Gruzińskie smaki zniewalają Magdę Gessler

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji Gaumarjos na Ursynowie.
Nastał dzień, w którym wypada podziękować Gruzji za represje, które przyprowadziły do Polski trójkę wspaniałych ludzi.

Restauracja na końcu tęczy
Dzisiejsze Kuchenne Rewolucje rozwiązały odwieczną zagadkę i zdradziły odpowiedź na pytanie: gdzie znajduje się koniec tęczy? Otóż piękne, tęczowe pasmo dociera aż do drzwi warszawskiej restauracji Gaumarjos, położonej na Ursynowie. To tam półtora roku temu pewna gruzińska rodzina postanowiła otworzyć filię swego interesu. Pięćdziesięciotrzyletni David, jego czterdziestoośmioletnia żona Liana oraz czternastoletni syn pojawili się w Polsce, na skutek złej sytuacji w Gruzji, jeszcze w latach 90tych. Wcześniej pracowali w zawodach nie mających nic wspólnego z gotowaniem. Będąc w nowym, obcym kraju, postawili na uwydatnienie cech narodowościowych, licząc na zainteresowanie Polaków. Tym sposobem otworzyli swoją pierwszą restaurację, która do dziś znajduje się w Piasecznie. Szybko zauważyli, że ich pomysł był strzałem w dziesiątkę i rodzina oddała lokalowi całe swoje życie. Oprócz pracy, było to także ich hobby. Aż miło patrzeć, kiedy ludzie realizują się w życiu zawodowym. Kiedy przyjmują gości z uśmiechem, są im oddani i poświęcają się. Tacy z pewnością są właściciele Gaumarjos. Stwierdzenie, że kochają swoich klientów, wcale nie byłoby przekłamaniem. Rzadko kiedy ma się do czynienia z tak otwartymi i pozytywnymi ludźmi. Od razu widać różnice kulturowe.

Restauracja ma swoją duszę, a jest nią właściciel – David. Ma podejście do klientów, szczególnie do kobiet, potrafi prawić wyszukane komplementy i sprawiać, że ludzie czują się jak w domu. Dodatkowo domowej atmosferze sprzyja gra na pianinie (tu wykazuje się Liana) oraz wystrój wnętrza. Właściciele praktycznie żyją w restauracji, co sprawia, że stali bywalcy mogą się poczuć, jak w rodzinie. Mało jest dzisiaj miejsc, w których kelnerzy zapamiętają twoje imię, czy ulubione danie. Jestem pewna, że Gaumarjos należy do tej mniejszości. A jeśli to nadal zbyt mało przekonujący argument, by odwiedzić warszawski lokal, niech za kolejny posłużą potrawy. Nie dość, że wyglądają obłędnie, to jeszcze – według Magdy Gessler – smakują doskonale. Właścicielka, która jest jednocześnie kucharką, przyrządza je według narodowych receptur, ale dodatkowo osładza swoją miłością i osobowością. Od początku odcinka pokazywała, że wie, czego chce i zna własną wartość. To dlatego Magda Gessler była potulna, jak baranek, i tym razem to ona „znała swoje miejsce”.

Rozeznanie
Scenariusz dzisiejszego odcinka bardzo odbiegał od poprzednich. Nie było wkraczania do restauracji i objeżdżania jej z góry na dół, zamawiania wątpliwie smacznych dań z karty, plucia w serwetkę, rzucania jedzeniem,… Był za to toast za polsko-gruzińską przyjaźń, stołujący się znany, gruziński zespół oraz dużo pozytywnej energii. Dowiedzieliśmy się także, że życząc komuś uporania się z wrogami, trzeba zawsze jednego zostawić – tak dla czujności. Posłuchaliśmy gruzińskich śpiewów, podczas których Magda Gessler miała minę z serii „Boże, co ja tu robię?!” oraz mieliśmy okazję poznać skojarzenia prowadzącej, która porównała gruzińskie pierogi do piersi (współczuję mężczyznom, których kobiety mają takie pokarbowane i pozagniatane biusty). Zostając jednak przy temacie pierogowym, na uwagę zasługuje świeżość, jaka należy do ideologii restauracji. Wszystko przygotowywane jest na bieżąco (czasem nawet kupowane tuż przed przyrządzeniem), a do tego szybko. Oto esencja profesjonalizmu. Magda Gessler, wychodząc z Gaumarjosa, nie miała mu nic do zarzucenia. No, może poza przerobieniem potraw pod polskie kubki smakowe (tu pojawia się pytanie bez odpowiedzi: czy będąc w Polsce powinno się gotować „pod Polaków” czy zachować wierność własnemu krajowi i stworzyć szansę na spróbowanie czegoś autentycznie zagranicznego?). Powiedziała także, że gruzińską kuchnię trzeba „odchudzić”, choć parę minut wcześniej kazała dodać do pierogów więcej tłuszczu. Radzę jednak nie wyciągać błędnych wniosków, że spożywanie tłustych klusek, albo w ogóle tłustych potraw, działa odchudzająco.

Efekty, efekty
Co może pójść źle, jeśli wszystko od samego początku było dobrze? Magda Gessler, jak zwykle, przerobiła wnętrze, ale po raz pierwszy (albo przynajmniej pierwszy tak ewidentny) nie poradziła sobie z tą zmianą. Z przyjemnej, kameralnej knajpki, zrobiła restaurację, do której przeciętny klient będzie bał się wejść. Łączone stoły? Świeczniki? Powiało drożyzną i garniturami. Wcześniejsza, typowo domowa atmosfera, o wiele bardziej sprzyjała zakochanym parom, grupkom przyjaciół, czy rodzinom. Dobrym rozwiązaniem było za to zdjęcie okropnych naklejek z okien. Trzeba przyznać, że raziły w oczy kiczem. Reklama jest w porządku, ale trzeba ją robić ze smakiem i umiarem. Na szczęście sprzedawca reklamowanych win okazał się wyrozumiałym człowiekiem i nie utrudniał prac renowacyjnych. No właśnie, renowacyjnych… To ważne słowo, gdyż nawet podczas promocji restauracji nie padało słowo „zmiana”. Zachowawczo mówiono, że Magda Gessler „kreuje nowy wizerunek”. To ładne, bezpieczne określenie. Właściciele pozostają górą, a prowadząca jest tylko środkiem do osiągnięcia celu. Tym razem nie gra głównej roli.

Prowadząca nie byłaby jednak sobą, gdyby nie podkreśliła odmiennego podejścia do kobiet i mężczyzn. Przeprowadziła z właścicielką restauracji „życiową” rozmowę, do której w tle dorobiono patetyczną melodię. Zaowocowała ona stwierdzeniami, że Liana nie ma wolnego czasu, ani życia prywatnego. Zrobiono z niej ofiarę, która nigdy nie śpi, ciągle się poświęca i w ogóle jest niezwykle umęczona. Zapomniano jednak dodać, że praca to jej pasja (o czym wcześniej wspominała), poza tym ma wsparcie męża (który też ma prawo do czasu wolnego – tym jakoś nikt się nie martwił), no i robi to z własnej woli. Dlatego też, podczas przygotowywania promocyjnej kolacji, Liana nie zmieniła taktyki bycia panią sytuacji. Wszystko wyszło jak najbardziej pozytywnie, a Magda Gessler po powrocie była zadowolona. Myślę, że jeśli wcześniej wahałyście się, czy warto poświęcić czas na wizytę w stolicy, ten odcinek Kuchennych Rewolucji rozwiał wasze wątpliwości.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat