Takie historie nie są rzadkością. Podmienione w szpitalu dzieci trafiają do innych rodziców. Do momentu, gdy sprawa jest tajemnicą, nikt nie ma żadnego problemu. Jeśli jednak wyjdzie na jaw, jak należy się zachować? Oto dylemat, z którym muszą się zmierzyć bohaterowie japońskiego filmu „Jak ojciec i syn” w reżyserii Hirokazu Koreeda. Film otrzymał nagrodę jury podczas zeszłorocznego festiwalu Cannes. To, co z pewnością ich urzekło, to znakomity sposób prowadzenia fabuły. Nie ma tu w zasadzie rzeczy, która byłaby zbędna. Zapewne dla Europejczyków uroku egzotyki doda fakt, że film jest japoński. Dzięki temu widz zyskuje także pewien ogląd japońskiego społeczeństwa i sam widzi jak bardzo jest ono podobne lub różne od naszych stereotypowych wyobrażeń.
Rodzice Keity to zamożne małżeństwo, mieszkające w eleganckim piętrowcu. Ojciec, Ryota, to zdolny architekt, skupiony wyłącznie na swojej karierze. Dopełnieniem tego obrazka jest nie tylko piękne auto, ale również ładna żona i śliczny synek. Choć jest główną postacią dla całego filmu, trudno jednak powiedzieć, że poznajemy go bliżej. To co widać, to stanowczość, władczość. Z całą pewnością skonfliktowany z ojcem; w niektórych sytuacjach niezręcznie się czujący, gdy sprawy przybierają inny niż zawodowy ton. Chce, by syn był dzieckiem godnym własnych ambicji. Perfekcyjnym, ciężko pracującym, posłusznym i kochającym. Gdy okaże się, że Keity tak naprawdę nie jest jego dzieckiem, mimo umiejętności zarządzania zespołem, ludźmi i rodziną, a zwłaszcza żoną, nie będzie wiedział jaką decyzję podjąć. Posłucha osób, które niekoniecznie mają taki sam punkt widzenia.
Tymczasem rodzina jego prawdziwego syna, to całkowite przeciwieństwo. Rodzice trójki dzieci, które mogą biegać po całym sklepie ojca, swawolne i jedzące pierogi ze wszystkimi z jednej miski. Tu nie ma tylu zasad, reguł i sztywnych nakazów. Jest miłość, otwartość, radość życia. Co z tego, że w skromnych warunkach.
W tym momencie można pomyśleć, jakie to oczywiste. Pieniądze szczęścia nie dają. Lepiej w biedzie z rodziną, niż samemu w luksusie. Jednak opowieść Koreedy nie jest tak jednostronna. I nie dotyczy tylko sfery moralnej odpowiedzialności za wychowywanie innych osób. Ani wyłącznie tego czy nasze dziecko jest tym urodzonym, czy tym adoptowanym. Równie ważny jest tutaj proces, który zachodzi w Ryota. Poznajemy go jako człowieka bardzo zamkniętego, zimnego. W sumie trudno powiedzieć czy nadal kocha żonę, bo w tym związku tylko ona wyraża uczucia. Szpital sugeruje wymianę dzieci. Ryota chce podjąć najlepszą decyzję, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że mimo swych planów, traktuje Keitę przedmiotowo. Trochę jak zabawkę z lokalnego sklepu. Poznanie prawdziwego syna wywoła w nim wiele uczuć. Czy Ryusei będzie nadzieją na spełnienie wszystkich pragnień ojca? Na ile możemy oczekiwać od innych, że zrealizują nasze marzenia? Nawet jeśli dotyczą one idealnego wizerunku nas samych. Koreeda stawia wiele pytań. Wiele z nich znajduje odpowiedź w filmie.
„Jak ojciec i syn” to pięknie opowiedziana historia o miłości do dziecka, relacji ze sobą i światem, o tym jak i za co szanujemy naszych bliskich. Wielowymiarowa, z happy endem, który jest efektem powolnego procesu dojrzewania.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
„Jak ojciec i syn”, reż. H. Koreeda, 2013, dystrybucja Gutek Film
Komentarze