Kuchnia molekularna w MasterChef

12. odcinek MasterChef w Magdą Gessler.
W Barcelonie kuchnia klasyczna miesza się z nowoczesną. Znajdziemy tutaj również mistrzów kuchni molekularnej, takich jak dzisiejszy gość specjalny Jordi Cruz.

Jak sobie poradzili uczestnicy programu MasterChef w półfinale i kto z nich przeszedł dalej?

Półfinał odbył się w Hiszpanii. Uczestnicy mieli za zadanie odtworzyć danie przygotowane przez Jordiego Cruza, szefa restauracji ABAC w Barcelonie, która posiada dwie gwiazdki Michellin. Zawodnicy zostali również połączeni w pary, w obrębie których stoczyli kulinarne pojedynki mierząc się z kuchnią hiszpańską. Pierw półfinaliści udali się jednak próbować tapas, czyli małych, kolorowych przekąsek, a następnie wybrali się do restauracji ABAK, gdzie zjedli kolację i dostali lekcję kuchni molekularnej. Następnie mieli odtworzyć zaprezentowane im danie, czyli befsztyk tatarski. Na wykonanie zadania dostali godzinę. Michał nie bał się, bo jak sam siebie ocenił jest opanowany w kuchni.

W kuchni jednak nie zabrakło dziś emocji. Uczestnikom ginęły składniki, a w dodatku pozamieniane zostały przygotowane przez nich sosy. Michał nie znalazł swojego, więc po prostu zabrał ten przygotowany przez Basię. Dziewczyna poczuła się zawiedziona, gdyż obdarzała go zaufaniem i sympatią. Sam zainteresowany uznał jednak, że nie ma za co jej przepraszać, bo w końcu jego sos też ktoś zabrał! Mimo tego, co działo się w kuchni bezlitośnie przyszedł czas na ocenianie potraw przygotowanych przez uczestników.

Jordi Cruz przyznał Michałowi, że widać iż lubi on gotować, a w kuchni zachowuje najwięcej spokoju. Magda również pochwaliła tatar, mówiąc że został przyrządzony z porządkiem i smakiem. Danie Agnieszki było zbyt mocno uwędzone i mało przyprawione. Miłosz skusił się na atrakcyjny pofalowany talerz, który uniemożliwił mu odpowiednie uwędzenie jego tatara. Zabrakło też foie gras, które nadałoby potrawie smak. Tatar Kingi odbiegał od oryginału, zaś Basi zabrakło czasu na napełnienie kopułki dymem i obawiała się dyskwalifikacji. Zupełnie niesłusznie, bo to właśnie ona i Michał zostali dziś wyróżnieni jako najlepsi. Jordi Cruz wybrał z nich dwojga osobę, która natychmiast przeszła do finału i była nią Basia. Pozostali zmierzyli się w pojedynku.

Drugiego dnia konkurencji uczestnicy udali się na targ, który to dziś zastępował spiżarnię MasterChefa, gdzie kandydaci do tytułu sami wybierali poszczególne składniki i targowali się, smakując klimatu słonecznej Hiszpanii. Po tym przyjemnym spędzeniu czasu przyszła pora na kulinarne pojedynki. Michał, wybrany wczoraj jako drugi najlepszy uczestnik losował z kim stoczy swoją walkę. Padło na Miłosza. Drugą parę tworzyły dziewczyny – Kinga i Aga, ku smutkowi Basi, która liczyła na babski finał.

Zawodnicy mieli za zadanie przygotować po trzy tapas i jedno danie główne. Do wykonania dań mieli użyć kupionych na targu składników, a zegar odliczał dla nich równe 90 minut. Pierwsze do walki stanęły panie. Już na samym początku Agnieszka otwierając noże skaleczyła się niefortunnie i głęboka rana utrudniała jej pracę. Na swoje główne danie wybrała żabnicę. Produkt trudny, jednak radziła sobie z nim znakomicie i wiedziała jak ją oprawić, za co została pochwalona przez jurorów. Natomiast Kingę zaczęli krytykować, iż jest daleko w tyle. Anna jednak broniła dziewczynę przypominając o jej talencie do łączenie smaków, nawet gdy są jej nie znane. Zgodnie przyznali, że widać iż obie walczą i dają z siebie wszystko. Agnieszce ciągle doskwierało skaleczenie i czuła się bezsilna. Michele upomniał ją, że w kuchni jest walka, a płacz w domu, po czym uczestniczka zebrała się w sobie obawiając się, że może nie zdążyć.

W końcu czas minął i dziewczyny zaczęły od podania swoich tapas. Agnieszka przygotowała grzanki z tapenade i papryczkami padrones, smażone kalmary oraz panierowaną smażoną gładzicę. Magda Gessler podsumowała je następująco – tapas są bardzo proste, czuję się jak w ubogiej Hiszpanii. Tapas Kingi, czyli smażona kiełbasa chorizo, gotowane krewetki i smażone langustynki i bakłażan faszerowany pomidorami i anchois zdobyły większe uznanie. Następnie przyszła kolej na dania główne. Agnieszka podała żabnicę w sosie pomidorowym z natką pietruszki. Smak sosu został oceniony jako dobry, ale choć uczestniczka była pewna, że jej żabnica była dobrze przygotowana - jurorzy stwierdzili inaczej. Ania stwierdziła, ze Kinga mocno zawyżyła sobie poprzeczkę swoimi tapas. Przygotowany przez nią filet z morszczuka z czarną solą zdobył pochwały, jednak szpinak z pomarańczą wzbudzał mieszane uczucia.

Wynik był następujący – do finału przeszła ta, która ciągle płacze, czyli... Kinga. Agnieszka powiedziała, że odchodzi bogatsza o przyjaciół, a jej życie na pewno dalej będzie związane z kuchnią.

Do kulinarnego pojedynku przystąpili panowie – Michał i Miłosz. Miłosz przyznał, że w swoim życiu przygotowywał setki dań z owoców morza, ale z filetem z makreli pracował po raz pierwszy, Michał zaś zdecydował się pójść w stronę przepychu. Jurorzy obawiali się o danie Miłosza, który do wywaru z langust dodał kręgosłup z makreli, zabijając tym samym jego cały smak. Magda Gessler uznała, że to tak jakby ochlapał brylant błotem i najlepiej by było gdyby przygotował nowy wywar. Okazało się, że półfinalista właśnie sam zdecydował tak zrobić, ku uldze prowadzących. Michał jak zwykle był pewny siebie i opanowany, a półtorej godziny które otrzymali wykorzystał dobrze. Chwalił się, że nawet miał czas na poprawianie fartucha w ostatniej minucie. Jako tapas podał krewetki w słodkim winie na pieczarkach, grzanki z tapenadą i anchois oraz figi zapiekane w szynce jamon. Magda przyznała, że to co podał jest dobre, ale definitywnie dalekie od smaku Hiszpanii. W tej kwestii na pewno lepiej poradził sobie Miłosz. Jego tapas, czyli smażone langustynki z sokiem z cytryny, smażone sardynki na grzankach z pomidorem i faszerowane bakłażany były tak dobre, iż Magda nie była pewna czy da radę zostawić coś dla reszty jury i tylko w jednej z przystawek zabrakło jej przypraw i smaku Hiszpanii.
Danie główne Michała - filety z lizy na szpinaku okazały się być kiepskim daniem. Ryba była przegotowana, a szpinak gorzki. Michele zapytał uczestnika, czy w ogóle ma pojęcie o hiszpańskich smakach. Danie Miłosza było jego być albo nie być i przy próbowaniu filetów z makreli na zapiekance z ziemniaków, jurorzy zachowali zimną twarz. Magda przyznała, że miło było próbować ich dań i oczywiście jak zawsze były one lepsze i gorsze. Przyszedł więc czas na ogłoszenie wyników. Trzecim finalistom został Miłosz, który stwierdził, że jest to jeden z najszczęśliwszych dni jego życia. Michał skwitował przegraną słowami, iż dzisiaj mu nie wyszło, ale jeszcze wszystko przed nim.

Już za tydzień finał pierwszej polskiej edycji programu MasterChef, a w nim konkurować będą najlepsi, czyli Basia, Kinga i Miłosz. Uczestnicy będą gotować w miejscu, które zobowiązuje, czyli w zamku w Niepołomicach. Ich zadaniem będzie przygotowanie prawdziwie królewskiego menu w skład którego wchodzić będą przystawka, danie główne i deser. W spiżarni finaliści znajdą mnóstwo produktów i otrzymają pełną dowolność. Już w przyszłą niedzielę dowiemy się kto zdobył tytuł pierwszego MasterChefa w Polsce, czek na sto tysięcy złotych i kontrakt na swoją własną książkę kucharską.

Joanna Złomańczuk
(joanna.zzlomanczuk@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat