych przez autora książki, jest dziecinnie prosta – niewielka liczba składników i nieskomplikowany proces przygotowania. Najdłuższy jest zawsze czas oczekiwania, który wprawdzie może wystawić naszą cierpliwość na próbę, jednak to, co sami stworzymy z darów natury, stanie się w ten sposób jeszcze bardziej cenne w oczach nas samych i naszych bliskich.

Każdy kolejny przepis, na który natknęłam się w tej książce, niesamowicie rozszerzył moje horyzonty. Już po cichutku robię sobie plany co do tego, kiedy i w jaki sposób przygotować poszczególne pyszności. Przekonana ostatnio o wyższości kupnych rzeczy nad własnoręcznie wykonanymi prezentami, mam ochotę obdarować swoimi kulinarnymi dziełami całą rodzinę. To niesamowite, jak kilkaset kartek papieru potrafi tak napędzić człowieka do działania, a co najważniejsze – zdrowego i ekonomicznego działania. Zdaję sobie świetnie sprawę z tego, że większość ludzi na hasła „fermentacja” i „produkty własnego wyrobu” postuka się wymownie w głowę z nieśmiertelnym wyrzutem, iż nie mają czasu na takie głupoty. Ja jednak wyznaję zasadę, że jeśli czegoś naprawdę bardzo się chce, to można tego dokonać – jeśli nie samemu, to razem z najbliższymi lub przyjaciółmi. Wystarczy przestać zasłaniać się wymówkami i wyłączyć pół godziny wcześniej ulubiony serial.

Namawiam Was z całego serca do nabycia tej genialnej książki – mogę Wam obiecać, że nie będziecie zawiedzeni. A jeżeli postanowicie wprowadzić jej postulaty w życie, to Wasza kuchnia zmieni się już na zawsze – oczywiście na dobre.

Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)

Sandor Ellix Katz, „Dzika fermentacja”, Vivante 2017



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat