Wiadomość o śmierci Jana Frycza przekazał 17 sierpnia Teatr Narodowy w Warszawie, z którym artysta był związany przez wiele lat. Aktor zmarł 15 sierpnia w domu rodzinnym, w otoczeniu najbliższych. Miał 72 lata. Do ostatnich chwil pozostawał aktywny zawodowo.
Dla środowiska teatralnego jego odejście jest ogromną stratą. Frycz był nie tylko jednym z najbardziej cenionych polskich aktorów, ale również ważną postacią Teatru Narodowego. Koledzy ze sceny wspominają go jako człowieka obdarzonego niezwykłą charyzmą, inteligencją i poczuciem humoru.
Rodzina aktora poprosiła o nieskładanie kondolencji. Informacje dotyczące pogrzebu mają zostać przekazane w późniejszym terminie.
Po ogłoszeniu informacji o śmierci Jana Frycza głos zabrali artyści, którzy mieli okazję z nim pracować. Szczególnie poruszające były słowa Andrzeja Grabowskiego.
To, że był wybitnym aktorem, naprawdę wybitnym - rzadko zdarza się tak wielki aktor - mówił w TVN24.
Grabowski podkreślał również, że Frycz był wyjątkowym człowiekiem. Zwrócił uwagę na ogromną powagę, z jaką traktował aktorstwo. Analizował swoje role, szukał ich sensu i nieustannie pracował nad warsztatem. Zdaniem Grabowskiego należał do grona największych aktorów w historii polskiego teatru i kina.
O Janie Fryczu niezwykle ciepło mówiła również Małgorzata Kożuchowska. Aktorka przyznała, że wiele się od niego nauczyła i to właśnie on pokazywał jej, że aktorstwo nie jest jedynie rzemiosłem.
Kożuchowska nazwała Frycza „geniuszem w swoim fachu”. Wspominała także jego niezwykłą przenikliwość, inteligencję, błyskotliwe poczucie humoru, dystans do siebie i autoironię. Jej zdaniem był człowiekiem, którego nie da się zastąpić.
Jan Englert zwrócił z kolei uwagę na to, jak ogromny wpływ Frycz miał na ludzi, z którymi pracował. Określił go mianem aktorskiego „rozgrywającego” - artysty, który nie skupiał się wyłącznie na własnej roli, ale potrafił również stworzyć przestrzeń dla swoich scenicznych partnerów. Podkreślał też, że Frycz nigdy nie zabiegał o popularność czy wielkość.
Jan Frycz urodził się 15 maja 1954 roku w Krakowie. W 1978 roku ukończył krakowską Państwową Wyższą Szkołę Teatralną im. Ludwika Solskiego. W tym samym roku rozpoczął zawodową pracę na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.
Przez kolejne dekady współpracował z najważniejszymi polskimi scenami. Był aktorem Starego Teatru w Krakowie, Teatru Polskiego w Warszawie, a w latach 1982-1983 oraz ponownie od 2006 roku należał do zespołu Teatru Narodowego.
Publiczność kinowa i telewizyjna znała go z dziesiątek niezwykle różnorodnych kreacji. Występował między innymi w filmach „Egoiści”, „Pornografia”, „Nigdy w życiu!”, „Pręgi” czy „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”. Pojawił się również w popularnych produkcjach telewizyjnych, takich jak „Odwróceni”.
Jedną z najbardziej zapamiętanych przez młodsze pokolenie widzów kreacji Frycza stał się Dario w serialu „Ślepnąc od świateł”. Charyzmatyczna, momentami groteskowa, a jednocześnie budząca grozę postać gangstera stała się jednym z symboli całej produkcji.
Talent Jana Frycza wielokrotnie doceniało środowisko filmowe i teatralne. Aktor trzykrotnie zdobył Polską Nagrodę Filmową Orzeł za najlepszą drugoplanową rolę męską. Nagrodzono jego kreacje w „Pornografii”, „Pręgach” oraz „25 latach niewinności. Sprawie Tomka Komendy”. Był również wielokrotnym laureatem festiwalu „Dwa Teatry” i został uhonorowany Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
Jeszcze w 2026 roku otrzymał Nagrodę Aktorską podczas 66. Kaliskich Spotkań Teatralnych za rolę króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w „Termopilach polskich” Tadeusza Micińskiego w reżyserii Jana Klaty.
Do końca pozostawał związany ze sceną. W obsadzie przygotowywanej przez Teatr Narodowy „Orestei” w reżyserii Luka Percevala, której premierę zaplanowano na 10 października 2026 roku, wciąż widniało nazwisko Jana Frycza.
Jan Frycz przez niemal pół wieku tworzył bohaterów, którzy często dalecy byli od jednoznaczności. Potrafił być na ekranie groźny, odpychający, zabawny, elegancki, cyniczny i niezwykle kruchy. Nawet w rolach drugoplanowych potrafił sprawić, że to właśnie jego postać zostawała z widzem na długo po zakończeniu filmu.
Słowa osób, które z nim pracowały, pokazują jednak, że za wielkim dorobkiem artystycznym stał również człowiek niezwykle ważny dla swojego środowiska - mentor, partner sceniczny i przyjaciel.
Andrzej Grabowski powiedział, że o Janie Fryczu „zapomnieć się nie da”. Patrząc na role, które pozostawił po sobie aktor, trudno o trafniejsze podsumowanie.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze