Kobiety to niewybredne sikorki?





Rzucone bardziej od niechcenia, niż od chcenia. Raczej w przestrzeń. Nieukierunkowane. Powiedziane, bo tak trzeba... Niby błyskotliwe, a jednak grzecznie czekające w kolejce na swoją chwilę. Na swoje tzw. pięć minut. Misternie przygotowywane. Często przez kumpli, siostrę, przyjaciółkę o charytatywnych zapędach. Albo co gorsza, zasłyszane na ulicy czy w klubie. Komplementy z ust przedstawicieli niejakiej płci brzydkiej, która każe siebie nazywać mężczyznami.

Na zaszczytną etykietę ?mężczyzna? trzeba sobie ciężko zapracować. Mężczyzną nie można być ot tak, bo po prostu się chce i się jest. Mylne jest myślenie, że jest nim każdy przedstawiciel homo sapiens, który nie posiada komórki jajowej, wchodzi do toalety oznaczonej trójkątem i sika na stojąco. Prawdziwego mężczyznę można rozpoznać po zachowaniu wobec kobiety, a nie po tym, co ma między nogami. Mężczyzna tkwi w gestach, słowach. W umyśle. On nie rzuca słów na wiatr. Honor, przez duże ?H? mu na to nie pozwala. Nie faszeruje kobiety bezmyślnymi komplementami, które może nawet i są prawdziwe, ale ta zbieżność jest przypadkowa, bo on nie zdaje sobie z niej sprawy. Dla nie-mężczyzny, według fachowej nomenklatury faceta pospolitego, to tylko słowa. Bezwartościowe, puste słowa. Słowa, jakich wiele. W jego mózgu zakodowana jest instrukcja omamiania kobiet. Ustalona nie wiadomo przez kogo i nie wiadomo gdzie. Zmuszony przez siłę wyższą, stosuje się do ustalonych zasad. Jak mus to mus, od czasu do czasu wykrztusi przez swe zaciśnięte usta wyuczoną na pamięć regułkę, choćby ?jak pięknie dziś wyglądasz?, chociaż akurat wtedy jesteś po nieprzespanej nocy i w dodatku masz czerwony od kataru nos. On chce tylko szybko i bezboleśnie odwalić obowiązkowy element relacji damsko-męskich, albo raczej męsko-damskich. Odhaczyć w swoim notesiku rodowitego uwodziciela, że zadaną sobie pracę domową odrobił i dumny z siebie zdjąć, jak mu się wydaje, nieskazitelnie białe rękawiczki.

Nie ma co siebie i jego oszukiwać. Trzeba, i to jak najszybciej, podnieść tą plugawą kurtynę kobiecej naiwności, rozsunąć dymną zasłonę łatwowierności. Pokazać tym nie-mężczyznom, że ich rękawiczki wcale nie są śnieżnobiałe, a doszczętnie upaćkane w błocie. Niech nie myślą, że perfekcyjnie opanowali wcielanie się w rolę przebiegłych, chytrych lisków. Niech wiedzą, że my świetnie zdajemy sobie sprawę z ich nieudolnej amatorszczyzny.

Skąd wynika to nasze zgubne milczenie? Na pewno nie z wierności powiedzeniu: milczenie jest złotem, bo czasy największej świetności ten kruszec ma już za sobą. To w takim razie, dlaczego nie chcemy uświadamiać facetów pospolitych, tylko biernie poddajemy się rozsiewanym przez nich złudzeniom? Dlaczego próbujemy w nie uwierzyć, chociaż wiemy, że to zagrożone jest okrutną karą, która na imię ma rozczarowanie? Karą, której efektem są rwące potoki łez, przynajmniej kilogram zużytych chusteczek do nosa i potworny ból głowy, a w ramach finiszu zastosowanie pocieszacza w postaci ogromnej tabliczki czekolady czy sporego kubełka ulubionych lodów. Najwyraźniej bardzo chcemy słyszeć te wszystkie niekiedy oklepane, ale miłe słówka, napędzające do latania nasze brzuszne motyle. Przemawia przez nas odwieczne pragnienie bycia adorowanymi księżniczkami. A przebiegły facet z przyczepionym rudawym ogonem, umie to wykorzystać. Dobrze wie, chociaż nie, może inaczej... dobrze został wyuczony tego, że komplementy to rodzaj klejnotów, wprawdzie nienamacalnych, ale bezcennych i niezawodnych w sztuce uwodzenia nas, w dodatku zupełnie za free. A jak wiadomo, na słowo FREE w dymku nad głową faceta pospolitego, niczym w kreskówce, zapala się żaróweczka. Rozpoczyna się błyskawiczny proces produkcji przez szare komórki, rozpalające się w tym czasie do czerwoności, fenomenalnego wniosku, który ostatecznie dociera do praktycznej i jakże oszczędnej świadomości, a brzmi: kobietę można mieć za bezcen. Można ją kupić słowami. Toteż obdarowują nas pięknymi perłami, o niepowtarzalnym kształcie i kolorze. Niestety, nie prawdziwymi, będącymi wytworem małż, lecz z plastiku, wykonanymi przez jakąś firmę, z doczepioną metką made in China. A my się nabieramy, albo za wszelką cenę nabrać chcemy. Tak jesteśmy zaślepione blaskiem bijącym od falsyfikatu mężczyzny. Jak niewybredne sikorki pazernie lgniemy do tej żywej błyskotki.

Drogie Panie, czy nadal chcecie być obdarowywane nieudacznymi podróbkami komplementów? Nie uważacie, że już najwyższa pora dać w twarz roześmianej obłudzie? Otworzyć prawdzie jej zamknięte przez nie-mężczyzn, kolczaste oczy? I spojrzeć w nie. Głęboko. Chociaż będą kłuły. Nie dajmy się dłużej oszukiwać facetom pospolitym!

Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat