Kobieta i święto piłki nożnej – patenty na przetrwanie!

Jak kobieta ma przetrwać święto piłki nożnej?
Oto siedem całkiem (nie)poważnych rad mających pomóc przetrwać ci szaleństwo podczas miesiąca piłki nożnej.

Twój mężczyzna pada na kolana przed telewizorem zamiast przed tobą? Z każdej strony dobiega cię odgłos wuwuzeli? W większości pubów rozgościły się wielkie telewizory? A ulice miasta zaczęły dziwnie pustoszeć podczas godziny meczu? Spokojnie... Nie panikuj... W końcu mistrzostwa nie trwają wiecznie! A na czas „tych dni” kilka rad pisanych prawie całkiem serio.

Po pierwsze
Nie próbuj oglądać meczu „na siłę”. Nie lubisz piłki – nie zmuszaj się do spoglądania na tych wysportowanych przystojniaków, no chyba, że po to, by poobserwować ich niesamowicie sprężyste ruchy... Jeżeli nigdy nie lubiłaś piłki i nie znasz reguł, to nie ma sensu na siłę męczyć się tylko dlatego, że twój ukochany broni dostępu do telewizora jak lew. Zajmij się czymś przyjemnym. Najlepiej zrób porządki i wszystko, czego nie mogłaś (kiedy twój facet był jeszcze w pełni świadomy, a nie opętany szałem) powyrzucaj. Bądź co bądź, to może być ostatnia taka okazja, do wyrzucenia tych ohydnych zgniłozielonych zasłon, które dostałaś od jego matki...

Po drugie
Nie pytaj co to „spalony”. Jakkolwiek by ci mężczyzna tego nie próbował wytłumaczyć, przeciętny kobiecy mózg nie przyjmuje definicji tego słowa. Oczywiście, wszystko wynika z wieloletniego ciemiężenia kobiet przez męski rodzaj (jak wytłumaczyłaby to niejedna współczesna feministka). Przez to, że tyle czasu spędzałyśmy w kuchni – spalony już zawsze będzie kojarzył nam się z kotletem. Ewentualnie z czymś, co właśnie skończyło płonąć, a nie z piłką nożną! Chociaż ... Biorąc pod uwagę to, że kiedy „spalony” spotyka drużynę, której mężczyzna kibicuje, płonie on ze wściekłości... A zespół, który nadal przegrywa jest już spalony w tym meczu... W sumie można to powiązać z piłką nożną... Oczywiście, jeżeli bardzo się chce...

Po trzecie
Postanowiłaś mimo wszystko obejrzeć mecz, bo ten przystojniak z naprzeciwka też wybrał się do pubu, a przecież nic tak nie zbliża ludzi jak wspólna pasja (nawet udawana) i wielkie emocje? A może wpadłaś na genialny pomysł „Randka- mecz to idealny sposób na podryw”?! Jakiekolwiek  nie byłyby twoje pobudki, żeby usiąść przed ekranem z innymi ludźmi, pamiętaj o jednym: pytanie w siedemdziesiątej minucie: „Którzy to nasi?” jest największym faux pas, jakie możesz zrobić! Legenda głosi, że jedna z kobiet kiedyś właśnie tak postąpiła. Potem co wieczór jej partner przywiązywał ją do krzesła i kazał godzinami oglądać mecze... Aż dreszcz przebiega po plecach... Dobrze, że to tylko legenda... Ale na wszelki wypadek: nie pytaj!

Po czwarte
Ten podpunkt jest ściśle związany z poprzednim... Oglądacie mecz, ale nie wiesz jeszcze, której drużynie kibicujesz? Nie rzucaj się na podłogę przy pierwszym lepszym golu! To nie czas na takie wybryki! Obserwuj dokładnie współtowarzyszy. Jeżeli kąciki ich ust opadną w dół i potoczą się siarczyste przekleństwa, to nie wskakuj na stół z tańcem zwycięstwa, który ćwiczyłaś od tygodnia. No chyba, że chcesz aby twój entuzjazm został zgaszony resztkami piwa i chipsów, którymi obrzucą cię zbulwersowani kibice.

Po piąte
Twój mężczyzna spędza wieczory przed telewizorem... ? Zastanów się, jaki ty możesz mieć z tego pożytek. Możesz wzbudzić w nim poczucie winy... W końcu siedzisz smutna, znudzona, pozbawiona jego towarzystwa... I jedynym, co może poprawić twój nastrój, są te genialne szpilki ze sklepu na rogu. Ewentualnie ta sukienka oznaczona sumą dość niebagatelną, którą pokazywałaś mu w witrynie internetowego sklepu. (Tym bardziej, że niektóre ze sklepów typu online, w godzinach meczu prowadzą happy hour.) Możesz też spróbować sposobu na „grzecznego chłopca”, czyli : kochanie, jeśli posprzątasz ładnie kuchnię i umyjesz okna, to telewizor przez najbliższe dwa wieczory jest tylko twój. Ilość kombinacji jest niezliczona... W te dni wszystko zależy od waszej pomysłowości...

Po szóste
Nie interesuje cię, że jest święto piłki nożnej, bo twój facet ma być zajęty tylko tobą? I nie ma mowy, żebyś przegrała walkę o jego zainteresowanie z drużyną, której kibicuje? Desperackie chodzenie nago podczas meczu -  nie da zamierzonego rezultatu. Twój kibic dojdzie do wniosku, że woli pooglądać grę na boisku, niż rozpoczynać grę wstępną. W końcu igraszki we dwoje mogą poczekać, a emocji związanych z obserwowaniem wygranej nie da się powtórzyć! Starając się przyciągnąć jego uwagę w ten sposób, szybciej doczekasz się przeziębienia niż tego, że wyłączy telewizor! Prędzej też spotkasz się ze skandowaniem haseł związanych z: rozwiązłością, sodomią i gomorą oraz brakiem wstydu, wydobywających się zza firanki twojej sąsiadki. Pamiętaj, że ona też nie ma ciekawszego zajęcia w tym czasie (mąż blokuje jej oglądanie seriali), więc jej okienne obserwacje będą wzmożone.

Po siódme
Nigdy, ale to przenigdy, nie waż się rodzić podczas meczu! To kategorycznie zabronione.  Ewentualnie masz do tego prawo, jeżeli termin porodu jest już po mistrzostwach. Jeżeli jednak dziewiąty miesiąc wypadnie w czasie rozgrywek – pamiętaj robisz to na własną odpowiedzialność! Nie zdziw się jednak, kiedy twój mężczyzna każe ci poczekać z tym rodzeniem do końca meczu. I co z tego, że ci wody odeszły?! Poród nie zając – nie ucieknie... A strata związana z niepooglądaniem meczu jest zbyt wielka.

A już całkiem serio - odpuść sobie tę nierówną walkę. Raz na długi czas zdarza się magiczny moment, w którym masz możliwość zajęcia się tylko sobą i pogaduchami z przyjaciółkami. Wykorzystaj go do cna, w końcu to męskie święto nie trwa wiecznie!

Joanna Małysiak
(joanna.małysiak@dlalejdis.pl)



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat