„Ghostbusters. Pogromcy duchów” – recenzja

Recenzja filmu „Ghostbusters. Pogromcy duchów”.
Porażka. Chyba takim słowem można nazwać film, który miał być następcą swojego kultowego pierwowzoru. Ghostbusters w damskiej wersji wypadły bardzo słabo.

Miało być pięknie, a wyszło... jak zwykle. Głośno zapowiadany film, który miał przypaść do gustu głównie fanom poprzednich części, okazał się jedną wielką klapą. Dlaczego twórcy nakręcili coś takiego i jeszcze w dodatku zaangażowali w to naprawdę świetnych aktorów? Nowi Pogromcy to chyba kiepski żart.

Erin i Abby to dwie przyjaciółki, które kiedyś napisały książkę o duchach. Ich drogi jednak się rozeszły, a dawne zainteresowania odeszły w niepamięć. Po latach Erin jest uznawaną wykładowczynią fizyki i pretendentką do tytułu doktora. Jej plany krzyżuje jednak książką, którą Abby wydała bez jej zgody. Tylko przypadek sprawia, że koleżanki znów się spotykają i wplątują się w prawdziwą wojnę z duchami. Tylko one jednak są w stanie powstrzymać nadchodzącą apokalipsę.

Trochę nie wiem, co napisać o tej produkcji, ponieważ dla mnie była po prostu głupia. Zupełnie nie wiem, co kierowało reżyserem i dlaczego z tak dobrego pomysłu zrobił coś tak pozbawionego sensu. Zmarnował potencjał kultowej komedii i sprawił, że film jest żenujący, a do tego infantylny. Boli również fakt, że tak dobrzy aktorzy wzięli w tym udział i na ekranie wypadli mizernie. Nie mogłam patrzeć na Mellissę McCarthy znaną z genialnej roli w „Agentce”, która rurą od odkurzacza „łapała” duchy. Podobnie Chris Hemsworth, któremu najwidoczniej znudziło się grać przystojniaków i postanowił zagrać głupka – ale przynajmniej przystojnego.

Film nie bawi ani zachowaniem bohaterów, ani tym bardziej dialogami. W usta aktorów zostały włożone tak niezrozumiałe słowa, że nawet po przetłumaczeniu nie jesteśmy w stanie odszyfrować ich znaczenia. Jest to spowodowane tym, że bohaterowie posługują się trudnymi fizycznymi terminami, w ogóle nie tłumaczą ich znaczenia i w efekcie nawet nie możemy stwierdzić, czy dane zjawisko rzeczywiście na tym polega. Nie jestem przekonana, czy sami aktorzy o tym wiedzą. Niemniej to, co miało bawić, sprawia, że widz nie rozumie połowy scenariusza, a dwie godziny filmu dłużą się w nieskończoność.

Długość produkcji jest kolejnym zaskoczeniem, ale z pewnością nie wyznacznikiem jakości. Gdyby wyciąć niepotrzebne sceny oraz wypowiedzi aktorów film trwałby co najwyżej godzinę. Niepotrzebne przedłużenia, zawiłości w tak naprawdę banalnej i schematycznej fabule oraz zupełnie niepotrzebne wątki wydłużają jednak widowisko, co skutkuje tylko tym, że film jest po prostu nudny. Jedyne, co mogło zatrzymać widza przed ekranem, to obietnica ujrzenia niesamowitych duchów, bo niestety na błyskotliwość postaci nie ma co liczyć.

Jak można się jednak spodziewać i efekty zawiodły. Przy dzisiejszych możliwościach można z tego było zrobić prawdziwe arcydzieło pośród podobnych produkcji. Miałam jednak wrażenie, że twórcy wzorowali się na filmach z lat osiemdziesiątych i być może chcieli oddać tamten klimat. Całość jednak nie skomponowała się z dzisiejszym nowoczesnym światem. Czerwone błyskawice, strzelające z broni pogromczyń, zielona magma i denerwujący czarny charakter przypominający duszka Kacpra całkowicie dobiły film. Z pewnością nie jest to kino dla wymagających widzów.

Katarzyna Łochowska
(katarzyna.lochowska@dlalejdis.pl)



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat