„Dzikie łapy. Sekrety miasta” – recenzja

Recenzja komiksu „Dzikie łapy. Sekrety miasta”.
„Dzikie łapy. Sekrety miasta” Victora Nordahla to wzruszająca opowieść o przyjaźni, odwadze, uprzedzeniach i sile, która rodzi się z naszych różnic.

Trym i Lukas po raz trzeci zabierają nas w podróż, która coraz mniej przypomina zwykłą wędrówkę dwóch lisów, a coraz bardziej opowieść o poznawaniu siebie i drugiego stworzenia. W „Sekretach miasta” futrzani bohaterowie kontynuują poszukiwania mamy Lukasa, ale droga do celu ponownie okazuje się równie ważna jak sam cel. Opiekują się małym łosiem, trafiają do weterynarza, a w końcu wyruszają w niebezpieczną podróż do miasta. Każda kolejna przygoda zmusza ich do zmierzenia się z własnymi lękami, ale też coraz bardziej ich do siebie zbliża.

Od początku serii bardzo podoba mi się to, jak Victor Nordahl wykorzystuje różnice między bohaterami. Trym i Lukas pochodzą właściwie z dwóch różnych światów, mają odmienne doświadczenia i inaczej reagują na zagrożenie. Z czasem jednak właśnie te różnice zaczynają ich wzajemnie uzupełniać. Jeden potrafi zrobić coś, czego drugi się boi, innym razem role się odwracają. Nie muszą stać się do siebie podobni, żeby stworzyć relację, w której obaj czują się bezpiecznie.

„Sekrety miasta” bardzo dobrze pokazują też odwagę bez robienia z bohaterów nieustraszonych herosów. Trym i Lukas nadal się boją i mają swoje ograniczenia. Czasami jednak pojawia się ktoś, dla kogo warto zrobić kolejny krok. W życiu bywa przecież podobnie – rzeczy, na które trudno byłoby nam się zdobyć dla samych siebie, nagle stają się możliwe, kiedy możemy pomóc komuś, kogo kochamy. Lęk wtedy nie znika. Po prostu coś okazuje się od niego ważniejsze.

Ciekawie wybrzmiewa również temat uprzedzeń i tego, jak własne doświadczenia potrafią wpłynąć na sposób postrzegania innych. Trym obawia się weterynarza, ponieważ jest przekonany, że ludzie krzywdzą zwierzęta. Jego nieufność nie wzięła się znikąd, jednak problem pojawia się wtedy, gdy „ktoś mnie skrzywdził” zaczyna oznaczać „wszyscy są tacy sami”. Spotkanie z człowiekiem, który nie pasuje do stworzonego wcześniej obrazu, zmusza lisa do skonfrontowania swoich przekonań z rzeczywistością. To prosty, ale wartościowy sposób pokazania młodszym czytelnikom, że doświadczenia mogą uczyć nas ostrożności, ale nie zawsze powinny decydować o tym, jak oceniamy kogoś, kogo jeszcze nie poznaliśmy.

Podobnie jak w poprzedniej części pojawia się także temat jednopłciowych par – bohaterowie rozmawiają zarówno o relacjach między lisimi samicami, jak i między samcami. Jest to jeden z elementów świata przedstawionego, dlatego rodzice wybierający komiks dla młodszych dzieci powinni po prostu wiedzieć o jego obecności. Jeśli podczas lektury pojawią się pytania, komiks może być punktem wyjścia do rodzinnej rozmowy.

Historia Tryma i Lukasa niezmiennie bardzo mnie ujmuje. To opowieść o poszukiwaniu własnego miejsca, bliskości i przekraczaniu swoich ograniczeń, która przypomina, że nie musimy być zawsze odważni ani idealnie do siebie pasować. Możemy bać się świata i mimo wszystko stawiać kolejne kroki, możemy nie rozumieć cudzych doświadczeń, a jednak próbować je poznać, a różnice między nami nie muszą być przeszkodą – czasami to właśnie one stają się największą siłą relacji.

Pod warstwą lisiej przygody „Dzikie łapy” mówią więc o czymś bardzo zwyczajnym i bardzo ludzkim: o potrzebie znalezienia kogoś, przy kim nie trzeba udawać odważniejszego, silniejszego ani bardziej „pasującego”.

Katarzyna Chober

Victor Nordahl, „Dzikie łapy. Sekrety miasta”, Story House Egmont, Warszawa, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat