Filmy tego pokroju nie mogą być brane poważnie i opierają się na absurdalnych realiach świata wyśnionego, gdzie trup ścieli się gęsto, a ludność krajów Trzeciego Świata z tego powodu nie maleje. Dzięki Bogu Sylvester Stallone zdaje sobie z tego sprawę i nie próbuje być poważny.
Fabuły takich filmów może pisać dziecko z początkowych grup przedszkola. Grupa kamratów złączona w walce ze złem. Niekoniecznie ich postawy moralne są jak lśniące pancerze, ale mają etykietę „ci dobrzy”. Oczywiście, jak to bywa w takich opowiastkach, pojawiają się „ci źli”, persony których generalnie nie da się lubić. Pomijając zbędne tło – powinność, honor, odpowiedzialność za powierzone im zadanie i chęć zemsty (tak - ktoś ginie, by motyw miał ktoś) zmusza niestrudzoną ferajnę do szalonej pogoni za złoczyńcami.
Tyle z opowieści. Wszyscy wiemy i tak, jak się kończą tego typu filmy i właściwie nikt nie oczekuje od nich niczego innego, bo mogłyby wyglądać obco. A złe, pozornie ambitne zakończenie, wywołałoby szok. Zresztą nie o to chodzi w tym konkretnym obrazie z Hollywood. Tutaj chodzi o totalną „rozpierduchę” i o to, by podczas tego się dobrze bawić. Tam mają biegać napakowani faceci, same sławy i mają siać ołowiem we wszystkie strony świata, nie patrząc na narodowość swoich wrogów. Swoją drogą ciekawe, czy ktoś robił statystyki, ile sam Stallone zabił ludzi na ekranie – możliwe, że jakieś nie najmniejsze miasto opustoszało.
Właściwie brak tutaj jakiegokolwiek oparcia w rzeczywistości. Mamy za to Sylvestra Stallone, Arnolda Schwarzeneggera, Brucea Willisa, Jean-Claudea Van Dammea, Dolpha Lundgrena, Jeta Li, Jasona Stathama, Randyiego Couturea i samego Chucka Norrisa. Niesamowity miks postaci, indywidualności i charakterów. Synonimów twardego skurczybyka, któremu jak się nadepnie na odcisk to urwie ci głowę i napluje do środka. Chyba nie ma takiego drugiego filmu – oczywiście poza częścią pierwszą.
Film „Niezniszczalni 2” jest mocny, zaskakujący, ale dowcipny, pełen autoironii i dystansu. W tym samym klimacie była utrzymana część pierwsza. Tam nikt niczego nie traktuje poważnie, zrywają boki z tak kultowych tekstów jak „I will be back” Arnolda. Zaskakujące, nowe oblicze Sylvestra Stallone, które chyba wychodzi mu tylko na dobre. Nie ma co się spodziewać fajerwerków po tym filmie, po prostu wszystko wyleci w powietrze.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
„Niezniszczalni 2”, reż. Simon West, 2012
Komentarze