Kuchennego walca czas zacząć

Top Chef - sezon 2, odcinek 4.
Wystarczy jeden błąd, by przegrać szansę na tytuł. Najważniejsze, że uczestnicy mimo popełnianych błędów wierzą w siebie, uważają się za dobrych kucharzy. Co przyniósł nam czwarty odcinek Top Chefa?

Często zapomina się o polskiej kuchni, co mogliśmy zauważyć tydzień temu podczas konkurencji dotyczącej potraw regionalnych. Dziś rodzima kuchnia została przeniesiona z dań głównych na zakąski, jurorom zależało na przystawkach, które doskonale nadają się do podania z alkoholem. Kto nie zatańczył podczas przygotowywania jedzenia ten tracił. Tego jeszcze nie było! Każdy z kucharzy zaczął przygotowywać swoją potrawę, następnie tańczono dookoła stołów, później kolejna osoba przejmowała cudze stanowisko i kontynuowała pichcenie. Ani kropli poczucia humoru nie ma w uczestnikach trwającej aktualnie edycji, nikt nie podszedł do zadania z entuzjazmem, każdy był podenerwowany i niezadowolony. Do pracy z młodzieżą nie nadawaliby się na pewno. Choć gdybym zobaczyła na jednym stanowisku mango i kaszankę też pewnie nie wiedziałabym, co z tym fantem zrobić. Uczestnicy bali się wykonywać jakiekolwiek ruchy, ponieważ nie chcieli popsuć kolegom z programu ich dań oraz martwili się o dokończenie własnych przepisów. Gra zespołowa odbywała się w biegu, nie do końca zamysły kucharzy zostały zaprezentowane po zakończeniu konkurencji, uczestnicy sami próbowali swoich sałatek, bryndzy i musów. Nie każdy odszedł od stołu zadowolony, ale zaskakująco wielu uczestników przyznało, że tym razem dania nie okazały się całkowitą porażką. Obserwatorzy tej konkurencji z pewnością potrafią już ocenić, kto wkłada w wykonywanie zadań całe serce, a kto nie potrafi wykonywać najprostszych poleceń. Najgorzej wypadały połączenia z rybami, ich wykonawczynie - Agnieszka i Monika - wykazały się jak zwykle brakiem kompetencji. Immunitet otrzymał kontuzjowany Robert ze skręconą podczas pierwszej konkurencji kostką. Nagrodę przyjął bez cienia wdzięczności, uznając ją z pewnością za otrzymaną w sposób niesprawiedliwy.

Najprostsze zadania bywają najtrudniejsze. Godzina to dużo czasu na zrobienie kurczaka, uczestnicy spodziewali się jakiegoś nieoczekiwanego utrudnienia, czegoś podobnego do pierwszej konkurencji. Utrudnieniem okazał się niesamowicie krótki czas w spiżarni i produkty w spiżarni, które zostały obwiązane folią aluminiową. Kucharze nie mogli sprawdzać co wynoszą ze sobą na salę, rozpakowywanie było jak otwieranie prezentów. Każdy z produktów wyniesionych ze spiżarni musiał zostać użyty w daniu przygotowywanym dla jury. Mieszanki składników okazały się kosmiczne. Przygotowanie kurczaka przerosło możliwości większości szefów kuchni. Mięso, które na naszych stołach gości nawet kilkanaście razy w miesiącu okazało się trudne do podania w Top Chefie. Sama obróbka kurczaka przed filetowaniem to dla uczestników czarna magia, Szef Amaro wygnał sprzed oblicza jury większość ocenianych kucharzy, nie mógł na nich dłużej patrzeć.

W konkurencji z kurczakiem w roli głównej Agnieszka w ciągu godziny nie zdążyła odpowiednio przygotować kurczaka, przekroiła go przed podaniem i okazał się w środku surowy. Kolejny raz nie poradziła sobie z konkurencją. Jej jedynym właściwym działaniem w tym odcinku okazało się być zgłoszenie do dogrywki, na nic więcej jej nie stać. W dogrywce oprócz Agnieszki znaleźli się również Monika i Adrian. Krojenie sałaty nożem nie jest techniką godną prawdziwego top chefa. W czarnych dogrywkowych skrzyniach znalazły się kaczka i miód wrzosowy z Borów Dolnośląskich, skarb regionu. Trzymałam kciuki za Adriana, bo wiedziałam, że tylko on powinien zostać w programie. Dziewczyny w dogrywce zaprezentowały jak zwykle poziom poniżej przeciętnej. 40 minut okazało się niewystarczające, szczególnie dla zawodników, którzy wcześniej nie wyrabiali się z czasem podczas o wiele dłuższych konkurencji. Danie Adriana, kaczkę ze śliwkami i czereśniami, zjadłabym z największą przyjemnością. Nawet, jeśli leżałaby skórą do dołu umoczoną w sosie, czym jury było zszokowane. Dziś niesprawiedliwie w programie pozostała Agnieszka, ale sprawiedliwie z programu odpadła Monika. Przed nią jeszcze dużo pracy, ponieważ jest bardzo ładna, ale do profesjonalnego gotowania w jej pichceniu jeszcze daleko.

Joanna Swojak
(joanna.swojak@dlalejdis.pl)

Fot. Ipla.tv



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat