Christophera Nolana nie trzeba nikomu przedstawiać, jak do tej pory stworzył wiele już kultowych filmowych produkcji takich jak Mroczny Rycerz, gdzie Batman wraz z Jokerem skradli całą filmową serię i stali się nowymi ikonami. Nic dziwnego, że jak pojawiły się pierwsze wzmianki o Interstellarze zelektryzowały się rzesze fanów. Potem było już tylko lepiej, aż do momentu kiedy pojawił się pierwszy zwiastun, który zdradził, że będziemy mieli do czynienia z czymś dawno nie widzianym. Filmem SF rodem z okresu Andrieja Tarkowskiego.
Początek wprowadza nas w realia Ziemi na skraju apokalipsy żywnościowej. Plony atakuje tajemnicza choroba bezlitośnie niszcząc coraz to nowe plantacje, ludzie w rozpaczliwej walce po latach zrezygnowali z dalszego postępu na rzecz uprawy roli i jak najefektywniejszego gospodarowania kurczącymi się zapasami pożywienia. Cooper - były pilot i inżynier, ciągle wstrząśnięty po dawnej katastrofie, owdowiały wraz z dziećmi i teściem stara się odnaleźć w nieprzyjaznych realiach. Jego nietuzinkowa córka Murph naprowadza ojca na anomalie grawitacyjną, będącą początkiem dalszych wydarzeń. Party potrzebą rozwiązania tajemnicy trafia na tajny program rządowy za pośrednictwem, którego odbędzie podróż w kosmos by ocalić ludzkość.
Produkcja nie krótka, bo prawie trzygodzinna, z wyraźnie nakreślonymi wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. Zdarza się, że przegadana, nie jest dziełem nużącym. Pojawiają się zarzuty, o nieudolnych próbach zrównania się z Tarkowskim czy Kubrickiem, ale czy na pewno nieudolnym? Przez lata widz filmów SF zmagał się z wypłyceniem gatunku do filmów akcji, gdzie pytania o przyszłość ludzkości, stojące u podstawy zostały przytłumione na rzecz taniej rozrywki. Nolan wrócił do klasyki, gdzie poszukiwanie odpowiedzi staje się główną fabułą. Momentalnie przed oczami stają sceny ze wszystkich światów Lema gdzie rozważanie filozoficzne porusza trybami mózgowia odbiorcy. Jeżeli to, opatrzone genialnymi zdjęciami i niespotykanymi scenami, nie tworzą kina wielkiego, to co w takim razie? Mordercze odłamki radzieckiego satelity chcące za wszelką cenę dopaść Sandrę Bullock? Zmiłujcie się!
Nie sposób nie wspomnieć o Hansie Zimmerze, który stworzył coś spektakularnego i nie byłoby tego filmu, gdyby nie akompaniowała mu właśnie muzyka genialnego twórcy. Widz nie jest oszołomiony tempem akcją, natomiast przeszywają go dreszcze zachwytu, gdy wypada coraz głębiej i głębiej w historię o pilocie Cooperze.
Interstellar jest dziełem perfekcyjnym i pomimo niejasności i braków logicznych publika w pełni zasługuje, by iść na taką ucztę do kina. Koncentrowaniem się na pierdołach to doszukiwanie się kawałków ptasiego łajna na złotym jajku. No i co z tego, że jest trochę gówna to nadal jest, do ciężkiej cholery złoto! Panie i Panowie, czapki z głów. Interstellar.
Semko Bayer
(Semko.bayer@dlalejdis.pl)
Interstellar, Christopher Nolan, USA, Wielka Brytania 2014
Komentarze