Bardzo naiwnie liczyłam na to, że, dowiem się, co my kobiety (ponoć główne konsumentki kultury) możemy zrobić, żeby było lepiej. Niestety, nie tylko się rozczarowałam, ale i zdenerwowałam. Całą debatę zapamiętam jako narzekanie, że jest bardzo, bardzo źle i do tego jeszcze niedobrze. O tym, co zrobić, żeby było lepiej, powinnam dowiedzieć się ze strony internetowej, którą podano. Ponieważ nie udało mi się wypowiedzieć na forum, nie zostaje mi nic innego jak swoje zgryzoty przekuć w artykuł.
Najpierw każda z zaproszonych pań wypowiedziała się o problemach, z jakimi boryka się uprawiany przez nie kawałek kultury. Było długo, emocjonalnie i ciągle o tym, że na kulturę nie ma pieniędzy. Kiedy przyszedł wreszcie czas na dyskusję z publicznością, Kazimiera Szczuka natychmiast zgasiła pierwszą uczestniczkę. Rzeczywiście, kwestia, którą poruszyła nie była do końca na temat, ale reakcja Szczuki sprawiła, że zajęło trochę czasu, aby reszta kobiet zgromadzonych w sali Gagarina nabrała odwagi do zadania kolejnych pytań. Ta chwila milczenia sprawiła, że znów wartkim nurtem popłynął szeroki potok słów o tym, w jakim opłakanym stanie znajduje się kultura w Polsce i tak było już mniej więcej do końca panelu.
Niektóre wypowiedzi naprawdę mnie zaskoczyły. Kiedy usłyszałam wizję naszego państwa, jaka wyłoniła się ze słów Krystyny Kofty, zaczęłam się zastanawiać, czy żyjemy w tym samym kraju. Jak ci biedni zaszczuci pisarze mogą u nas w ogóle tworzyć? Nie mam pojęcia. A już najbardziej dziwi mnie to, że dziewczynom takim jak Dorota Masłowska i Sylwia Chutnik udaje się wydawać w Polsce zupełnie niepoprawne politycznie książki.
Choć jestem ostatnią osobą, która podjęłaby się obrony Kościoła, zamurowało mnie, kiedy Olga Lipińska powiedziała, że nasza kultura jest zdominowana i od wieków ciemiężona przez Kościół katolicki. Nie mogę się z tym stwierdzeniem zgodzić, ani jako kulturoznawczyni, ani jako antropolożka. Zwalanie winy na Kościół po prostu mija się z prawdą. To, że telewizja publiczna nie jest na najwyższym poziomie, tajemnicą nie jest od dawna, ale dlaczego nie rozmawiałyśmy o tym, co trzeba zrobić, żeby była lepsza? Zupełnie nie rozumiem też zarzutu pod adresem Piotra Waltera (prezesa TVN), który wprowadził Big Brothera, bo przyniosło to jego stacji olbrzymie pieniądze. Tak się niestety składa, że na tym polega kapitalizm. Może rzeczywiście nie powinien zarabiać, tylko uczyć ludzi kultury. Byłoby to bardzo pięknie z jego strony, nawet jeśli TVN nie utrzymałby się wtedy na rynku, a my mielibyśmy jeszcze mniejszy wybór mediów niepublicznych niż teraz. Ale najlepiej byłoby chyba dla naszej kultury, gdyby wrócił PRL, bo jak powiedziała pani Lipińska wtedy telewizja była świetna, a przez 20 lat wszystko zniszczono. Ja mimo wszystko wolę wybór 50 kanałów, niż jedną nawet najwspanialszą na świecie telewizję publiczną.
Warto wspomnieć o tym, że ze strony publiczności padło nawet hasło, że kobiety powinny założyć własną telewizję. Istniejące kanały skierowane do kobiet, zostały skwitowane pogardliwymi uśmiechami. Wiadomo, pokazują tam same głupoty. A ja na przykład nie wstydzę się tego, że lubię sobie pooglądać program o tym, jak się ubierać, jaki lakier do paznokci jest najbardziej trwały, a nawet jak ugotować obiad i skutecznie sprzątać w domu. A jak mam ochotę na dobry program publicystyczny, płacę za kablówkę i kanałów mi nie brak. Co by w tej telewizji dla kobiet miało być takiego ambitnego? Nie wiem, nikt nie podjął wątku.
Dostało się też pismom kobiecym, których biedne redaktorki uciskane przez męskich właścicieli owych pism, muszą pisać mało ambitne teksty, zamiast traktatów o poważnych sprawach. Tak się niestety składa, że nie zawsze mamy ochotę na rzeczy wzniosłe i poważne, a czasem takie kobiece pismo czytamy po to, aby na chwilę uciec od problemów. Najbardziej mnie zdziwiło to, że obecne na debacie Kazimiera Szczuka i Olga Lipińska, które stale pojawiają się na łamach moich dwóch ulubionych pism, nie zaprotestowały przeciwko tej opinii ani słowem. Czy teraz mam rozumieć, że one też są w tych redakcjach podporządkowane mężczyznom?
Nie wiem ,dlaczego pani Szczuka nie skróciła ani na chwilę przynudnawej anegdoty o teatrze, którego nie można robić bez pieniędzy. Nie była ona ani ciekawa, ani odkrywcza. Zresztą jak większość wypowiedzi, które padły na panelu. Nie wiem też, dlaczego przybyłe na debatę znane i cenione przedstawicielki środowiska kobiet działających w dziedzinie kultury, nie dały uczestniczkom dojść do głosu? Spodziewałam się dialogu, a dowiedziałam się, że na rok chopinowski i na stadiony pieniądze się znalazły, a na książki w bibliotece nie ma. Co zrobić żeby wzrosły nakłady na kulturę? Nie wiem, więc chyba jednak wejdę sobie na podaną stronę internetową...
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Komentarze