Przedstawiciele Rzeczpospolitej Polskiej lecieli prezydenckim samolotem, by uczestniczyć w uroczystości upamiętniającej to tragiczne wydarzenie. Złożyć hołd ofiarom zbrodni. Nie dotarli. Zginęli w katyńskich lasach. Szczątki samolotu pochłonęła złowieszcza, gęsta mgła.
Dzisiejszy poranek do godziny 9, był całkiem zwyczajny. Ludzie robili, to co zazwyczaj robią w sobotę rano. Jedni odsypiali męczący tydzień. Inni robili zakupy. Byli na spacerze z psem. Robili poranną herbatę lub kawę. Większość z nich nawet nie myślała o uroczystościach, które miały się odbyć w Rosji. W natłoku prywatnych spraw zapomnieli o Katyniu. O swoich rodakach, którzy w masowych grobach, spoczywają na rosyjskiej ziemi. Nie ma ich za co winić. Nie pamiętali, bo tragedia nie dotyczyła ich bezpośrednio. Ale od godziny 9, Polakom pamięć zaczęła wracać. Stacje telewizyjne i radiowe przerwały swoje planowane programy i audycje. Ich uwaga skupiła się na zupełnie niespodziewanej tragedii. Tragedii, która zmienia bieg historii. Która zjednoczyła naród polski. Pogrążyła go w głębokiej żałobie. "To największa tragedia w skali światowej" - mówiły koleje osoby. "Jeszcze nigdy, żaden naród nie stracił, w jednej chwili, tak wielu przedstawicieli elity politycznej, wojskowej i duchowieństwa" - argumentowano.
Rozdzwoniły się telefony. Ludzie zaczęli przekazywać informacje najbliższym. Były chwile ciszy. Był smutek w głosach. Stach. Niedowierzanie. Ludzie nie mogą pogodzić się z tym, co się stało. Para Prezydentowa nie żyje. Nie żyją ludzie, którym powierzyli losy swojej ojczyzny. Poniekąd swoje. Ludzie, którzy stali im się, na pewien sposób, bliscy. W końcu, znali ich twarze z gazet, telewizji i internetowych serwisów informacyjnych. Nie raz słyszeli ich głosy w radiu. Może, czasem nie zgadzali się z ich poglądami. Denerwowali ich swoim sposobem prowadzenia polityki. Dziś, przestało mieć to znaczenie. Popłynęły łzy. Bolesne łzy. Kondolencje dla rodzin, przyjaciół i znajomych.
Pod pałacem prezydenckim, domem prezydenta w Sopocie i ambasadami Polski, zapłonęły znicze. Pojawiły się kwiaty, zdjęcia Pary Prezydenckiej. Zebrały się ogromne tłumy. Olbrzymi ból przepełnił Polaków. Rozpoczęły się modlitwy. Do ludzi powoli dochodzi ranga tej tragedii. Zaczynają rozumieć, że zginęli ludzie, którzy wiele dla Polski zrobili i jeszcze wiele zrobić mogli. Którzy posiadali ogromną wiedzę i doświadczenie. I których nie da się zastąpić. Fizycznie, owszem, da się. To nawet konieczne. Ale to nie będą ci sami ludzie. Polska już nie będzie tą sama Polską.
Nie można też zapominać o rodzinach ofiar zbrodni katyńskiej. Ludziach bardziej anonimowych. Zupełnie niemedialnych. A przecież, dla nich ten lot miał największe znaczenie. Pragnęli w kolejną rocznicę tragicznej śmierci swoich bliskich, być jak najbliżej ich prochów. 70 lat temu, w katyńskich lasach odebrano życie ich ojcom i dziadkom. Teraz, te same lasy, odebrały im szansę zobaczenia swoich dzieci i wnuków. To był dla nich lot-spotkanie po latach z bliskimi, których obrazy, w ich pamięci, rozmywały się. Zachodziły mgłą.
Do dziś, Katyń kojarzył się Polakom z tysiącami zamordowanych jeńców, w tym wielu wybitnych, polskich generałów. Elity, ojców II Rzeczpospolitej. Dla wielu z nas, szczególnie tych młodszych, była to tylko część odległej historii. Potępialiśmy Rosjan za tą zbrodnię, ale nie było w nas żalu. Nie pojmowaliśmy, albo wydawało nam się, że pojmujemy, jak wielkie znaczenie miało to wydarzenie dla dalszych losów Polski. Dziś już to wiemy. Na pewno. Ale musiała stać się tragedia. 70 lat po tym, jak oficerowie NKWD rozstrzelali ludzi, którzy walczyli o wolność dla Polski, niedaleko ich grobów, straciliśmy najważniejszych przedstawicieli następnej - III Rzeczpospolitej. Lasy katyńskie stały się dla Polaków symbolem. Pełnym goryczy. Łez. Bólu. Straty. I niepewnej przyszłości. A gdyby nie ta gęsta mgła?
Portal dlaLejdis składa szczere kondolencje i łączy się w bólu z rodzinami ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleńsku.
Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)
Komentarze