Często zapomina się o polskiej kuchni, co mogliśmy zauważyć tydzień temu podczas konkurencji dotyczącej potraw regionalnych. Dziś rodzima kuchnia została przeniesiona z dań głównych na zakąski, jurorom zależało na przystawkach, które doskonale nadają się do podania z alkoholem. Kto nie zatańczył podczas przygotowywania jedzenia ten tracił. Tego jeszcze nie było! Każdy z kucharzy zaczął przygotowywać swoją potrawę, następnie tańczono dookoła stołów, później kolejna osoba przejmowała cudze stanowisko i kontynuowała pichcenie. Ani kropli poczucia humoru nie ma w uczestnikach trwającej aktualnie edycji, nikt nie podszedł do zadania z entuzjazmem, każdy był podenerwowany i niezadowolony. Do pracy z młodzieżą nie nadawaliby się na pewno. Choć gdybym zobaczyła na jednym stanowisku mango i kaszankę też pewnie nie wiedziałabym, co z tym fantem zrobić. Uczestnicy bali się wykonywać jakiekolwiek ruchy, ponieważ nie chcieli popsuć kolegom z programu ich dań oraz martwili się o dokończenie własnych przepisów. Gra zespołowa odbywała się w biegu, nie do końca zamysły kucharzy zostały zaprezentowane po zakończeniu konkurencji, uczestnicy sami próbowali swoich sałatek, bryndzy i musów. Nie każdy odszedł od stołu zadowolony, ale zaskakująco wielu uczestników przyznało, że tym razem dania nie okazały się całkowitą porażką. Obserwatorzy tej konkurencji z pewnością potrafią już ocenić, kto wkłada w wykonywanie zadań całe serce, a kto nie potrafi wykonywać najprostszych poleceń. Najgorzej wypadały połączenia z rybami, ich wykonawczynie - Agnieszka i Monika - wykazały się jak zwykle brakiem kompetencji. Immunitet otrzymał kontuzjowany Robert ze skręconą podczas pierwszej konkurencji kostką. Nagrodę przyjął bez cienia wdzięczności, uznając ją z pewnością za otrzymaną w sposób niesprawiedliwy.
Najprostsze zadania bywają najtrudniejsze. Godzina to dużo czasu na zrobienie kurczaka, uczestnicy spodziewali się jakiegoś nieoczekiwanego utrudnienia, czegoś podobnego do pierwszej konkurencji. Utrudnieniem okazał się niesamowicie krótki czas w spiżarni i produkty w spiżarni, które zostały obwiązane folią aluminiową. Kucharze nie mogli sprawdzać co wynoszą ze sobą na salę, rozpakowywanie było jak otwieranie prezentów. Każdy z produktów wyniesionych ze spiżarni musiał zostać użyty w daniu przygotowywanym dla jury. Mieszanki składników okazały się kosmiczne. Przygotowanie kurczaka przerosło możliwości większości szefów kuchni. Mięso, które na naszych stołach gości nawet kilkanaście razy w miesiącu okazało się trudne do podania w Top Chefie. Sama obróbka kurczaka przed filetowaniem to dla uczestników czarna magia, Szef Amaro wygnał sprzed oblicza jury większość ocenianych kucharzy, nie mógł na nich dłużej patrzeć.
W konkurencji z kurczakiem w roli głównej Agnieszka w ciągu godziny nie zdążyła odpowiednio przygotować kurczaka, przekroiła go przed podaniem i okazał się w środku surowy. Kolejny raz nie poradziła sobie z konkurencją. Jej jedynym właściwym działaniem w tym odcinku okazało się być zgłoszenie do dogrywki, na nic więcej jej nie stać. W dogrywce oprócz Agnieszki znaleźli się również Monika i Adrian. Krojenie sałaty nożem nie jest techniką godną prawdziwego top chefa. W czarnych dogrywkowych skrzyniach znalazły się kaczka i miód wrzosowy z Borów Dolnośląskich, skarb regionu. Trzymałam kciuki za Adriana, bo wiedziałam, że tylko on powinien zostać w programie. Dziewczyny w dogrywce zaprezentowały jak zwykle poziom poniżej przeciętnej. 40 minut okazało się niewystarczające, szczególnie dla zawodników, którzy wcześniej nie wyrabiali się z czasem podczas o wiele dłuższych konkurencji. Danie Adriana, kaczkę ze śliwkami i czereśniami, zjadłabym z największą przyjemnością. Nawet, jeśli leżałaby skórą do dołu umoczoną w sosie, czym jury było zszokowane. Dziś niesprawiedliwie w programie pozostała Agnieszka, ale sprawiedliwie z programu odpadła Monika. Przed nią jeszcze dużo pracy, ponieważ jest bardzo ładna, ale do profesjonalnego gotowania w jej pichceniu jeszcze daleko.
Joanna Swojak
(joanna.swojak@dlalejdis.pl)
Fot. Ipla.tv
Komentarze