Puste półki
Początek tygodnia oznacza dla mnie wielkie zakupy. Wtedy też planuję posiłki dla rodziny, robię listę produktów, które się skończyły i razem z moim synkiem wyruszam do pobliskiego supermarketu.
Tak było i tym razem. Na swojej liście miałam m.in. makaron, kaszę jęczmienną, mąkę i mydło w płynie. Jakież było moje zaskoczenie, gdy zaszłam na dział chemiczny i nie znalazłam ani jednego mydła antybakteryjnego… Dział z produktami o długim terminie ważności też został mocno przetrzebiony i zmuszona zostałam do kupna dość drogiego bio makaronu oraz mąki do pizzy, gdyż tej normalnej, pszennej, w ogóle nie mogłam znaleźć…
Tak w praktyce wyglądają skutki rozprzestrzeniania się na świecie koronawirusa, który dopiero co dotarł do Polski. Sparaliżował już Chiny i Włochy, a kolejne przypadki potwierdza się w różnych europejskich krajach. Ta sytuacja jest istnym „rajem” dla producentów środków dezynfekujących, maseczek czy żywności o długim terminie ważności. Maski ochronne, które zostały wyprzedane jako pierwsze, teraz kosztują nawet 1000% drożej (to nie żart!). Wzrastają również ceny środków myjących. Czy czeka nas wzrost cen żywności? Czy są to objawy koronawirusowej paniki? Czy naprawdę mamy się czego obawiać?
Czym jest koronawirus?
Koronawirus, czyli wirus z Wuhan, oznaczony skrótem SARS-CoV-2 wywołuje chorobę COVID-19. Objawy zakażenia przypominają grypę, a RTG klatki piersiowej chorych wykazują cechy wirusowego zapalenia płuc. Choroba objawia się: gorączką, zmęczeniem, kaszlem, dusznościami. Jest przenoszona drogą kropelkową. Ciężki przebieg choroby obserwuje się u około 15% osób; do zgonu dochodzi u około 2%. Najbardziej narażone na zakażenie się koronawirusem są osoby starsze oraz przewlekłe chore.
Najwięcej przypadków zakażenia, bo aż 99%, zarejestrowano w Chinach. Następnie wirus przywędrował do Europy i innych krajów azjatyckich, gdzie również się rozprzestrzenia. Z tego też powodu Główny Inspektor Sanitarny nie zaleca podróży do Azji. Z krajów europejskich najbardziej ryzykowne są Włochy, gdzie stwierdzono najwięcej przypadków zarażeń koronawirusem w Europie. Szczegółowe informacje dotyczące bezpieczeństwa oraz informacje dla osób powracających z obszarów dotkniętych epidemią można znaleźć na stronie Ministerstwa Zdrowia.
Jak się chronić przed koronawirusem?
Jak na razie nie istnieje lek lub szczepionka, która mogłaby przed wirusem uchronić. Zalecenia organizacji rządowych podają, że najważniejszą formą ochrony jest zachowywanie podstawowych zasad higieny. Warto często myć ręce i wycierać je ręcznikiem jednorazowym; przy kichaniu, zasłaniać twarz (robić to w chusteczkę lub zgięcie łokcia). Należy ponadto unikać kontaktu z osobami, które mają objawy grypy lub mogą być potencjalnymi nosicielami wirusa (powróciły niedawno z Azji).
Wybuch paniki
Chociaż wirus dopiero dziś dotarł do Polski, a przypadek ten potwierdzono w Zielonej Górze (swoją drogą niektórzy politycy tak wyczekiwali tego koronawirusa, że zapewne złożą zarażonemu panu gratulacje; być może wystąpi on już wkrótce w nowej edycji „Tańca z gwiazdami”), jego skutki można już odczuć w całej Polsce. Po pierwsze drożeją ceny środków bakteriobójczych (jakby środki bakteriobójcze były remedium na wirusa…), ręczników papierowych i maseczek. Niektóre z nich potrafią wzrosnąć czterokrotnie (np. z 58 zł na 210), co zresztą jest niezgodne z prawem. Wraz ze wzrostem cen takich produktów, wzrosnąć mogą ceny usług w miejscach, w których bez środków dezynfekujących nie da rady się obyć np. w gabinetach fryzjerskich i kosmetycznych, przychodniach weterynaryjnych. Jest to efekt koronawirusa. Żerują na tym również producenci maseczek, którzy zwykłe maski antysmogowe nazywają maskami antywirusowymi lub do nazwy produktu dodają słowo „koronawirus”, aby podbić sobie sprzedaż.
Czy czeka nas również podwyżka cen żywności? Być może. Tak było we Włoszech, gdzie ludzie na wszelki wypadek, w razie kwarantanny wykupili ze sklepów wszystko, co może poleżeć dłużej niż dwa tygodnie. Wolny rynek, jak wiadomo, rządzi się swoimi prawami. Jest popyt to jest podaż. Zazwyczaj producentów i przedsiębiorców przed zbyt wysokim windowaniem cen „chroni” konkurencja, jednak w sytuacji kryzysowej zmienia się wszystko.
Czy rzeczywiście mamy się czego bać?
Jako żona naukowca i biologa, który bardzo mądrze tłumaczy mi wszystko, co związane z koronawirusem, śmiem twierdzić, że nie warto bać się, panikować, ale należy być świadomym zagrożenia. Zachowanie ostrożności i zdrowego rozsądku jest tym, co każdy z nas najbardziej potrzebuje. Owszem, koronawirus jest chorobą na którą nie ma na razie lekarstwa ani szczepienia, ale nie zaraża się nią tak bardzo szybko. Poza tym, jak wynika ze statystyk, niemal 85% osób łagodnie przechodzi chorobę, a sam wirus nie jest bardziej śmiertelny niż grypa, na którą rokrocznie umiera ok 2% populacji (a dokładnie na powikłania pogrypowe). Warto też dodać, że śmiertelność dotyczy głównie osób przewlekle chorych, niedołężnych, mających problemy z odpornością. I naprawdę, aby ochronić się przed chorobą, wystarczy przestrzegać zasad higieny, dbać o dobrą dietę i aktywność fizyczną, aby organizm był w dobrej formie. Odpowiedzialność za „koronawirusową panikę” w większości ponoszą media, które często i niepotrzebnie nakręcają spiralę strachu.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Fot. pixabay.com
Komentarze