Nick, w którego wcielił się Ryan Reynolds, jest policjantem bostońskiej policji, kocha swoją żonę, wplątuje się w nie do końca jasny biznes i lubi swoją pracę. Niestety, ma pecha i podczas jednej z akcji policyjnych jego partner postanawia rozliczyć z nim ciemne interes – Nick umiera. Po śmierci pojawia się dla niego nowa możliwość - w departamencie policji w zaświatach będzie polował na zbiegłych umarłych przestępców. Zostaje przydzielony do Roya, granego przez Jeffa Bridgesa – agenta z wieloletnim stażem. Razem będą musieli stawić czoła większemu złu, które czyha na horyzoncie, a Nick będzie miał okazję do zemsty na swoim byłem partnerze.
Nieodpartym uczuciem jest naturalne skojarzenie historii „R.I.P.D. Agenci z zaświatów” z fabułą „Man In Black.” Tajna organizacja, agenci działający w konspiracji, polowanie na zagrożenie i ukrywanie tego przed opinią publiczną. Porównanie jest naturalne i samoistne. Niestety, duet jaki stanowili Will Smith z Tommy Lee Jonsem jest o wiele bardziej interesujący niż dwuwymiarowy Reynolds i skądinąd interesujący Bridges.
Film „R.I.P.D. Agenci z zaświatów” jest oparty na prostej, przewidywalnej fabule, trzeba przyznać, że potrafi rozbawić, ale jest to żart sytuacyjny, a nie humor górnych lotów. Całość bazuje na fenomenalnych efektach specjalnych i gwiazdorskiej obsadzie. Sam reżyser Robert Schwentke w swojej karierze zajmował się o wiele lepszymi filmami, chociażby „Zaklęcie w czasie.” Pomimo drzemiącego potencjału mamy do czynienia z kinematograficznym średniaczkiem, który zdecydowanie lepiej obejrzeć na kanapie w domu.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
„R.I.P.D. Agenci z zaświatów”, reż. Robert Schwentke
Komentarze