Gotowanie z niczego w MasterChef

MasterChef - sezon 2., odcinek. 10.
Ostatnia siódemka walczy o tytuł MasterChef'a. Są zdeterminowani, głodni wygranej, ale i zdeprymowani obecnością kogoś niezwykłego.

Tajemnicze skrzynki po raz trzeci pojawiają się w programie. Kucharze spodziewali się nie spodziewanego. Jakiegoś dziwnego składnika, mięsa, którego nie mieli jeszcze okazji gotować, czy niezwykłego owocu. To co znaleźli po odkryciu skrzynek, przeszło jednak ich najśmielsze oczekiwania. "Sztuką jest zrobić coś z niczego" i właśnie takie nic otrzymali oni, bowiem na talerzach. Nic, czyli kuchenne odpadki - obierki z ziemniaków, kłąba z brokuła, łupiny cebuli, skórkę parmezanu, nadgniłego pomidora, głowę z dorsza, czy tłuszcz z kurczaka. Z tych resztek, jak ze śmietnika, w ciągu godziny mieli ugotować danie na miarę MasterChef'a.

Jeszcze bardziej, ale to już pozytywnie, zaskoczył ich gość, który wybrał im produkty do tajemnicznych skrzynek. A był to gość nie byle jaki. Mistrz kuchni, człowiek legenda, nauczyciel Gordon'a Ramsey'a - Marco Pierre White. Sam szef szefów kuchni, chodząc między gotującymi uczestnikami programu jednych chwalił, innych wprowadzał w stan ogromnego stresu.

Po upływie wskazanego czasu, Pan White osobiście prosił każdego, by zaprezentował mu i jury przygotowaną przez siebie potrawę.

Kilka osób postawiło na zupy. Diana podała trzy rodzaje zup, Charles zupę rybną z warzywnym spaghetti, Ania podobną tylko podaną z risotto ze szparagami, Leszek postawił natomiast na zupę rybną z serkiem mascarpone. Beata podała zapiekane warzywa z pikantną salsą pomidorową, Daniel pierożki z rybnym farszem i dipem pomidorowym, a Maria mus brokułowo-szparagowy. Właściwie Maria swojego dania nie zdążyła przełożyć na talerz, co powinno dyskwalifikować ją z oceny, Marco dał jej jednak szansę zaprezentowania potrawy.

Jury z Marco na czele, za trzy najlepsze dania z "odpadków" uznali te w wykonaniu Charles'a, Beaty i Marii. Bezapelacyjnym zwycięzcą tej konkurencji został po raz kolejny Charles. Cała trójka mogła spokojnie udać się na balkon, by stamtąd obserwować walkę pozostanie w programie pozostałej czwórki uczestników.

W kolejny zadaniu Marco pokazał Ani, Danielowi, Leszkowi i Dianie, w jaki sposób prawidłowo przyrządzić grillowanego tuńczyka żółtopłetwego z dodatkiem kaparów, cytryny, oliwek i kolendry. Na przyrządzenie tej potrawy potrzebował tylko 15 minut, kucharzom MasterChef'a na przygotowanie dania inspirowanego jego przepisem dał aż 30 minut.

Ania podała tuńczyka za bardzo wysmażonego z sosem z musztardy i marmolady z moreli, co Marco wydało się przedziwnym połączniem. Leszek próbował niemal w każdym detalu skopiować przepis mistrza, dodając jedynie od siebie pomarańcze. Według Marco całe jego danie popsuło dodanie zbyt dużej ilości zielonego pieprzu. Daniel przygotował grillowanego tuńczyka wraz z czosnkiem i marynowaną papryką. Jury zgodnie stwierdziło, że takie połączenie całkowicie zabiło smak ryby. Tylko Dianie udało się przygotować potrawę, która zachwyciła Marco i dzięki której zachowała swój fartuch.

Z pozostałej trójki wybrano najgorszego tuńczyka dzisiejszego odcinka. Okazał się nim ten w wykonaniu Ani, przez co musiała ona oddać fartuch.

Już tylko sześć osób powalczy za tydzień o zwycięstwo w programie. Kto przejdzie dalej, a kto odpadnie? Przekonamy się już za tydzień.

Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat