Wykład był przejażdżką emocjonalną po świecie dance macabre. Został poruszony temat Katynia, tysięcy milczących żołnierskich ciał, złożonych w bezimiennych mogiłach. W pamiętną sobotę słyszałem jak profesor wypowiadał się na temat identyfikowania zwłok - innej, metafizycznej jednostki istnienia. Zastanawiałem się co sprawia, że śmierć niektórych jest ważniejsza.
Starając się uporać z uczuciami w obliczu narodowej tragedii przypominam sobie słowa o tramwaju zwanym życiem, o tym że to nie ja leżę na zimnym stole sekcyjnym i to ja wrócę dziś do domu. Jednakże, w przypadku katastrofy TU-154M to właśnie dom zadrżał w posadach. Czym jak nie domem jest nasza Ojczyzna, a o 8.56 umarł jej główny gospodarz. Paraliżująca niemoc i niedowierzanie, że to wszystko jest tylko mirażem. Ile razy przechodziłem obok telewizora, słuchałem radia, dochodziło do mnie, że oni tam faktycznie zginęli. Już nigdy więcej nie będziemy mieli okazji posłuchać, krytykować, przytaknąć, pośmiać się i zbulwersować za ich przyczyną. Zupełnie jakby umarł ktoś z rodziny.
Polską manierą jest mówienie dobrze o zmarłych, docenianie po śmierci - szkoda, że nie umiemy tak mówić o żywych. Moje polskie serce zostało zdruzgotane wraz z samolotem, który spadł pod Smoleńskiem. Nie przypuszczałem, że śmierć głowy państwa jest w stanie wywrzeć na mnie tak wielkie wrażenie. Szczerze bałem się tego co przyniosą następne godziny, jak zareaguje Rzeczpospolita Polska. Po tych kilku dniach wiem, że dalej jesteśmy, dalej brniemy przed siebie pozostawiając resztę historii.
Obserwujemy zew ludzi, morza zniczy i łzy. Ile z nich są prawdziwe, ile to tylko hipokryzja, ile społeczna histeria? Pięć lat temu przeżywaliśmy to samo, śmierć bardzo istotnego Polaka. Były wielkie obietnice, nawrócenia, po których dziś mało co zostało. Wydaje się, że i tym razem będzie podobnie, choć ja mam nadzieję, że nie. Pragnę z całego serca byśmy my Polacy, którzy dostali po pysku od życia już nie raz, dostajemy po pysku po raz kolejny w ostatnich dniach, otrząsnęli się z narodowego męczeństwa i zabrali się za zmianę samych siebie. Tak łatwo jest utracić ludzi, utracić instytucję, trudniej złamać ducha i narodowa świadomość. Bądźmy sobie bliscy przez całe życie, tak jak byliśmy bliscy w sobotę 10 kwietnia 2010 roku.
Dziś na ulicach życie odbywało się już normalnie. Telewizja zaczęła się otrząsać z medialnego obucha a społeczeństwo zajęło się sobą. Kiedy zapomnimy o Katyniu, tych tysiącach żołnierzy, kiedy tylko mrocznym wspomnieniem będzie śmierć 96 ofiar? Obyśmy się zmienili, oby Świat się opanował. Rosja wydaje się bliższa niż kiedykolwiek, obce narody płaczą wraz z nami i zapewniają o przyjaźni. Wszystko w obliczu tragedii. Załoga i pasażerowie TU-154 zginęli, trafili do kostnicy, a potem na cmentarze. Ich życie się skończyło, nasze dalej trwa, dalej brniemy tym szaleńczym tramwajem przed siebie, ku nieznanemu.
Tym jest właśnie ich śmierć - kontrastem dla narodowej egzystencji. Wyrwaniem nas z otępienia codzienności i pozwolenie na zastanowienie się nad samym sobą. Co z tym zrobimy osądzi przyszłość. Teraz pozostaje tylko żyć lepiej.
C'est la vie.
"...przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą katyński las..."
Odpoczywajcie w pokoju, a my wyciągnijmy wnioski z ich śmierci.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
Komentarze