„Food pharmacy” – recenzja

Recenzja książki „Food pharmacy”.
Zanim doczytałam książkę do połowy zdążyłam już pobiec do sklepu po paczkę jarmużu. Ponieważ nie jestem jego wielką fanką więc świadczyło to, wierzcie mi, o sporym zaangażowaniu się w lekturę.

Zacznę od prywaty: od lat pasjonuje mnie tematyka żywienia. Wiele lat nie jadłam mięsa. Miałam również okresy diety wegańskiej. W tzw. międzyczasie alergie dały znać o sobie więc swoją drogą dieta musiała ulec zmianie i pozbyłam się nabiału oraz kilku innych produktów z kuchni. Problemy zdrowotne sprowadziły mnie ponownie na drogę jedzenia mięsa (bynajmniej nie z powodu kojarzonej stereotypowo z wegetarianizmem anemii) oraz wykluczenia cukrów i węglowodanów złożonych. Z racji doświadczeń własnych jak i zainteresowań, przeczytanych książek i artykułów, uważam się za osobę trochę obeznaną w temacie tego jak produkty, które spożywamy wpływają na nasze ciało i mózg. To o czym piszą autorki książki „Food pharmacy” w wielu stopniach pokrywa się z różnymi teoriami osób zajmujących się tą tematyką. Nieraz nawet z całkiem odmiennych obozów. Generalne wnioski są następujące: to co jemy wpływa na nasze samopoczucie. Najważniejsze w organizmie są nasze jelita, ponieważ tu odbywa się proces trawienia pokarmów. Wpływa to również na odkładanie się w organizmie różnych substancji i co za tym idzie m.in. powstawanie stanów zapalnych. Dlatego też trzeba dbać o to, by wypełniały nas dobre bakterie, błonnik roślinny i witaminy. Należy też dać odpocząć swoim jelitom przyjmując co jakiś czas mniejsze porcje jedzenia lub robiąc dłuższe pauzy między posiłkami. A dobierając produkty warto jest kierować się indeksem glikemicznym. Jak autorki proponują życie w praktyce? Dużo warzyw, raczej surowych lub ewentualnie ugotowanych. Z ziaren a la zbożowych gryka i sorgo. Jeśli mięso to dobrej jakości, z hodowli bio, ale w małych ilościach. Zupy na soczewicy z miksowanymi warzywami itd. Co ciekawe, znajdziemy tu również przepisy na muffinki i chleb chrupki pieczony w stu stopniach Celsjusza. Wynika to z tego, że według autorek i ich guru żywieniowego czyli profesora Stiega Bengmarka wyższe temperatury powodują powstawanie szkodliwych dla nas substancji. Czy oznacza to stanowcze pożegnanie z tym co dostępne w supermarketach, w okolicznej piekarni i budce z kebabem? I tak i nie. Jak powtarzają cały czas autorki – istnieje świat platoński i świat materialny. Świat platoński to świat idei, w którym wszyscy mają czas na przygotowywanie potraw, godzinną medytację i bieganie o świcie po łące. Tymczasem w świecie materialnym mamy wstawanie rano do pracy, marudzące dzieci albo wymagające zobowiązania. Dlatego też jeśli chcemy tylko trochę zmienić dietę, bo boimy się drastycznej rewolucji, warto po prostu włączać do jadłospisu zalecane przez autorki produkty. I skupiać się na tym co możemy i chcemy zmienić lub nawet wypróbować. A nie wyłącznie na tym co jest zabronione.

Książka jest świetnie napisana. Dowcipnie i z poczuciem humoru. Jednocześnie dostarcza wielu wiadomości z dziedziny żywienia i pokrewnych. Polecam wszystkim zwolennikom tzw. zdrowego stylu życia, tym, którzy chcą coś zmienić w diecie, a także tym którzy chcą przeczytać i potem chrupiąc ulubione ciastko, pomyśleć czy na tym samym talerzyku znalazło by się odrobinę miejsca dla babeczki z sorgo. Nie wspominając oczywiście o chipsach z jarmużu…

Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)

„Food pharmacy” Lina Nertby Aurell, Mia Clase.  Wydawnictwo Otwarte 2017



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat