Facet w czerwonej pelerynie

Recenzja filmu „Człowiek ze stali”.
Długo nie trzeba było czekać, by twórcy filmowi i producenci spojrzeli w stronę jednego z największych superbohaterów wszechczasów – Supermana.

Czy postać tak stara jak fundamenty historii komiksowych jest kluczem do sukcesu?

To, że Clark Kent vel Superman vel Kal El wróci na srebrny ekran było bardziej niż pewne. Tylko czy producenci są w stanie zachwycić widza czymś zupenie świeżym jak w przypadku Batmana. Właściwie trudno mówić o chwilowym przyćmieniu gwiazdy „Supcia”, bo jego wizerunek był stale restaurowany przez produkce serialowe, które skończyły się stosunkowo niedawno.

Sam film „Człowiek ze stali” opowiada o drodze Clarka (w tej roli Henry Cavill) do poznania swoich korzeni i odszukania swojego przeznaczenia. Nie zajęło mu wiele czasu, by zrozumieć, że różni się od rówieśników i te różnice pchnęły go do poszukiwań tożsamości. Nie dostajemy tutaj za dużo z tkliwego dzieciństwa samego Supermana, reżyser koncentruje się głównie na odszukiwaniu przez głównego bohatera właściwej drogi. Oczywiście, na ścieżce stanie mu zły charakter, który będzie pragnął zrealizować swoje osobiste cele a przy tym zniszczyć Ziemię – Generał Zod grany przez Michael Shannon.

Co różni obecnego Supermana od pozostałych? Nie mamy do czynienia z rycerzem w lśniącej zbroi na białym rumaku tylko zwykłego gościa, który nie mówi specjalnie dużo i jest wewnętrznie dobry. Ten koleś jest po prostu nieznośnie prawy, nie w sposób sztuczny czy wymuszony, on po prostu taki jest – nie zdolny do złośliwości. Nawet jego nastoletni sprzeciw do otaczającego go świata jest wyjątkowo łagodny.

Na pochwałę zasługuje również główna postać negatyna, znany z roli w Zakazanym Imperium gra niesamowicie przekonująca i nie jest jednoznacznie zły. Ma po prostu nieco inne cele i metody jak ludzkość a rozwiązywanie konfliktów w sposób pokojowy nie jest jego mocną cechą.

Film „Człowiek ze stali” jest niezły, zdecydowanie jeden z lepszych Supermanów, które zostały kiedykolwiek nakręcone, ale trzeba być obiektywnym i powiedzieć, że historia faceta w pelerynie jest nieco mniej atrakcyjna niż np. „Strażnicy”, którzy wyszli spod tej samej twórczej ręki. Wpisuje się w filmowy nurt superbohaterów, utrzymuje dobry poziom, ale nie jest filmem nad wyraz wybitnym. Tutaj nadal pozostają niepokonane Batmany i Strażnicy.  Nie wiem czy będą kolejnę część,i ale wiem, że przymusowy osadnik z Kryptona zyskał godną siebie ekranizację.

Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)

„Człowiek ze stali”, reż. Zack Snyder, USA /Kanada/Wielka Brytania 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat