Jak się mają współczesne feministki?

Feministki w XXI wieku.
Wizja związku naszych prababek leży już dawno pogrzebana koło ich zapadłej, pożartej przez korniki chaty za siedmioma lasami.

Podgrzewanie obiadu co pół godziny, wypatrywanie z drżeniem dłoni chłopa wracającego z pola walki bądź roli, krochmalenie, uginanie kręgosłupa nad tarą do prania, przytakiwanie, spełnianie małżeńskiego obowiązku i klepanie zdrowasiek, by bił tak, żeby nie bolało, to historia małżeńskiej chluby naszych przodków. Ich jedyną pozostałością są nowele Reymonta czy Sienkiewicza i nieśmiałe pytania naszych babć o to, kiedy w końcu wyjdziemy za naszego "narzeczonego". Współczesna brać kobieca przymyka na takie pytania oko, by nie zasmucać babci i śmieje się w duchu, bo jest niezależną, indywidualną jednostką, wolną od potrzeby związywania się z płcią brzydszą i (nie bójmy się tego słowa!) mniej zaradną, tylko po to, by sąsiedzi odetchnęli w końcu z ulgą. Nie, nie, nie! Współczesna kobieta pręży dumnie pierś na okładce "Sukcesu", bo dobrze wie: feminizm zwyciężył! Zdruzgotany patriarchat dogorywa w zupie, której już żadna z nas nie dogląda! Bo w tylnej części ciała ma i zupę, i patriarchat! Oto wreszcie bo latach batalii, świat stoi przed kobietą otworem.

Feministka pozna pana
Cóż jednak po tym, gdy mimo światłego umysłu i ciętej riposty serce, nie reagując na zmiany światopoglądowe nadal zwraca się ku płci męskiej. Kiedy, poetycko rzecz ujmując, dłoń dotknie pierwszy raz dłoni, robi się jakoś cieplej i jakby mniej bojowo. Umysł poddaje się wpływowi wiosny. Nie ma zatem innej rady niż wdać się w relację damsko-męską (na zasadach damskich rzecz jasna). Wprowadzić jasne reguły, ustalić, że żadnego prania, prasowania męskich kołnierzyków, gotowania obiadów i rodzenia dzieci z naszej strony nie będzie! Absolutnie! Oni, jeśli chcą, prosimy bardzo. Czy tak jest w istocie? Włóżmy pod lupę związek feministyczno-męski, aby zbadać, co naprawdę kryję się pod przykrywką walki o równość płci.

Na talerzu lądują feministki: zadziorna skandalistka Kazimiera Szczuka, wyssana z palca scenarzysty "Seksu w Wielkim Mieście" Carrie Bradshaw i martwa, choć ciągle żywa malarka Frida Kahlo. Co łączy te panie? Niewątpliwie indywidualizm, kontrowersyjność i to, że mimo stereotypu wojujących feministek są lub były pięknymi i zadbanymi kobietami. Nie boją się ładnych ciuchów, związków z mężczyznami i dobrej zabawy. Nie biją facetów wałkiem, nie palą biustonoszy na stosie, nie uważają makijażu za przejaw damskiej słabości. Są kobietami w każdym calu. Każda z nich, podobnie jak większość z nas przeżyła swoje dobre i złe chwile z mężczyznami. W końcu związki przeciwnych biegunów, jakimi niewątpliwie są kobiety i mężczyźni, nierzadko muszą przebyć ciernistą drogę, by osiągnąć sukces, jakim jest wzajemne zrozumienie. Aby partnerstwo nie było tylko gołosłownym sloganem, ale faktycznie zaistniało, potrzebna jest komunikacja i jasność przekazu. Jeśli nie ustalimy granic tego, co w związku akceptujemy i chcemy, szybko znajdziemy się w niewygodnej dla nas sytuacji. Czy zawsze partnerstwo będzie wyglądać tak samo? Nie. Ponieważ każda z nas jest inna i o ile dla jednej gotowanie obiadów i zakupy są męczarnią, dla innej mogą okazać się miłą odskocznią od stresów w pracy. Każda z nas sama musi ustalić, ile czasu potrzebuje na odpoczynek, jak chce spędzać wolny czas, czego oczekuje od partnera. Słowem- jak będzie wyglądał jej osobisty feminizm. Jeśli nie wyrazimy tego jasno, nie mamy co liczyć na to, że sam się tego domyśli. Kazimiera, Carrie i Frida w różny sposób kształtowały swoją drogę do sukcesu. Każda z nich podejmowała inne decyzje, ale miała jasno wytyczone cele, dzięki którym dziś może dumnie prężyć pierś z okładki.

Dojrzałość
Feminizm od czasu swoich narodzin, zdążył już przejść przez fazę ostrego dojrzewania i buntu, z którym jest wciąż kojarzony. Teraz dojrzał i nabrał dystansu do wielu kwestii. Feministkom wcale nie przeszkadzają zachowania gentlemeńskie, takie jak przepuszczanie w drzwiach, czy zdejmowanie płaszcza. Nie mają nic przeciwko pracom domowym, mimo że robią karierę na równi ze swoim partnerem. W feminizmie nie chodzi o batalię, ale o równy szacunek. O to, by mężczyzna nie uważał, że pocałunek w rękę zrekompensuje nam stanie nad garnkami przez całe popołudnie. Chodzi o równość w domu i równość w pracy. O rozmowę na poziomie partnerstwa, nie pana i wasala. O współdzielenie szczęścia, a nie o dawanie wszystkiego z siebie i nieotrzymywanie niczego w zamian, poza pobłażliwym pogłaskaniem główki. Taki właśnie feminizm, nie ten agresywny jego stereotyp, powinien być wpisany w naszą codzienność. Nie musimy już domagać się od partnera tego, co nam się należy. Powinnyśmy dostawać to wraz z miłością w związku, w którym jesteśmy. Wówczas ani zupa, ani kariera nie będą stanowić żadnego problemu. A jeśli on tego nie rozumie? Widocznie nie jest wart tłumaczenia.

Współczesna feministka jest kobietą. Współczesna kobieta feministką. Nasza walka dobiegła końca, bo została wygrana. Dziś możemy bez obaw, patrząc w lustro stwierdzić, że jesteśmy wspaniałymi kobietami i wszystko, co robimy- bez względu na to czy jest to kariera, działalność artystyczna, charytatywna, wychowanie dzieci, czy prowadzenie schroniska dla zwierząt, zasługuje na szacunek, o który nie musimy już prowadzić bojów.

Agnieszka Zięba
(agnieszka.zieba@dlalejdis.pl)

Fot. Łukasz Bera


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat