Mało kto je tylko wtedy, gdy jest głodny. Mało kto uważa spożywanie posiłków za przykry obowiązek i jedynie zaspokojenie potrzeby fizjologicznej (pomijając osoby chore na anoreksję i inne zaburzenia odżywiania). Jemy, bo lubimy - na pierwszy rzut oka to najłatwiejsze i najkrótsze wytłumaczenie sięgania po jedzenie nawet wtedy, gdy jesteśmy syci. Najczęściej „obżartuch” budzi się w człowieku w godzinach wieczornych, co niestety nie jest ani zdrowe, ani nie ułatwia zasypiania. Zaczynamy się nad tym zastanawiać dopiero wtedy, gdy spodnie robią się za ciasne, jednak przecież ciężko zrezygnować z czegoś, co już dawno stało się nawykiem. Warto wiedzieć, że jedzeniowe nawyki mają podłoże psychologiczne. Dlaczego jemy więcej i częściej, niż musimy?
Jest mi smutno, chcę czekoladę! Słodycze-pocieszacze
Pamiętacie pierwszą scenę adaptacji „Dziennika Bridget Jones”? Tytułowa bohaterka upijała się śpiewając dramatycznie „All by myself”, ale oprócz alkoholu, jej sprzymierzeńcami w walce z samotnością były także słodycze. Scena bardzo zabawna, ale jakże prawdziwa! Smutek i stres sprawiają, że sięgamy po coś słodkiego w ramach pocieszenia. „Zajadamy” nieszczęście, które nas spotkało, w najbardziej krytycznych momentach myśląc, że skoro i tak jest beznadziejnie, to nadprogramowe kilogramy wcale nie pogorszą jeszcze bardziej sytuacji. Ucieczka w jedzenie gwarantuje tylko chwilową poprawę samopoczucia i nie może stanowić jedynej terapii antystresowej!
Jak będziesz grzeczny, pójdziemy na lody. Jedzenie-nagroda
Nagradzanie siebie lub kogoś za drobne czy większe sukcesy. Mobilizujące, prawda? Rodzice nagradzają dzieci za dobre zachowanie, za przyniesioną ze szkoły piątkę, za to, że dzielnie przetrwały wizytę u dentysty. Łatwo wywnioskować, że stosowany od najmłodszych lat nawyk przełoży się na dorosłe życie. Nagradzanie może dotyczyć nie tylko jedzenia („jak zdam egzamin, kupię sobie tę sukienkę!”), ale przyznajmy, że spotkanie z przyjaciółkami w cukierni jest przyjemną nagrodą za otrzymaną właśnie podwyżkę czy inny sukces.
Przez żołądek do serca. Jedzenie-uwodzenie
Kiedy mężczyzna zaprosi kobietę na kolację, wiadomo, że nie pójdzie ona z pustym żołądkiem do restauracji (żeby nie wyszło, że jest głodomorem, lub, broń Boże, zje więcej niż facet!). W związku z tym, jedząc w domu i potem na kolacji, zje więcej niż musi. Również wspólne gotowanie bardzo zbliża, a potrawa przygotowana przez ukochaną czy ukochanego smakuje lepiej. Znane są także kulinarne afrodyzjaki, np. owoce morza i czekolada.
Nudzę się, może bym coś zjadła? Jedzenie na znudzenie
Nie masz nic konkretnego do zrobienia, mimochodem zaglądasz do kuchni, otwierasz lodówkę, zamykasz, ponownie otwierasz, sprawdzasz jej zawartość, zastanawiasz się, zamykasz. Krzątasz się po domu, szperasz po szafkach, rzucasz okiem na regał z książkami, w oko wpada ci zakurzona książka kucharska i postanawiasz coś upichcić, chociaż w lodówce masz jeszcze pełny garnek zupy. Kolejna sytuacja, zupełnie odwrotna: masz coś bardzo ważnego do zrobienia, ale robisz wszystko, aby opóźnić w czasie zabranie się za ten obowiązek. Dlaczego nie upiec dwóch blach ciastek?
Wyrazić więcej niż tysiąc słów…
Jedzenie sprawia przyjemność, kojarzy się z ciepłem, dobrymi przeżyciami. Wspominamy zapach domowego ciasta, rewelacyjne pierogi babci i wiele innych, od razu nabierając ochoty na coś smacznego. Przygotowanie potrawy dla kogoś bliskiego jest wyrazem troski (zanosimy choremu przyjacielowi rosół, aby szybciej wyzdrowiał), wdzięczności (czekoladki w prezencie). Do tej grupy można zaliczyć także większość ukochanych babć, które z miłości do wnucząt rozpieszczają je, czy to słodyczami, czy podwójną porcją obiadu. Nie znają zdania „Babciu, nie jestem już głodna”. Jest to oczywiście miłe, ale uczucie przejedzenia pozostaje do wieczora.
Zajadanie stresu czy jedzenie z nudów nie służy zdrowiu i urodzie. Warto przyjrzeć się swoim potrzebom i zauważyć, że zamiast raczenia się zbędnymi posiłkami, istnieją lepsze sposoby na radzenie sobie z emocjami. A jeśli już czasem musisz nagrodzić siebie, przygotuj zdrową sałatkę owocową.
Hanna Kwaśna
(hanna.kwasna@kobieta20.pl)
Fot. sxc.hu
Komentarze