Interesując się II wojną światową, ostatnimi czasy doszłam do smutnego wniosku, że coraz więcej publikacji jest mało merytorycznych. Gdy zobaczyłam nową książkę wydaną przez Skarpę Warszawską, autora, który ma na swym koncie sporo książek dotyczących mniej popularnych zagadnień z tego okresu historii, obudziła się we mnie nadzieja i zainteresowanie.
Książka została podzielona na rozdziały dotyczące poszczególnych wydarzeń, batalii, co sprawia, że odbiera się ją jako uporządkowaną. Nawet ci, którzy nie są pasjonatami II wojny światowej, nie powinni mieć problemu z odnalezieniem się w opisywanych realiach. Widać też, że autor dobrze wiedział, o czym pisze i co chce przekazać. O jego porządnym warsztacie i wiedzy utwierdzałam się z każdą kolejną stroną.
Cieszy mnie, że Drozdowski przyjrzał się końcowi tego konfliktu na wielu płaszczyznach. Autor omówił wydarzenia na kontynencie europejskim, które miały spore znaczenie, a jednak nie były zbyt widowiskowe. Nie umknęło mu to, co działo się np. na Węgrzech czy Słowacji pod koniec wojny. Podkreślił rolę, jaką odegrali partyzanci, a także sojusznicy Osi, którzy zmienili front dopiero pod koniec konfliktu. Autor zagłębił się w motywy, które z taką lekkością pomija amerykańskie kino. Daleko mu do perspektywy amerykańskiej czy też postkomunistycznej, która opiera się głównie na stwierdzeniu „w 1944 roku weszliśmy i wygraliśmy wojnę”. Krzysztof Drozdowski zauważył też tych mniejszych, zarówno mniejsze kraje i społeczności, jak i zwykłych ludzi. Wszak historię tworzą też właśnie ci mali, których imiona potem są pomijanie lub zapomniane.
Nie zabrakło również przedstawienia upadku Berlina czy śmierci Hitlera. Historyk skupił się na tym, co najciekawsze oraz na tym, co było kluczowe dla świata już po wojnie. W tym kontekście sporo miejsca w publikacji autor poświęcił rozmowom głów mocarstw, które były istotne dla samego zakończenia II wojny światowej, jak i układu świata po niej. Nieważne, czy o momentach pełnych wystrzałów i bombardowań, czy godzinach rozmów i pauz w gabinetach, w słowach autora czuć zaangażowanie, dzięki czemu książka jest interesująca i trudno się od niej oderwać. Zarówno rozdziały dyplomatyczne, jak i pokazujące np. konający budynek Reichstagu bardzo działały na wyobraźnię. Część z nich była spokojniejsza, gdyż opisywała momenty z dala od frontu, w gabinetach, część była pełna szaleństwa Hitlera i cierpienia z frontu. Krzysztof Drozdowski pokazał się jako mistrz słowa, bo świetnie poradził sobie z oddaniem klimatu każdej sytuacji. Dzięki temu treść bardzo zapada w pamięć. To ogromna zaleta tego tytułu historycznego.
W książce podobało mi się również zestawienie różnych perspektyw: żołnierzy, dowódców i cywilów. Te historie dnia codziennego bardzo działały na emocje, dawały obraz masakry, jaką była ta wojna. Perspektywa polityków jednak też nie uciekła. Świetnie został przedstawiony wpływ konkretnych decyzji na losy tysięcy i całych regionów. Za mocną stronę tytułu uważam przypisy, w których autor skrupulatnie wyjaśniał wszelkie niejasności czy podawał dokładne źródła. Dzięki temu nic nie umknęło; historyk nie zostawił niejasności.
Treść urozmaiciły pojedyncze fotografie oraz mnóstwo dobrze dobranych cytatów, które stanowiły idealne uzupełnienie.
W tytule nie znalazłam żadnych minusów. Językowo i merytorycznie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, a kwestia wizualna dorównuje i też stoi na wysokim poziomie. Wśród wielu pozycji wydawanych „na szybko” w dzisiejszych czasach, ta jest prawdziwą perłą.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Krzysztof Drozdowski, „Europa w płomieniach. Ostatnie miesiące II Wojny Światowej”, Skarpa Warszawska, 2025.
Komentarze