Krwawy rytuał

Obrzezanie kobiet.
Okaleczone, osamotnione i pozbawione szacunku do samych siebie.

Tak można w jednym zdaniu opisać skutek zbrodni, jaka jest codziennie wyrządzana tysiącom kobiet na całym świecie. Zbrodnia, o której się milczy, zbrodnia, która nigdy nie znajduje sprawiedliwości, zbrodnia, dla której nie ma kary współmiernej do szkód, jakie wyrządza. To zbrodnia obrzezania kobiet.

Można próbować posiłkować się przywoływaniem tradycji, zasad, wręcz nakazów religijnych. Właśnie – próbować, bo zostało już wielokrotnie powiedziane, wręcz wykrzyczane, że ta tradycja nie ma nic wspólnego z religią muzułmańską. Niestety w ogromnej mierze te właśnie środowiska stosują tę barbarzyńską metodę ochrony „czystości” dziewczynek, często niemowląt, opierając swoje zachowanie o Koran. Tylko, że właśnie rzeczony Koran, nie wspomina ani słowem o nakazie stosowania tego typu praktyk. Jak palący to problem, opinia społeczna mogła dowiedzieć się dopiero, kiedy jedna kobieta, której los dał siłę i szansę na zbudowanie nowego życia opowiedziała głosem setek tysięcy innych o gehennie obrzezania. Owa kobieta to Waris Dirie. Modelka, ambasadorka dobrej woli z ramienia ONZ. Piękna kobieta, która dostała szansę i ją wykorzystała. Kobieta, która miała siłę pokonać lęk, upokorzenie i pójść pod prąd. W jej rodzinnym kraju – Somali codziennie dokonuje się tysięcy takich „zabiegów”. Ogromna część dziewczynek umiera w skutek krwotoku wewnętrznego, szoku toksycznego organizmu z powodu zakażeń lub podczas porodu.

Synonim dla bycia kobietą, to w kraju takim jak Somalia - skromność. Jest czymś oczywistym, iż kobieta powinna być wierna i posłuszna najpierw ojcu, a później mężowi. Mąż jako „pan życia i śmierci”, jest również osobą, która jako pierwsza może – jak w kinowej adaptacji książki autorstwa Waris Dirie wskazuje bohaterka – ją „otworzyć”. Skala bólu, jaką musi przeżywać kilkunastoletnia dziewczyna, podczas takiego ”otwarcia” jest trudna do wyobrażenia. Nikt nie tłumaczy, nie współczuje i w końcu nie potępia takiego zachowania. Normą oraz utartą tradycją jest obrzezanie dziewczynki, która niedługo później zostanie czyjąś żoną. Tylko tak przygotowana do roli kobiety dziewczynka ma szansę na zamążpójście. Jest wtedy czysta. Kobieta, której rodzice nie dopilnowali tego obowiązku, jest wyklęta i skazana na społeczną banicję. Wręcz zbrukana. Ta tradycja w różnych krajach afrykańskich jest kultywowana od setek lat, od niedawna mówi się wręcz, że może ona sięgać nawet trzech tysięcy lat. Niestety jak wskazuje ONZ, takie praktyki mają miejsce również poza Czarnym Lądem i są praktykowane w innych częściach świata, przez potomków emigrantów z krajów afrykańskich. Problem dotyczy USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Kanady oraz krajów Beneluksu. Często tę okrutną tradycję kultywują również potomkowie w trzecim, a nawet czwartym pokoleniu. Mimo, iż państwa rozwinięte, próbują środkami prawnymi przeciwdziałać takim działaniom, to jednak jest to tak silnie zakorzenione w tradycji i umysłach emigrantów, że ryzykują złamaniem prawa tylko po to, aby, jak sądzą, zapewnić córce pomyślne zamążpójście i dać zadość tradycji.

Skala problemu jest niewykrywalna, gdyż większość takich zabiegów odbywa się w tajemnicy, natomiast dziewczynki są albo zbyt przerażone albo przekonane, że tak po prostu musi być. Wierzą, że bycie kobietą to ból, smutek i udręka. Nic nie wyleczy ich złamanej psychiki, chorego ciała i traumatycznych wspomnień. Choć tak naprawdę już nigdy nie zostanie im zwrócone to, co utraciły, to można spróbować dać im poczucie własnej wartości, radość życia i zminimalizować ból, jaki odczuwają codziennie.

Iwona Wachel
(iwona.wachel@dlalejdis.pl)

Fot. sxc.hu



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat